sobota, 6 października 2012

Rozdział VII Dungeon Master. Wyznania. Kłótnia Wpis1

Kolejny dzień, koniec misji i w końcu znowu jestem z Aishą. Trzeba będzie nadrobić stracony czas. Gdy tylko się doprowadziłem do porządku udałem się na miasto. Skierowałem się do Glave i tam spotkałem znajomego z gildii. Razem zrobiliśmy grupę i czekaliśmy aż dojdą jacyś chętni. Jak już skompletowaliśmy party od razu udaliśmy się na Henira. Szybko i sprawnie poszło, jednak jedyne co denerwuje to to, że po zaliczeniu w 80% przypadkach ludzie wychodzą od razu i nie zaliczają dalej.. Trudno, w chwilach, gdy czekaliśmy, aż łaskawie ktoś dojdzie, rozglądaliśmy się za tutejszymi "sztukami". Jak jakaś wpadła w oko od razu wymiana zdań, śmiech, skompletowanie party i Henir i tak w kółko. Gdy już to miałem z głowy pożegnałem się i udałem się na sekrety. Niedługo zawody, więc trza by się przygotować trochę, przy okazji pozbieram materiały potrzebne do craftu setu smoczego. Jak już uporałem się z tym poszedłem do Camilli zobaczyć, co tam u niej słychać i na arenie. Może trafię na kogoś i obiję 4 litery. Wszedłem do pomieszczenie i byłem zdziwiony. Tyle ludzi... Tego się często nie widzi. Oczywiście wkurzył mnie fakt że nie szło się dostać na przód i dowiedzieć czegoś.... No to czas posłużyć się Cornwellem. Użyłem Sword Falla i czekałem ,aż łaskawie się zsuną. Gdy tylko ujrzeli miecze czekające, aż je spuszczę od razu się przesunęli. Jak nie po dobroci to siłą. Odwołałem miecze i przeszedłem sobie na przód i dotarłem do Camilli.. W końcu... Spytałem się jej co jest grane że tyle ludzi. Odparła, że u niej są zapisy i dużo ludzi się zgłosiło. Zaśmiałem się i dodałem, że połowa polegnie na pierwszym bossie. Po części też podzielała moje myśli no ale jak chcą się zapisać to proszę bardzo. Skorzystałem z okazji i sam się zapisałem. Oczywiście jej radość była nie do opisania. Dyskutowaliśmy o tutejszych wojownikach jak i po części wtajemniczyła mnie o co chodzi w tych zawodach. Brzmi ciekawie, nie mogę się doczekać. Gdy tak rozmawialiśmy podeszła do mnie Issa. Zaskoczony byłem jej obecnością. Przywitałem się i zapytałem, co ją sprowadza. Odparła, że to samo co mnie. Uśmiechnąłem się i wejrzałem na arenę. Wymieniliśmy się kilkoma zdaniami, co tam u nas słychać, po czym musiała iść już. Miała jakąś misję od Daisy. Pewnie papierki, współczuje jej.
Było już południe. Czas by Aishę odwiedzić, oby tylko była w domu. Właśnie.. Ona chyba nie wie, że się przyjaźnie z Issą. Trzeba będzie wytłumaczyć, by potem nie było akcji.. Poszedłem do jej mieszkania, co dziwne nie było jej. Hmm to może rynek i robi zakupy. Udałem się tam i też o dziwo nigdzie jej nie było. Ostatnia nadzieja to Rena. Skierowałem się do jej domu. Zapukałem do drzwi. Przywitała mnie uśmiechem i wpuściła do środka. Zapytałem czy widziała Aishę, odparła że właśnie wróciły z zakupów. No tak.. Pewnie 3/4 sklepów wykupiły, ale chwila... Jeśli one były na zakupach, wróciły i pewnie dużo tego to mają to pewnie Aisha... O nie ma mowy! Chciałem wyjść ale jak na złość barbie wparowała do przedpokoju. No cholera, ja nie będę tego taszczyć do jej domu. Nigdy w życiu!. Rena zapytała czy zostanę na chwilę. No raczej innego wyboru nie mam. Zgodziłem się i podszedłem do Aishy. Przytuliłem ją do siebie i ucałowałem w czoło. Wyglądała na szczęśliwą, co cieszy. Weszliśmy do salonu i zbladłem. No ileż można kupować... Od razu powiedziałem Aishy że tego nosić nie będę. Zaśmiała się tylko i dodała że dziś mało kupiła. Pokazała mi co należy do niej. Faktycznie.. Mało.. Jak na nią. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy, aż Rena przyjdzie. Po chwili weszła do salonu z filiżankami herbaty i ciastkami. Jej specjalność w sumie. Lubiłem u niej spędzać południe i gadać o byle pierdołach. Tak było też w tym przypadku.

Do wieczora gadaliśmy o byle czym, o śmiesznych zdarzeniach, o ludziach, rynku i innych sprawach. Oczywiście elfka nie przepuściła tematu o mnie i Aishy. Tutaj już tak otwarcie nie ujawnialiśmy wszystkiego, no ale widocznie to, co jej powiedzieliśmy zadowoliło ją i widać było, iż jest szczęśliwa, że znowu jesteśmy razem. W końcu zaczęliśmy się z Aishą powoli zbierać. Wziąłem jej cześć zakupów, a ona drugą. Skierowaliśmy się do jej mieszkania. Gdy weszliśmy jej lokatorki od razu ją przywitali tak samo jak mnie i wypytywały ją, co kupiła nowego i co robiła przez całe popołudnie. Matko.. Ciekawskie, aż do bólu. Gdy udało jej się uwolnić od lawiny pytań udaliśmy się do jej pokoju. Położyłem przy szafach jej zakupy i położyłem na łóżko dokuczając jej, że ma dziwne koleżanki. Zaśmiała się tylko, odłożyła zakupy, podeszła do swojego biurka, wzięła pamiętnik do ręki. Wertowała kartki i skierowała się w moją stronę. Gdy otwarła na kartce która chciała nachyliła się nade mną i pokazała mi. Ostatnia kartka na której dopisałem swoje zdanie. Wejrzałem na kartkę i potem na nią.

-Czytałeś mój pamiętnik?

-Tak
. - Zmierzyła groźnym spojrzeniem.
-Cały?

-Nie, ostatnie wpisy od momentu, gdy zaczęłaś misję.
- Rzuciłem krótko, widać, że była zmieszana tą sytuacją.
-Chyba sobie żartujesz?!
- Krzyknęła w moją stronę i znowu przewertowała kartki.
-I co się denerwujesz? Gdybym tego nie zrobił, to byśmy Cię na czas nie uratowali i kto wie, co by się teraz działo.
-Ahhh nie o to chodzi.
- Zamknęła pamiętnik i lekko uderzyła w głowę. - Głupek. - Zabrała pamiętnik i odłożyła go na biurku, po czym podeszła do mnie i położyła się na mnie. Patrzeliśmy sobie w oczy. - Zawsze będziesz przy mnie i zawsze będziesz mnie kochać tak?
-Mhm.

Zbliżyłem się do niej i pocałowałem. Jedną ręką dotykałem jej twarzy, drugą miałem na biodrze, zaś ona wplotła jedną ręką w włosy, a drugą miała na mojej klatce piersiowej. Trwaliśmy tak przez dłuższy czas. Brakowało mi tych chwil z nią przez te dni..
Do późnej nocy leżeliśmy przytuleni do siebie i rozmawialiśmy o zawodach. Co dziwne nie zapisała się. Po części się cieszę, bo nie będę musiał się o nią martwić, a jak mi coś się stanie to szybko mnie wyleczy. Ciekawi mnie, kto tam jeszcze się zapisał. Koniec końców gdy wybiła już 2 w nocy pożegnałem się z Aishą i miałem zamiar wrócić do domu, jednak zaczęła narzekać, że dziś zostaję u niej. No masz Ci los... Powiedziałem, że innym razem. Zła na cały świat, przystała na to i wróciłem do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz