piątek, 26 października 2012

Rozdział VIII Walka w imię miłości Wpis1

Następnego dnia, gdy wstałem czułem, iż zaraz pójdę na drugi świat. Cholernie mnie cała prawa strona bolała po wczorajszej walce. Chyba Zekire po proszę, by się tym zajęła. Zszedłem na dół. Zapytałem lokai czy Aisha już wstała, odpowiedzieli, że jeszcze nie. Oznajmili iż śniadanie zaraz przyniosą. Usiadłem na kanapie i myślałem, co ja teraz będę robić? Po dłuższym czasie przypomniało mi się, że przed zawodami zacząłem set kompletować. Fakt jeszcze ręce i buty. gdy tylko Aisha wstanie udam się na sekrety i... Co ja pisze, wrócę do codzienności. Obok kominka bawiła się Śnieżynka w... Co ona robi? Patrzałem na nią. Chodziła tam i z powrotem na brzegu murku co otaczał kominek.
-Co Ty robisz?
-Bawię się, a co mam robić? - Odrzekła po czym potknęła się i spadła na głowę na dół i zrobiła fikołka do przodu. Zaśmiałem się. Trzymała się za głowę swoimi łapkami i po chwili przybiegła do mnie. Wskoczyła na kanapę i zaczęła bić w ramię. - To przez Ciebie!! Rozproszyłeś mnie!!! - Wziąłem ją za łapki i uniosłem do góry. Patrzała na mnie poirytowana.
-Nie moja tylko Twoja. Trza było uważać.
Puściłem ją i z przykucnięciem wylądowała obok mnie. Spojrzała na mnie, obrażona odwróciła się i skierowała się na fotel. Przesłodka. Nie wiem czemu, ale zawsze cokolwiek by nie robiła, bawi mnie to. Po chwili znaleźli się służący z śniadaniem, a zaraz potem Zekira weszła do salonu. Usiadła obok mnie i przytuliła się. Wyglądała na wykończoną. Zapytałem czy wszystko w porządku, odpowiedziała że trochę śpiąca jest i zmęczona po wczorajszej imprezie jak i na koniec tej akcji. Powiedziałem jej że już nie będę o tym dyskutować z nią. Kiwnęła głową, że rozumie. Wzięła z talerza kanapki i zaczęła jeść. Chciałem ja prosić o wyleczenie moich obolałych miejsc no, ale chyba podaruje sobie jak jest w takim stanie. Odechciało mi się jeść na mieście cos się kupi. Wstałem i powiedziałem Zekirze iż idę na Henira, potem sekrety i znowu prowadzę życie jak wcześniej. Znowu kiwnęła głową i szarpnęła moje prawe ramię. Zaraz nie wytrzymam z bólu. Syknąłem z bólu, Aisha od razu przyjżała mi się.
-Czemu nie powiedziałeś, że w pełni nie masz wyleczonego ramienia?
-Jakbym powiedział to byś zaczęła je leczyć, a widzę iż nie wyglądasz najlepiej to męczyć Cię nie będę.
-Głupoty mówisz, nic mi nie ma. Siadaj zajmę się tym.
-Nie trzeba. Podczas walk dojdzie do sprawności.
-Siadaj! - Wstała i stanęła na przeciwko mnie.
-Powiedziałem, że nie trzeba i odpuść już. - Wzięła złapała za ramie i znowu szarpnęła. Jęknąłem z bólu.
-Ta podczas walki, jak jedno większe oddziaływanie na rękę i już ryczysz z bólu. - Spojrzałem na nią wrednie.
-Ciekawe jakbyś Ty się zachowała jakbyś miała podobne obrażenia, co ja. Lekki podmuch wiatru i byś ryczała. - Patrzała zirytowana. Popchnęła mnie na kanapę po czym usiadła mi na kolanach.
-Uparty jesteś gorzej jak ja. A teraz nie ruszaj się. - Tak, a niby jak ja mam się ruszać. Wzięła w dłonie obolałe ramię i zaczęła leczyć.
-Raczej nikt bardziej uparty od Ciebie nie będzie. - Wzięła rękę i uderzyła w głowę. Szarpnąłem ją do siebie. Nasze usta dzieliły milimetry. - Poszkodowanego się nie bije.
-Przecież nic takiego nie zrobiłam. - Pocałowała mnie po czym na jednym pocałunku się nie zakończyło. Przytuliłem ją do siebie i rozkoszowaliśmy się tą chwilą. jednak zbyt długo to nie trwało. Ktoś zapukał do drzwi. Przerwaliśmy nasz pocałunek i spojrzeliśmy tam. Drzwi otwarł lokaj i powiedział, że mam gościa. Za jego plecami dostrzegłem Issę. Nosz kurwa... Spojrzałem na Aishe, ona na mnie.
-Zaraz wrócę. 
Spojrzała z kwaśną miną. Zeszła ze mnie i udałem się do dziewczyny. Zamknąłem drzwi i spojrzałem na nią.
-Po co przyszłaś? - Założyłem ręce i oparłem się o ścianę. Patrzała na mnie smutnym spojrzeniem. Skierowała wzrok na podłogę.
-Ja.. Chciałam przeprosić za wtedy...
-Nie ważne już. Powiedziałem Ci, co chciałem w tym temacie i koniec. Coś jeszcze? - Akurat teraz gdy... Wyczucie czasu ma zabójcze. Chciałem się jej szybko pozbyć i wrócić do tego co zacząłem. Spojrzała na mnie
-Czy dalej będziemy się przyjaźnić? - Dowaliła do pieca.. W sumie to sam nie wiedziałem co z tym zrobić.
-Szczerze? To nie wiem. Jeśli takie akcje mają być to podziękuje za taką przyjaźń. Ja już mam osobę, na której mi zależy i nie zostawię. Natomiast Ty... - Westchnąłem i ręką złapałem się za głowę. Spojrzałem na nią. - Znajdź sobie kogoś i będzie spokój.
-Ale ja...
-Issa, powiedziałem, że nie otrzymasz ode mnie tego, czego chcesz i pogódź się z tym. - Jej spojrzenie nadal się nie zmieniło. Widać iż zależy jej na mnie, bym ją pokochał, ale nie. Nie będę zdradzać Aishy po tym wszystkim co przeszliśmy.
-To już pójdę nie będę przeszkadzać. - Odwróciła się i skierowała do wyjścia. Odprowadzałem ja wzrokiem.
-Jeśli chcesz, aby ze mną rozmawiać, to zastanów się nad swoim postępowaniem.
Wróciłem do salonu. Aisha siedziała i bawiła się kosmykiem włosów. Spojrzała na mnie.
- I co? Czego chciała? - Usiadłem obok niej. Od razu Zekira usiadła mi na kolana i przytuliła się.
-Tego co ostatnio, no prawie.. Zapytała czy będę się z nią przyjaźnić.
-A Ty co na to?
-Że nie wiem. - Westchnęła i zaczęła poprawiać mi grzywkę.
-Same z nią problemy. Dobra.. Nieważne w sumie. Dokończę, co zaczęłam...
-A potem co zaczęliśmy. 
Uśmiechnąłem się do niej odwzajemniła uśmiech i gdy wyleczyła mi ranę i dokończyliśmy co zaczęliśmy. Udałem się na Henira, a potem na sekrety. Śnieżynka mi towarzyszyła. Jak już miałem z głowy to co na dziś zaplanowałem zbliżał się wieczór. No tak rano trochę się działo.. Podczas spacerowania po mieście trafiłem na Ravena. Stał obok sklepu z bronią. Spojrzeliśmy na siebie. Ruszyłem przed siebie i zignorowałem jego osobę. Nie mam ochoty z nim gadać o niczym. Wróciłem do domu i gdy tylko przejrzałem wiadomości udałem się do pokoju spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz