Wstałem wypoczęty i skierowałem się do wyjścia. Dziś koniec zawodów jestem strasznie ciekaw, kto to wygra. Dochodziła już 9:40. Aranka prze teleportowała mnie do Altery. Tam wszyscy uczestnicy już byli. Dużo widzów, co mnie nie dziwi. Rozglądałem się za naszymi i w końcu ich znalazłem. Podszedłem tam przywitaliśmy się o rozmawialiśmy. W oddali koło Camilli dostrzegłem Ammo, który rozmawiał z jedną z uczestniczek. Kilka minut później zjawiła się Aisha, życzyła powodzenia po czym gdy zobaczyła Elsa udała się do niego. Gdy wybiła godzina 10, wszyscy uczestnicy stanęli i czekali aż Camilla znowu będzie ich zanudzać swoją głupią gadką. Jednak tym razem było inaczej. Przed wejściem kazała im wypełnić formularze w wypadku gdyby... Ktoś z nich zginął tam. Fakt, Type-H nie jest łatwy i można tam zginąć. Els jako pierwszy wyrwał się by dała mu formularz. Nie wierzyłem w to, on przecież... Mam nadzieję, że wie co robi. Reszta nie wiedziała co zrobić, po chwili Raven też poprosił o formularz. Pozostali wycofali się i oni w dwójkę będą zaliczać. Na pierwszy ogień poszedł Rav. Nawet jakoś udało mu się to przejść, większych obrażeń nie miał, ale chyba musiał i tak iść na przegląd. Rena poszła po niego i zniknęli w namiocie. Teraz czas na Ammo. Pokonywał przeciwników z łatwością. gdy dotarł do roślinki też dawał sobie radę. Kilka razy popełnił kilka błędów, które jakby nie patrzeć uchroniły go, przed śmiercionośnymi atakami. Pod koniec trochę się zdenerwowałem, jak Aisha, która tak mocno ścisnęła mi ramię, że myślałem, że mi je połamie. Gdy rozległ się dźwięk zakończenie krzyknęła uradowana i się przytuliła z radości. Też byłem szczęśliwy jednak... Kto to wygra? Jak obydwoje po czasie zakończyli. Raven przyszedł do nas z Reną, a po kilku minutach zjawił się Ammo i Zekira. Pogratulowali sobie, iż przeszli całość w jednym kawałku. Czekaliśmy wszyscy aż podadzą wyniki. Gdy już się naradzili, Camilla oznajmiła iż zawody wygrywa Raven. Byliśmy w szoku. Za Elsem wstawiło się masa ludzi, pytając z jakiej racji, wytłumaczyła im po czym zakończyła zawody. Spojrzałem na Ammo, wiedziałem jak mu bardzo na tym zależy. Rav chciał z nim pogadać ale wyraźnie dał do zrozumienia że nie ma ochoty i poszedł. Cały kipiał z złości. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem go wesprzeć, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Rozeszliśmy się w swoje strony.
W domu myślałem o tym. Elsword przed rozpoczęciem zawodów powiedział mi, że mu na tytule nie zależy i dalszych tam walkach, tylko nagrodzie. Gdy zapytałem go o to powiedział, iż dowiem się jak wygram. Chyba jednak nie dowiem się od niego, tylko Ravena. Poszedłem do niego o to się spytać. Ravena mieszkał w skromnym domku, niedaleko Reny. Za jego domem był las, który ciągnął się daleko. Gdy się idzie dalej można dojrzeć łąkę z prawej strony i tam płynącą rzekę. Często go tam widywałem, gdy trenował. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi i wpuścił do środka. Zapytał czy chcę czegoś do picia, odmówiłem po czym od razu przeszedłem do tego, po co tu przyszedłem.
-Ravena powiedz mi jaka jest nagroda za wygraną.
-Skąd wiesz o nagrodzie? - Zapytał zdziwiony skąd wiem czegoś o czym Camilla nie mówiła. Trochę się zmieszałem Ammo nie mogę w to wciągnąć.
-Mam swoje źródła informacji.. Więc? - Westchnął i spojrzał w okno.
-Nagrodą jest tygodniowa wycieczka do wybranego przez ciebie miejsca na całym świecie. - Zamurowało mnie, więc to dlatego Els tak bardzo chciał... Teraz wszystko ma sens dlaczego tak bardzo mu zależało i złość na koniec z powodu porażki. - A czemu pytasz? - Wejrzał podejrzanie na mnie.
-Po prostu zaciekawiony byłem.. Czym jest ta nagroda.. Dziękuje Ci, pójdę już do siebie.
Pożegnałem się i wróciłem do siebie. Uff prawie bym wpadł na pewno coś podejrzewa. Trochę współczuje Ammo... Mam nadzieję, że z gniewu nie zrobi nic głupiego.
Gdy zbliżał się wieczór udałem się na imprezę, którą odprawili z okazji zwycięzcy zawodów. Co prawda nie lubię takich zabaw, no ale jeśli to przyjaciel wygrał to wypada przyjść. Ubrałem się tak by zbytnio nie wyróżniać się z tłumu i udałem się tam. Wszyscy mieli założone lekkie ubrania, więc odetchnąłem z ulgą. Dosiadłem się do stolika gdzie była nasza grupa. Elsa nigdzie nie było, w sumie nie dziwię się.. Czas mijał, wszyscy dobrze się bawili. Podobało mi się w sumie. Było wesoło.
Zbliżała się godzina 23. Nie wiem skąd pojawiła się Śnieżynka i coś przekazała Ravenowi. Gdy tylko pobiegła Rav przeprosił nas i wyszedł. Ciekawe, o co chodzi.. Siedzieliśmy i wymienialiśmy się zdaniami o tym. Mam złe przeczucia. Po pewnym czasie Aisha pobladła i złapała się za klatkę piersiową. Rena zapytała ją, co się dzieje. Odrzekła iż coś złego się stało.. Miała krótki przebłysk krwi, areny i dwóch osób. Nie możliwe. Pobiegliśmy wszyscy w stronę areny. Gdy wbiegaliśmy do pomieszczenia usłyszeliśmy głosy.. Elsword. Wbiegliśmy na barierki i Aisha krzyknęła w jego stronę. To wyglądało strasznie. W miejscu gdzie oni byli było pełno krwi, rozwalone podłoże, Rav leżał na ziemi, Els przed nim z Cornwellem w ręce skierowanym w dół. On chciał go zabić? Zeszliśmy na dół do nich. Rena i Aisha leczyły rany Ravena, a ja przyglądałem się Elsowi. Cała jego prawa strona z krwi. Co tu się działo? Nie wiedziałem o co kogo pytać. Dlaczego oni.. Raven odrzekł, iż widział Elsa jak był zdeterminowany i gotowy go zabić, a on sam dodał, że chciał to zrobić. Znowu coś złego z nim się dzieje.. Nie wierzyłem w to, co powiedział. Ta obojętność w głosie.. Odwrócił się, poszedł po miecz i skierował się do wyjścia. Odprowadziliśmy go wzrokiem.
-A teraz powiedz, co tu się wydarzyło? - Zapytała Ravena Rena, która cały czas go leczyła z Aishą
-Jego zwierzak powiedział mi, że chce ze mną porozmawiać o czymś i czeka na arenie. Więc udałem się tam. Zapytałem, o co chodzi chciał walczyć, zrozumiałem iż chodzi o zawody. Dałem się sprowokować i walczyliśmy. Jednak, co mnie zastanowiło to jego słowa podczas walki.
-Jakie słowa? - Zapytała go Aisha, która była cała roztrzęsiona tym wszystkim.
-Zapłacisz mi za odebranie moich marzeń jakie miałem związane z nagrodą. - Zapadła cisza. Ja wiedziałem o co mu chodziło, Zekira też się już domyśliła i zaczeła płakać.
-Aisha co się stało? - Pokręciła głową i zbierała chyba się jak skleić zdanie.
-To.. On.. To moja wina... On.. wiedział... Dla mnie.. - Przykucnąłem do niej i przytuliłem
-Spokojnie, Aisha to nie Twoja wina, uwierz mi. - Ocierała rękami łzy, co jej płyneły.
-Muszę... Z nim pomówić.
Wstała i pobiegła w kierunku wyjścia. Gdy tylko Rena ukończyła leczenie go, udaliśmy się do wyjścia. Skierowaliśmy się do domów, już nikt nie miał ochoty na zabawy..
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz