środa, 15 stycznia 2014

Wpis12

Gdy wróciliśmy, Elesis zapytała co tak długo robiliśmy. Opowiedziałem jej w skrócie co się wydarzyło. Załamała się i zapytała, czy wszystkie sprawy rozwiązuje w taki sposób. Nie odpowiedziałem na to pytanie tylko poszedłem do swojego pokoju. Wszystko mnie kurde bolało.
Z ranka przyszła do nas Vanessa i zapytała, czy coś wiemy odnośnie wczorajszych hałasów. Siedzieliśmy cicho i udawaliśmy, że nic nie wiemy. Od razu skapnęła się i zmierzyła mnie wzrokiem.
- No co... Należało mu się - rzuciłem obojętnie.
- Tak, oczywiście. Powiedz mi, zostawiliście go w takim stanie tak tam leżeć?
- Ta, a co? Nie pobiłem go aż tak, żeby był umierający. - westchnęła ciężko.
- Za grosz współczucia. Się zapytam, odwdzięczyliście się mu za pomoc z Eltrionem? - i zapadła cisza. Jak tak spojrzeć to nie... a to właśnie dzięki niemu żyjemy. - Jeśli chcecie mu podziękować to teraz macie okazję, a teraz wybaczcie. Pójdę już.
Wyszła z mieszkania, a my jak kołki patrzeliśmy na siebie. Elesis oznajmiła, że zadzwoni po resztę. Nie, nie, nie, NIE! Dlaczego musimy do niego iść?!?!? Akurat teraz. Aisha przytuliła się do mnie i zapytała, czy mam jakiś problem. Nie, żadnego nie mam...

Popołudniu reszta do nas dotarła i myśleliśmy, jak to wszystko odegrać. Aisha wypaliła z pomysłem, że damy mu kota. Nie mogłem w to uwierzyć. Siedziałem z Ravenem znudzony do potęgi. Zapytałem, czy chce iść do niego. Odparł, że nie, ale co nasze zdanie znaczy przy tych dziewczynach? Nic. Wieczorem zabraliśmy się do niego.
Na nasz widok zbytnio nie był zadowolony, czego można było się spodziewać. Rozsiedli się wszyscy i Aisha dała mu te zwierzątko. Kazał jej go zabierać, bo nie potrzebuje go. Ta jednak uparła się na swoim i dziewczyny głównie prowadziły z nim rozmowę, na temat dojścia do nas oraz podziękowania za uratowanie nas. Nie chciał do nas dołączyć i podał swoje powody, a ja o mało nie wybuchnąłem z śmiechu. Poszliśmy kilka minut później i daliśmy mu spokój. Ostatecznie odmówił, jednak jedyne co mnie dość wkurzyło to to, jak Zekira się do niego lepiła. Czy ja o czymś kurde nie wiem? Jak się dowiem, że ona z nim na boku, to go wyślę na drugą stronę tego świata, a z nią nie wiem co zrobię. Jak kiedyś męczyła mnie o ślub, tak teraz co się porobiło? Dziewczyna zmienna jest.

Kolejnego dnia, wraz z Śnieżynką wybraliśmy się na dzienne misje. Trafiły się nam sympatyczne grupy i szybko się wyrobiliśmy. Trochę brakowało mi Loriena, właściwie to ciekawe, jak sobie radzi.
Nowe zmiany na rynku - jak przeczuwałem - nie wyszły na dobre. Ceny drastycznie spadły i ciężko jest zarobić. Trzeba będzie oszczędnie dysponować kasą i nie kupować pierdoł. W sumie, wszystko co potrzebowałem to mam. Oby tylko nagle z czymś nie wyjechali.
Przechadzając się po mieście spotkałem Elesis, która była ubrana w inny ciuch! Tak! W końcu nie łazi w tym starym komplecie klasowym. Miała na sobie białą bluzkę, bordową spódniczkę, czarne zakolanówki, półbuty na obcasie i włosy spięte w kucyk po prawej stronie. Wyglądała dość zwyczajnie jak na wojowniczkę. Powiedziałbym nawet, że wybiera się na przechadzkę po mieście, a nie na walkę z potworami.
Udałem się na wyzwanie Henira. W trakcie jego wykonywania, Bethrezen zapytał mnie, czy mam chwilę potem by porozmawiać. Niby chce mi o czymś powiedzieć. Mam dużo wolnego czasu, więc nie widziałem w tym problemu. Po Henirach wróciłem do domu i udałem się do moich duchowych przyjaciół.

- To co mi takiego chciałeś powiedzieć? - położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy.
- Jak się czujesz po tych wszystkich ostatnich walkach i treningu?
- Dobrze. Nie narzekam.
- Myślałem nad tym by zwiększyć użyteczność twojego mroku - spojrzałem na niego zaciekawiony - Nie wiesz? Cornwell!! Ty stary dziadzie, czemu mu nie powiedziałeś?! - Zza regału wyszedł staruszek.
- Bo nie było takiej potrzeby? Poza tym, jesteś pewny, że poradzi sobie z nową dawką?
- Jasne, że tak! Jak teraz sobie radzi to potem też będzie wymiatać na polu walki.
- Chcesz go zmienić całkowicie w demona, czy co? Dobrze wiesz, że każda dawka mroku jest wpajana do jego duszy i go zmienia. - Nie wiedziałem zbytnio o czym gadają, ale to żadna nowość w sumie. Wtrąciłem swoje dwa grosze, czyli proszę o wyjaśnienia. - Słuchaj młody. Twoja moc demona jest zapieczętowana, mówiłem ci to kiedyś. To te znaki na ramieniu, pamiętasz? - kiwnąłem głową - No, tylko część tej mocy uwolniliśmy, gdy się zmieniłeś w demona, byś mógł sobie poradzić, a skoro sobie tak dobrze radzisz, Bethrezen chce odpieczętować część tej mocy, by zwiększyć siłę twojego mroku, która wiąże się z kolejną dawką mroku do twojego serca, czyli możesz stać się bardziej agresywny na błahostki i mieć zbyt duże mniemanie o sobie, jak on - i wskazał ręką na Mrocznego.
- Te, dziadygo jedna!
- Cicho tam siedź, panie eks władco - prychnął i spojrzał na mnie. - Jesteś gotowy na tę moc?
- A dam sobie radę? - zapytałem dla pewności.
- Szczerze? Nie. Twoja pozycja jest nieustabilizowana i tak, każdy twój napad gniewu czy szału powoduje niekontrolowane wpajanie mroku do serca. Musisz bardziej to opanować i zwiększyć wytrzymałość ciała. Wtedy będzie można kolejną blokadę ściągnąć, tylko wiesz. Im częściej to będziemy robili, tym bardziej będziesz zabijać w sobie człowieczeństwo i może dojść do tego samego, co w przypadku Rana.
- To ja podziękuje. Niech jest jak jest. Nie zamierzam zmieniać się w bestię jakąś.
- Z czasem sam poprosisz o ściągnięcie blokady, bo kto wie jakie wyzwania będą na ciebie czekać za pół roku, rok, czy dwa lata. Elsword, koniec końców nie jest tak jak było kiedyś i to kwestia czasu, aż całkowicie się zmienisz. Chyba, że jakimś cudem, ktoś ci przywróci człowieczeństwo. Wtedy demoniczna moc cię opuści, ale ja i mrok dalej zostaniemy u ciebie, jednak różnica w sile będzie diametralna. - Odparł na spokojne Bethrezen, który zniknął chwilę potem.

Tak się kończy pogrywanie z mrokiem i siłami demonów. Jeden wielki bajzel. Trzeba było dać się zabić Karis i byłby spokój. Wróciłem do siebie i rozmyślałem nad tym. Mrok, moc demona i Cornwell, to wszystko jest moją bronią, którą muszę dobrze wykorzystać. Zszedłem do salonu w którym siedział Raven. Zapytałem, czy nie widział gdzieś Aishy. Wzruszył ramionami, a ja się już domyśliłem gdzie się udała. Nie będę za nią ganiać. Zresztą, co się z nią porobiło? Jak tak dalej pójdzie to będzie to nasz koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz