Ile to już czasu minęło od tamtego dnia? Sam nie wiem, jednak cały ten czas nie został zmarnowany. Oj nie. Tyle wiedzy ile udało się zdobyć, tyle możliwości i tyle danych. Aż radość przeszywa moje ciało. Przechodząc do sedna. Moje imię nie jest jakieś wyjątkowe. Od takie zwykłe jakie rodzice mi dali - Add. Jak to w każdej rodzinie bywa, miłość, radość, opieka i wspólne spędzanie czasu. Można powiedzieć, że u mnie też tak było. Moi rodzice, jak i pozostałe odłamy rodziny byli naukowcami. Nie takimi zwykłymi jakby się wydawało. Interesowały nas istoty, które nazywały się nazoidy. Tak, właśnie chęć posiadania wiedzy na ich temat doprowadził nas do zguby. Gdy miałem siedem lat, moi rodzice w końcu ukończyli badania nad sekretem pochodzenia nazoidów oraz ich broni. Wszyscy byliśmy szczęśliwy, że udało nam się zrobić krok naprzód. Do dziś pamiętam ten dzień...
- Add, skarbie możesz podać tamtą książkę?
- Już mamuś.
Pobiegłem szybko po książkę, którą moja mama potrzebowała. Gdy jej ją wręczyłem podziękowałam i pogłaskała po głowie. Uśmiechnąłem się do niej radośnie, a ona odwzajemniła ten czyn. Tatuś poprosił bym przyniósł mu herbaty. Poszedłem do kuchni i zaparzyłem ulubionej papy herbaty.
Po kilku godzinach rodzice oznajmili, że ukończyli to nad czym pracowali. Wszyscy razem, szczęśliwi. Jakiś czas później rodzice spakowali swoje dokumenty i kazali mi poczekać w domu, aż wrócą. Kiwnąłem głową i udałem się do swojego pokoju.
Jakiś czas później słyszałem krzyki i odgłosy walki. Wybiegłem z domu na ulice i to co zobaczyłem odmieniło moje życie. Na moich oczach rodzice byli zabijani. Byłem sparaliżowany przez jakiś czas, jednak gdy przyszła kolej na mnie uciekłem z miejsca zdarzenia. Gonili mnie przez jakiś czas i postrzelili w ramię, a ja straciłem równowagę i wpadłem do wąwozu. Gdy się obudziłem, wyczułem, że leżę w wodzie. Wstałem szybko i rozejrzałem się po miejscu. Przede mną stały drzwi, nie byle jakie. Widać, że miały coś wspólnego z technologią nazoidów. Wszedłem do środka. Wewnątrz było dużo przeróżnych książek. Z dnia na dzień przyswajałem ich zawartość.
Tak to było. Wiedza, z tych książek posłużyła mi na wynalezienie swojej własnej broni i uniwersalnego typu ataków. Mówi się, że nikt nie jest w stanie walczyć z prawami fizyki. Gdy je nagnę do swoich możliwości to wtedy.. hahaha - nikt nie stanie mi na przeszkodzie. Skonstruowałem bron o nazwie Nasod Dynamos. Nasod ze względu na to, że dzięki ich technologi mogły powstać. Jednak sama broń nie wystarczy. Nauczyłem się przekierowywać pole siłowe, na wzór hexagonu i inne pola z nim związane do tego stopnia, że mogłem w dowolny sposób przekierowywać energie do ataków zarówno z bliska jak i daleka.
Podczas poszukiwań pewnego nazoida, zaprojektowałem swój własny plan robota, którego nazwałem Inspector. Oczywiście, nie robiłem już tego w mojej bibliotece nazoidów tylko w własnym laboratorium, które wypożyczyła mi kobieta o imieniu Vanessa. Miałem swoje własne miejsce pracy.
Potrzebowałem informacji o przebywaniu tego modelu nazoida z masą ilością kodów. Wyruszyłem do Elder i tam spotkałem pewnego naukowca - Wally. Zapytałem go, czy wie coś o tej nazoidce. Odparł, że może wie. Taka odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała. Swoją bronią i paroma atakami powaliłem jego marne robociki i jeszcze raz grzecznie zapytałem o nią. Teraz już zgodził się współpracować. Zaproponowałem mu plan mojego Inspectora za informację jej przebywania. Zgodził się pod warunkiem, że mu go pokażę.
W taki sposób udało mi się dowiedzieć o jej miejscu przebywania. Byłem bardzo szczęśliwy. Tylko kwestia czasu i będę mógł nad nią popracować. Dotarłem do miasta o nazwie Altera. Idąc wolnym krokiem przykułem uwagę jednego z mieszkańców tegoż miasta. Zapytał mnie czego tu szukam. Zignorowałem go i poszedłem dalej. Mój cel jest już tak blisko, a jednak tak daleko. Serce Altery, w którym żył król nazoidów, w którym ona powstała, w którym produkowano inne nazoidy zostało zniszczone. Wściekłość jaka mnie wtedy ogarnęła była nie do opisania. Eve, odnajdę cię bez względu na cenę.
Jako że miałem dużo wolnego czasu, poszedłem do niegdyś mojego rodzinnego miasteczka pobawić się z tymi, co odebrali mi człowieczeństwo. Tak, uraz psychiczny po tamtych doświadczeniach jak i samotność przez tak długi czas ukształtowały moją osobowość. Nie interesowali mnie inni, bawiłem i rozkoszowałem się ich bólem. Tego co uczyli mnie rodzice zniknęło i pojawiły się inne emocje, które mną kierowały.
Mijały lata, a moja wiedza jak i obsesja na punkcie tej nazoidki wzrastały. Pewnej nocy, gdy doskonaliłem swoją broń odwiedziła mnie Vanessa. Poprosiła mnie o pomoc. Pomoc? Haha, dobre sobie. Nie miałem żadnego powodu by jej pomagać, jednak wtajemniczając mnie w sytuację zgodziłem się. Plany tzw. Raid bossa do mojej dyspozycji? Lepiej być nie mogło.
Udałem się do miejsca, które poleciła mi Vanessa. Spotkałem tam gościa o imieniu Glave. Niby za czasoprzestrzeń odpowiada. Zapytał mnie, czy to ja jestem tym, którego posłała pani dowódca. Przytaknąłem, a on otworzył drzwi do innego wymiaru.
W środku walczyła już z Raid bossem grupka wojowników. Był duży i ta konstrukcja przypominały mi nazoida do zadań militarnych. Większość kończyn jest połączona tak samo, więc procek i cała reszta pewnie pozostały bez zmian. Jednak nim wkroczę o akcji pooglądam sobie jego ataki i jak radzi sobie ta banda idiotów. Ataki laserami, pociskami samonaprowadzającymi, latanie i ta szybkość. Niesamowite, naprawdę cudowny nazoid. Ktoś miał głowę przy jego budowie. Każdy detal i szczegół są zadbane. Nie mogę pozwolić go na doszczętne zniszczenie jeśli mam się przy nim potem bawić.
Grupka wojowników już opadała z sił. Czas unieruchomić mojego przyszłego przyjaciela do badań. Podleciałem do nich na Dynamo i odbiłem atak lasera bossa, a potem te durne pytania kim jestem. Żałosne. Pomagasz to jeszcze ci dupsko trują. Odpowiedziałem na ich głupie pytania i zabrałem się do roboty. Ach mój kochany przyjacielu. Czas pozbawić cię kończyn. Ta satysfakcja z niszczenia i osłabiania wroga. Cudowne. Nie umiałem powstrzymać się od śmiechu gdy odrywałem jego kończyny moim Particlem. Piękny atak, który kumuluje energie i w błyskawicznym przyśpieszeniu ją wystrzeliwuje. Siła tego ataku, normalnego człowieka umie rozerwać na części. Gdy tylko pozbawiłem mojego Raida kończyn runął na ziemię, a ja sobie stanąłem na nim i z euforii nie mogłem przestać się śmiać. Ciekawe ile teraz informacji zdobędę.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz