niedziela, 5 stycznia 2014

Wpis8 Oczami Adda

Przez kilka dni miałem spokój od niej. Co wieczór przesłuchiwałem nagranie. Nic ciekawego na nich nie było. Pewnego wieczoru poszedłem oddać książki i wracałem do laboratorium. Wszystko byłoby normalne gdyby nie fakt, że obok mojej twarzy przeleciał miecz i wbił się w bramę. Spojrzałem na miecz, a potem się odwróciłem. Za mną stał ten wojownik, Aisha i Raven. Elsword podszedł do mnie i zapytał co ma znaczyć ten czip w jej szyi. 
- Po tak długim czasie się zorientowaliście? Jestem zaskoczony wasza bystrością. – Po tych słowach chłopak przyłożył mi w twarz i wyciągnął swój miecz. Przetarłem ręką policzek i spojrzałem na niego wrogo.
- Wyciągaj jej ten czip.
- Nie widzę powodu bym go miał wyciągać, ale mam powód by cię odesłać na drugą stronę tego świata.
Aktywowałem Konfiguracje Dynamo – Magnetron i zaatakowałem go moją bronią. Uniknął ataków, jednak dzięki Mind Breakowi udało się go unieruchomić i jeden z trzech Konfiguracji Dynamo poleciał w jego stronę. Następnie zwykłe ataki z broni, a na zakończenie aktywowanie DP systemu i wykończenie go przy pomocy NA. Serie ciosów jakie mu zadałem doprowadziły go do poważnego stanu, a to był dopiero początek. Ostatnią serie ataków zakończyłem kopnięciem go z taką siłą, że połamał drzewo stojące niedaleko. Dezaktywowałem DP i NA. Podszedłem do niego i położyłem na jego plecach nogę.
- Leż. Takie jest twoje miejsce - pode mną. Zrozumiałeś?
Nie był w stanie nawet słowa wypowiedzieć. Kopnąłem go ostatni raz i odwróciłem się. Jego kochana czarodziejka od razu przybiegła do niego i leczyła jego rany przy okazji opieprzając mnie za to, co zrobiłem. Miałem dość jej wrzasków. Uderzyłem ją w twarz i wtedy zamilkła.
- Jeśli myślisz, że jesteś w stanie mnie zmienić to się grubo myślisz. Gardzę takimi jak ty i wszystkimi, którzy przejawiają oznaki przyjaźni czy miłości. Zamiast próbować przemówić mi do rozumu to zajmij się swoim chłopakiem, a mi daj spokój.
Odwróciłem się i poszedłem w stronę bramy. Wtedy usłyszałem szelest za mną i słowa: zapłacisz, za to że ją uderzyłeś. Nawet nie zdążyłem się odwrócić a dostałem z czegoś na tyle mocno, że wywarzyłem bramę do laboratorium i wylądowałem na środku pomieszczenia. Nim doszedłem do siebie minęło kilka minut. Czyżby ten frajer mnie tak urządził? Interesujące, bardzo interesujące. Wyszedłem na zewnątrz i widziałem jak stał obok swojej laski. Aktywowałem DP system i szybkim ruchem znalazłem się tuż przed nim. W ostatniej chwili zablokował mój atak swoją bronią. Zaśmiałem się i patrzałem na niego żądny walki i przyjemności z tego. Teraz walka się zaczęła. Wymienialiśmy się atakami zwykłymi jak i specjalnymi. Drań był w stanie nawet zneutralizować siłę Particla. Wyśmienicie. Takiej walki od zawsze pragnąłem. Przewaga pomimo wszystko była po mojej stronie. Dzięki NA mogłem kontrować jego ataki i przechodzić do własnych. Był na straconej pozycji na samym starcie, ale i tak go podziwiam, że udało mu się mnie trafić kilka razy. Walka dobiegała końca, ostatnie ciosy w NA i po nim. Tak myślałem, gdy po przedostatnim ataku NA, DP się wyłączyło. Nie mówcie mi, że w takim momencie wyczerpałem cały zapas DP? Niech to szlag. Spojrzeliśmy na siebie, a on się uśmiechnął i odparł, że to koniec. Po moim (ciach) trupie. Chciałem szybko podładować zapas DP, ale zablokował moje ataki i zaatakował tym swoim drugim mieczem. Na sam koniec kopnął mnie i na tym walka się zakończyła, bo nie miałem sił pozbierać się z ziemi. Taki wstyd. Przegrać z kimś takim jak on. Gdybym wyliczył wcześniej zużycie DP to bym to wygrał. Takie są koszty popełniania błędów.

Podszedł do mnie i zapytał, czy usunę z Zeki ten cholerny czip. Machnąłem ręką i potem ją zawołał. Podeszła do nas i kazałem się jej nachylić. W obecnym stanie nie wstanę by to zrobić. Dzięki polu magnetycznemu z Dynamo przyciągnąłem czip. Pojawiła się mała rana na jej szyi, która szybko zniknęła dzięki jej magii. Chłopak wziął ze sobą Zeki i ich przyjaciela, a ja zostałem leżeć na trawie. Tak inaczej jest oglądać niebo w tej pozycji. Jeszcze gdyby mnie nic nie bolało to by było dobrze. Gdy częściowo siły mi wróciły, wstałem i wszedłem do środka. Znowu dzięki polu magnetycznemu wsadziłem bramę na swoje miejsce, a sam padłam jak trup na łóżku. Powinien być wściekły i zacząć rozwalać wszystko za tę porażkę, ale jakoś nie miałem sił na to. Wściekły jestem bardziej na siebie niż mojego przeciwnika. Będę musiał poprawić system DP, ale to jak odpocznę.
Koło południa się obudziłem obolały. Zająłem się swoimi ranami i z powrotem położyłem do łóżka. Nie miałem sił na nic. Pogadało by się z kimś albo nie wiem. Zresztą, o czym ja myślę? Nie potrzebuje towarzystwa. Zawsze tu byłem sam, ale wychodziło się na miasto. Nieważne. Spokój był do czasu, gdy weszła do mojego pokoju Vanessa i zapytała jak się czuje.
- Po coś tu przylazła?
- Sprawdzić jak sobie radzisz. Normalni ludzie w takim stanie idą do szpitala.
- Jeśli przyszłaś mi tu prawić morały to spadaj stąd. – westchnęła i usiadła na fotelu.
- Ty się nigdy nie zmienisz. Takie to dziwne, że się inni o ciebie martwią?
- Nie potrzebuje twojej ani nikogo innego troski. Poradzę sobie sam.
- Nie jesteś w stanie wszystkiego zrobić sam. Nie będę ci się dłużej narzucać, ale spodziewaj się wieczorem gości.
- Jakich znowu gości?
Zostawiła na stole reklamówkę i wyszła bez słowa. Głupia okularnica. Zajrzałem do środka, a w niej były owoce i inne towary żywnościowe. Że też jej się chciało fatygować do mnie z taką pierdołą.

Jak Vanessa mówiła wieczorem miałem gości. Takich gości, że odechciało mi się żyć. Cała ta ich pseudo banda przylazła do mnie. Teraz będą truć mi cztery litery o przyjaźni, trzymaniu się w grupie, walce zespołowej, wsparciu i innych głupotach, które dla nich są priorytetami. Jakby tego było mało to ta smarkata czarodziejka przyniosła mi kota.
- Zabieraj tego futrzaka z dala ode mnie – powiedziałem jednoznacznie, a ona na siłę go położyła na łóżku.
- Nie. Od dziś należy do ciebie.
- Żeby cię kiedyś coś kopnęło i zmieniło tok myślenia.
- Przydałoby jej się, uwierz mi – reszta się zaśmiała na słowa wojownika.
- Po co tu przyszliście? Nudzi wam się?
- Przyszliśmy odwiedzić naszego poszkodowanego znajomego – odparła z uśmiechem Rena i zaczęła obierać owoce.
- Jakby nie patrzeć zawdzięczamy ci życie i chcemy się jakoś odwdzięczyć – powiedział Raven, który trzymał futrzaka w rękach.
- Odwdzięczyć? Hah, nie bądź śmieszny. Wystarczy mi, że jakaś kopnięta czarodziejka zawraca mi gitarę, a jej księciunio wyważył bramę do laboratorium i walczył z jego właścicielem. Takie odwdzięczenie mi w zupełności wystarczy.
- Nie jestem kopnięta.
- Ach racja. Nie kopnięta tylko jebn… - w tym momencie elfka uderzyła mnie w głowę.
- Bądźmy dla siebie mili, zgoda? – odparła z jakimś dziwnie sztucznym uśmiechem.
- Im szybciej stąd pójdziecie tym lepiej.
- Normalnie Add myślisz tak samo jak ja, ale tak to jest jak jest przewaga dziewczyn. Uwierz mi to demony wcielone – odparł wojownik, a jego laska już go trzepła w głowę.
- Przyszliśmy tu z propozycją dla ciebie – powiedziała Elesis, która wertowała jakąś książkę.
- Jeśli ta propozycja polega na dołączeniu do was to odmawiam. Nie potrzebuje… ile to was jest. Nie potrzebuje czterech bab nad sobą, które będą ciągle na coś narzekać, piszczeć, wrzeszczeć i robić dziwnie akcje z powodu ich humorków.
- Już cię lubię.
- Popieram – dorzucił Raven.
- Czy to jest jakieś spiskowanie przeciwko nam? – rzuciła Elesis. – Jeśli chcecie wojny to ją będziecie mieli. Zobaczymy wtedy kto jest górą.
- Moment, moment, siostra! Add jeszcze nie jest z nami. Wypraszam sobie.
- Ale jesteście za jego słowami!
- To nic nie znaczy. – Po słowach jego siostry (lol? Współczuje mu) Aisha usiadła mi na nogach i przytuliła do siebie.
- Nie masz wyboru jak do nas dołączyć – powiedziała z uśmiechem.
- Zapomnij i złaź ze mnie.
- Aisha, nie męcz go. – Odparła Rena, która skończyła obierać owoce, na które wszyscy się na raz rzucili. Wszyscy się rozgadali o wszystkim, a Elsword usiadł na krześle obok łóżka.
- To jak będzie Add?
- Nie. Jeśli tam ma to wyglądać to podziękuje.
- Ale też się dobrze bawisz i w głębi duszy jesteś szczęśliwy, prawda? – odparła Aisha, która nie chciała mnie puścić.
- Chciałabyś. Najlepiej będzie jak już pójdziecie i w końcu zejdziesz ze mnie. Co ja ci zrobiłem?
- Też chciałabym to wiedzieć – zaśmiała się a Elsword pokręcił głową i wyjrzał przez okno. 
To jest banda idiotów. Teraz mam sto procent pewności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz