czwartek, 9 stycznia 2014

Wpis9 Oczami Adda

Przygotowywałem pliki odnośnie Raid bossa. Przeczuwałem, że przydadzą się w niedalekiej przyszłości. Ustawiłem zgrywanie danych, a sam poszedłem do pomieszczenia testowego, w celu sprawdzenia nowych ataków jak i obliczeniu zużycia DP. Nowe ataki głównie opierały się na wyładowaniu pola elektromagnetycznego oraz wykorzystywanie pola magnetycznego. Sprawdzałem, które specjalne umiejętności są połączone z DP, pod kątem wyprowadzania dalszego combo NA. Kilka ataków, jak EMP Shock, Statis Field, Pulse Cannon i Conqueror mogę swobodnie używać będąc w DP systemie i nie martwiąc się o to, czy złapie po tych atakach przeciwnika. Jeszcze dodatkowe Dynamo Configuration ułatwi mi łapanie wrogów w swoje ręce. Obliczając zużycie DP podczas walki nie wypada źle, jednak i tak muszę się pilnować. Ogólnie jestem zadowolony z nowych zdolności.

Po zakończeniu treningu poszedłem sprawdzić, jak się ma zgrywanie plików. Gdy wszedłem do pokoju, komputer był wyłączony. Jeśli go szlak trafił to wszystkie moje dane stracę. Stary rupieć. Muszę kupić nowy. Jednak zanim będę biadolić to zobaczyłem, co się stało. Otworzyłem go i z środka wyleciały tony kurzu. To znam już powód jego wyłączenia. Zajrzałem do środka. Było jeszcze gorzej. Wszędzie syf i brud. Jeszcze wentylator padł. Poszedłem na miasto i kupiłem co potrzebowałem.
Przewiesiłem kurtkę przez krzesło, przygotowałem narzędzia i zacząłem czyścić go od wewnątrz. Kto by pomyślał, że przez tak błahą rzecz mogłem stracić wszystko, nad czym pracowałem. Wszystko przebiegło bezproblemowo dopóki nie przyszła ta smarkata dziewczynka. Zapytała co robię, a gdy ją spławiłem zaczęła męczyć durnymi pytaniami.
- Gdzie kot?
- Nie interesuje mnie on. – Wyszedłem z wnętrzności komputera i wziąłem wentylator. Spojrzałem na nią i zastanawiałem się nad jednym. – Pozwoliłem ci to ubrać?
- Pasuje mi, prawda? – zapytała uśmiechnięta. Bezczelna smarkula, która zakłada na siebie nie swoje rzeczy i udaje kota. Nie odpowiedziałem nic, tylko wróciłem do swojej roboty. – Add! Nie ignoruj mnie. – Uderzyła mnie swoją różdżką, a ja odruchowo się dźwignąłem i uderzyłem się w głowę. Zaraz mi nerwy puszczą. Co ona chce osiągnąć wpieprzając się tu z swoimi buciorami? – Masz czas popołudniu?
- Mam, ale nie dla ciebie.
- No nie bądź taki. Co ci szkodzi?
- Ucierpienie na zdrowiu. – Dokręciłem ostatnią śrubkę i wyszedłem z środka urządzenia. Otrzepałem się z kurzu i podszedłem do panelu sterowania, a po drodze szturchnąłem ją tak, że potknęła się o jeden z kluczy i się wywróciła.
- To było celowe! – załączyłem komputer i na szczęście działał. Wziąłem obudowę i z powrotem przykręciłem. – Jak długo będziesz mnie ignorować? – Zabrałem i schowałem narzędzia. Zalogowałem się do okna i przejrzałem, czy ostatnie pliki są na swoim miejscu. Odetchnąłem z ulga, gdy wszystko było w porządku. Na nowo ustawiłem zgrywanie plików z Raida. Chwilę potem podeszła Aisha i walnęła ręką w blat. – Ja tu jestem jakbyś nie zauważył.
- Ach, doprawdy? Zsuń się, bo przeszkadzasz. – Popchnąłem ją znowu i sprawdzałem na mniejszym monitorze wydajność systemu. Chwilę potem zaczęła szturchać mnie w ramię. – Co ty do cholery chcesz ode mnie?
- Nie musisz od razu krzyczeć. Chcę o coś zapytać.
- To słucham – założyłem ręce i obserwowałem kąta oka ją, jak i monitory.
- Czy poszedłbyś się przejść po południu.
- Przejść się? Haha, nie mogę. Jesteś głupia czy co? Dawno nikt mnie tak nie rozśmieszył. – wróciłem do swojego zajęcia i uruchomiłem skaner systemu.
- Co w tym dziwnego? – spojrzałem na nią. Wyglądała dosyć spokojnie, co aż dziwne. Mało tego, powoli nachodziły mnie chwile zwątpienia.
- Co w tym dziwnego się pytasz? Odpowiedź chyba sama znasz, chyba że jesteś tak tępa, że nie jesteś w stanie tego pojąć.
- No, nie jestem w stanie pojąć, jak można tak odgradzać się od ludzi. – Te słowa zabolały. Co ta gówniara wie o samotności? Pewnie nic. Nie wie, jak to jest żyć przez prawie osiem lat w samotności, bez żadnego towarzystwa. Wtedy pewne bodźcie się wyłączają, jak potrzeba przyjaciela, czy innych emocji, które kierują ludźmi do zawierania kontaktów, czy zapewnienia sobie wsparcia. To, co dla innych jest normalne, dla mnie jest obce i nie do zrozumienia. Jednak pomimo tego, dlaczego te słowa zabolały do takiego stopnia, że obudziły moje uśpione uczucia bólu i cierpienia? Łza spłynęła po policzku i kapnęła na blat stołu. Odwróciłem się, minąłem ją i skierowałem się na zewnątrz. – Add, co się… - Jest za blisko, za blisko od osiągnięcia swojego celu. Jak tak dalej pójdzie to mnie przełamie. Muszę pozostać obojętny na jej słowa albo mnie wykończy. Usiadłem na stole, w kuchni i starałem się uspokoić. Z czasem wyczułem jej obecność u progu drzwi. – W porządku? – zapytała tak cicho, że ledwo co usłyszałem.
- Tak. Będzie jak sobie w końcu pójdziesz i odczepisz się ode mnie.
- Zraniłam cię, prawda?
- To nieistotne – wstałem i skierowałem się do wyjścia.
- Add… - Złapała za rękaw, a ja odruchowo się do niej odwróciłem i uderzyłem prawą ręką o futrynę.
- Każde twoje słowa mnie ranią. Każde, rozumiesz? Co ty chcesz ze mną zrobić? Do czego dążysz? – była ni to wystraszona ni to zmartwiona. Zbliżyła się do mnie i dotknęła mojej twarzy.
- Chce ci zwrócić to, co zostało ci odebrane.
- Co takie… - Nie zdążyłem dokończyć, bo zamknęła moje usta swoimi. Więc to o to jej chodziło cały czas. Ona chce przywrócić moje dawne uczucia, które wdrążali mi moi rodzice? Teraz to i tak było nieistotne, bo liczyła się tylko ona i ta chwila, której za nic nie mogłem przerwać. Nie potrafiłem jej odepchnąć. Pytanie tylko, dlaczego? Dlaczego na to pozwalam, dlaczego sam odwzajemniam jej czyn? Nigdy nie chciałem być przez nikogo darzony takimi uczuciami, a tu zjawia się jakaś przypadkowa dziewczyna i zaczyna mi mącić w życiu. Niby krótka chwila, która ciągnęła się jakby w nieskończoność. Po dłuższym czasie odsunęliśmy się od siebie. Oddała w końcu kurtkę i powiedziała, że przyjdzie pod wieczór. Wyszła, a ja zastanawiałem się, co ja najlepszego zrobiłem.


Dane z Raid bossa się zgrały. Pootwierałem pliki i zacząłem kombinować, jak by tu te dane wykorzystać. Z wszystkich wyliczeń i dostępnego materiału chyba uda mi się złożyć nową broń, ale zanim to, to dokończę poprzedni projekt. Poproszono mnie o zaprojektowanie nowego, tak zwanego wierzchowca. Ma to być maszyna, zdolna do poruszania się oraz walczenia. Maksymalna prędkość ma wynosić sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Wpadłem na pomysł skuterka, bo skoro to ma być maszyna, szybka i skuteczna to nic innego nie pasuje. Problem tkwi w atakach. Postanowiłem zamontować na tyle dwa działa, które zbytnio nie obciążają pojazdu. Pierwszy atak ma polegać na wystrzeleniu kul elektrycznych w odległości czterech metrów. Drugi na odwróceniu dział i siłą energii wytworzonej z silnika, przy obrocie, zaatakowanie, a trzeci to typowy laserowy atak, dochodzący do kąta dziewięćdziesiąt stopni. Teraz tylko określić siłę, czas pracy i ładowanie akumulatorka. Podczas pracy nie mogłem się w stu procentach skupić przez te akcję z południa. Chyba upadłem na głowę, że to zrobiłem.


Wieczorem znowu przyszła. Oderwałem się od mojego zajęcia i zminimalizowałem okna pracy. Usiadła na stole i zapytała co robiłem przez ten cały czas.
- To co zawsze. Nie marnuje czasu jak ty.
- Ja swojego nie marnuje, tylko dobrze wykorzystuje. – Ta, do głupich rzeczy.
- Zadowolona jesteś z tego co zrobiłaś? – zapytałem i oparłem się ręką o blat stołu.
- Oczywiście, że tak. Tobie jakoś to nie przeszkadzało – odparła i się uśmiechnęła.
- Pff. Odwal się. Zmusiłaś mnie do tego – skierowałem wzrok na główny monitor.
- Tak, pewnie. Mogłeś mnie odepchnąć od siebie – podeszła i się nachyliła, po czym dodała: – ale tego nie zrobiłeś. – Spojrzałem na nią kątem oka i chwile potem usiadła na kolanach.
- Dalej będziesz kontynuować swoje podchody? – zapytałem i przyglądałem się wisiorkowi, który miała na sobie.
- Może tak, może nie. Moim zadaniem jest obudzenie twoich dobrych stron i uczuć. To wszystko.
- I myślisz, że ci się to uda? To, że zrobiłem to, co zrobiłem nie znaczy, że posunęłaś się o krok bliżej.
- Nie ujęłabym tego tak.
- Skąd wiesz, co robiłem z innymi przed tobą? Nie jesteś pierwszą dziewczyną, która spotykam.
- Być może, ale i tak nie ustąpię.
Spojrzałem w jej fioletowe oczy, w których dostrzegłem zdeterminowanie i powagę z tego co powiedziała. Może i tym razem udało jej się mnie podejść, ale następnym razem nie dopuszczę do tego, a sam będę miał na wyciągnięcie ręki dziewczynę, z którą mogę zrobić co zechce w każdej chwili. Zapowiadają się ciekawe dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz