środa, 17 października 2012

Wpis12 Oczami Chunga

Nastał drugi dzień zawodów. Tak samo jak wczoraj udałem się do teleportu i znalazłem się w Besmie. Dziś Smok. Zapowiada się... Gorąco. Elsword z swoją Śnieżynka stali i czekali aż rozpoczną się zawody. Podszedłem do niego a potem cała reszta. Gdy wybiła godzina 10:00 Camilla znowu nas zebrała w całość i zaczęła przedstawiać zasady, które w sumie się nie zmieniły. Jedyne co się zmieniło to to iż ten z najlepszym czasem startuje jako pierwszy, czyli Ammo. Widać po jego minie, że nie był tym zachwycony, w sumie ja też bym nie chciał startować jako pierwszy... Ruszył przed siebie i sprawnie uwinął się z przeciwnikami jak i samym Smokiem, jedynie na końcu... Jak dostał.. Trochę zmartwiło mnie to, Aisha o mało co zawału nie dostała jak to zobaczyła. Gdy skończył wraz z lekarzami poszli po niego. Spojrzałem na czas... Jak on to robi... Znowu będzie pierwszy... Po kilku minutach zobaczyłem Ammo wraz z "obstawą", która odprowadzała go do namiotu.
Przyszła kolej na kolejnych zawodników. Większość poległa na Smoku podczas ataku ogniem.. Nie podoba mi się to.. Moja zbroja... Działo... Oby się nie przegrzało z powodu klimatu jaki tam panuje. Po dłuższym czasie przyszła moja kolej. Starałem się szybko uporać z cała trasą do Smoka, by potem mieć dużo czasu by go wykończyć. Dziękuje temu, co mnie nauczył umiejętności Dread i Carpet'a, bez nich to by ciężko było. Nim się obejrzałem byłem już u drzwi prowadzących do Smoka. To wchodzimy. Jeszcze z Kay'a trochę.. Się pobawiłem i przyszedł czas na głównego bossa. Uaktywniłem tryb Beserka i użyłem Carpeta zaraz po nim Dreada i Field'a. Dzięki temu mogłem użyć na niego Siege Mode. Gdy amunicja się skończyła wycofałem się trochę dalej, wypiłem eliksir, ustawiłem Mortara i ruszyłem z powrotem do Smoka. Użyłem teraz na niego Chaos Canonu. Gdy tylko atak się zakończył Smok runął na ziemi, a ja upadłem na ziemię. Byłem strasznie zmęczony przez upał jaki tu panuje jak, zbroję co miałem na sobie, jak i wysiłek.  Z chęcią bym teraz wszedł do lodowatej wody.. Po chwili znaleźli się przy mnie lekarze i Aisha która leczyła rany.. Albo tylko przywracała mnie do stanu trzeźwego myślenia, bo ran żadnych nie miałem. Znowu lekarze byli w szoku. Dali mi wody i wypiłem ją od razu. Wyszliśmy na zewnątrz. Świeże powietrze, powiew wiatru, od razu lepiej mi się zrobiło. Czas 12:45min. Odetchnąłem z ulga, podszedłem do reszty. Pogratulowali mi i czekaliśmy aż Raven i Issa zaliczą.
W końcu koniec. Cała nasza czwórka przeszła dalej. Camilla dała nam resztę dnia wolnego, więc postanowiliśmy trochę po świętować. Wieczorem każdy poszedł do siebie, a ja wykończony padłem ledwo żywy na łóżku. Jeśli ja z Smokiem mam problemy to jutro... Nie wiem, co myśleć o tym, że sam będę walczyć z tym czymś na Iluzji. Nie mam nic by przerwać jego leczenie... Kiepsko to widzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz