wtorek, 20 listopada 2012

Wpis13 Oczami Chunga

Znowu obudziłem się pełen energii do życia. Nie mogę zepsuć tego, a jak to zrobię to się powieszę chyba. Ranek minął spokojnie, doprowadziłem siebie do ładu - składu, wróciłem do pokoju i założyłem na siebie mój komplet Incubusa, a następnie ruszyłem na miasto. Spotkałem tam ludzi z gildii którzy.. dali mi prezenty? Przecież urodziny obchodzę za kilka miesięcy dopiero... Spytałem z jakiej okazji. Powiedzieli, że żadnej tylko akurat na skrzynkę dostali niektóre części avatarów i jak się złożyło w całość to wyszedł komplet dla mnie. Ucieszyłem się i podziękowałem. Byli szczęśliwi, że przyjąłem podarunek. Jednak życie umie płatać figla, teraz idzie to zauważyć.
-Lorien! Oh witaj. - obróciłem się i za plecami w moją stronę szła w dobrym nastroju nasza mistrzyni Yuri. - Widzę dostałeś paczki super, a teraz mi powiedz gdzie pan mega przystojny, bo mam sprawę do niego. - pewnie chodziło o Elsworda.
-Em witam. Nie mam pojęcia. Ma turniej teraz i pewnie się szykuje do niego. - założyła ręce i myślała.
-Hej wam. - usłyszeliśmy przywitanie naszej przyjaciółki z gildii Giio. Co dziwne cała była zalana rumieńcem. Nie wiem czemu, ale coś mi się wydaje, że Ammo się ten... No nieważne w sumie, co on robił.
-A co Tobie się stało? - spojrzała na nią zdziwiona mistrzyni po czym Giio zakryła po cześć twarz włosami.
-Nic takiego. Em słuchaj chodzi o to że..
-No wyduś to.
-Że na czas turnieju Elsword chciał bym zajęła jego miejsce w gildii. - spojrzeliśmy na nią z wytrzeszczonymi oczami. Nikt z nas nie wiedział co powiedzieć.
-Więc to tak... Niech go dorwę tego, tego... Cholera czemu on musi TAK wyglądać!
Yuri się nieźle wkurzyła jak i zarumieniła. Podeszła do Giio załapała za rękę i poszły gdzieś. On ma to coś w sobie zazdroszczę mu. Oddaliłem się i oddałem w ręce przyjaciół podarunki i powiedziałem by to zostawili w gildii, potem to odbiorę. Skinęli głowami i odeszli, a ja udałem się na poszukiwania Ammo.
Nie minęło kilka minut, a on sam do mnie podszedł widać był w nastroju i nie pokazywał po sobie, by coś się wydarzyło. Jego uwaga została przykuta moją nowa bronią. Aż tak się rzuca w oczy? Dostrzegł też, że już nie zachowuje się jak człowiek w totalnym dołku. Od razu powiedziałem, że jest mi lepiej i.. że muszę pogadać z nim o czymś. O dziewczynach z gildii nie wspomnę lepiej, bo pewnie by mu to się nie spodobało, potem będzie spowiadać się Zekirze.
Udaliśmy się do naszej kawiarni i tam powiedziałem mu w czym rzecz. Zainteresował się tym i zgodził się pomóc. Akurat on chyba jest jedyną osobą, która zna się na tej rzeczy niczym profesjonalista. Jedyne co mnie wkurzyło to jeśli chodzi o pocałunek. On może pewnie, że tak, a inni nie w sumie mniejsza, wole stosować się do rad jego jak iść własną intuicją. Gdy dochodziła godzina walk Ammo poszedł, a ja cóż udałem się do domu i przygotowywałem się na to wszystko psychicznie...
Gdy dochodziła 13 udałem się do Aranki i prze teleportowałem się do Peity. Niedaleko niej czekała Maya, która była ta samo ubrana jak wczoraj. Podszedłem do niej i przywitałem. Uśmiechnęła się i wróciliśmy do Hamel. Spojrzałem na nią, widać było, że jest zafascynowana tym miejscem. Zacząłem ją oprowadzać po całym mieście. Akurat tłumów ludzi nie było, wszystkich wywiało na turniej, ale moja przyjaciółka tego nie wiedziała i zapytała o to. Opowiedziałem jej, co się teraz dzieje i gdy dotarliśmy do centrum na dużym ekranie była pokazywana transmisja z areny w Belder. Elsword właśnie wykończył przeciwnika Cutterem. Przy okazji wiem, że przeszedł dalej. Udaliśmy się do pobliskiej kawiarni, nie tej co zwykle bywamy tylko innej bardziej zacisznej i eleganckiej. Usiedliśmy przy stole, ja oczywiście nie zapomniałem o kulturze i odsunąłem jej krzesło by usiadła, a następnie usiadłem na swoje miejsce. Gdy już zamówiliśmy co chcieliśmy, przeszła kolej na rozmowy. Cholera żebym niczego nie zepsuł.
-To miejsce naprawdę jest bardzo piękne, tak jak piszą.
-Tak masz racje.
-Słuchaj pewnie to dziwnie zabrzmi ale... - nie nie proszę nie. - Mogę wiedzieć jak się nazywasz? Bo z tego wszystkiego zapomniałam zapytać... - ja tu myślę, że coś, a to taka błahostka, o matko spokojnie.
-Lorien, Chung jak kto woli. - w tym momencie patrzała na mnie zszokowana.
-Ty jesteś jednym z tych, co uratowali Elios? Znaczy z grupy poszukiwaczy eldrytu?
-E tak. - była bardzo zaskoczona i do tej pory jakoś nie mogła dojść do siebie. - A o co Ci dokładniej chodzi? - wtedy spuściła głowę i założyła część włosów za ucho.
-Dużo się o was mówi i jesteście dość znani na całym kontynencie, a ja.. No jestem zaskoczona, że właśnie z jedną z tych osób rozmawiam..
-Nie gryziemy przecież, jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni.
-Tak tak, wiem nie zrozum mnie źle, ale no dziwnie się czuje.
Podeszła do nas kelnerka i mi podała wodę, a Mayi lemoniadę. Gdy odeszła mogliśmy znowu porozmawiać. Muszę teraz być bardziej pewny siebie!
-Dlaczego dziwnie? - zapytałem po czym wypiłem dwa łyki wody. trzymała w rękach szklankę i wbiła wzrok w nią.
-Ja nie jestem przyzwyczajona do takich spotkań i to jeszcze osobami takiego pokroju. U nas w Peicie, żyje się inaczej i... jakoś nie pchamy się w życie towarzyskie.
-Posłuchaj Maya. Uwierz mi, że każdy z nas chciałby wieść normalne spokojne życie, przez tą sławę... Elsword ma się najgorzej, bo jest z Aishą, a inne dziewczyny się kleją do niego cały czas. Tak samo jest z Reną i Ravenem. Naprawdę chcielibyśmy wrócić do swojego życia zanim to wszystko się wydarzyło, ale nie możemy i jakoś musimy z tym żyć. - o matko ja to powiedziałem jej bez jednego zająknięcia się.. Spojrzała na mnie po czym uśmiechnęła się życzliwie.
-Czyli faktycznie oni są razem... A co z Tobą?
-Ze mną?
-Tak, no.. pewnie masz dziewczynę prawda? - spojrzałem przez okno, a następnie na nią.
-Nie mam.
Nastała długa, niezręczna cisza, po czym zapytałem czy chce dalej iść oglądać Hamel. Zgodziła się i poszliśmy dalej. Pomimo, że wtedy w kawiarni nie rozmawialiśmy, teraz było na odwrót. Gdy pytała o coś starałem się wytłumaczyć jak najlepiej potrafię. Miło spędzało mi się z nią czas.
Gdy zbliżał się wieczór wróciliśmy do Peity. Podziękowała mi za pokazanie Hamel, widać było, że cieszyła się z spędzonego popołudnia co cieszy. Na pożegnanie przytuliła się do mnie, jakoś lżej mi było. Wiem aby, że się nie boi ani nic..
Wróciłem do Hamel i udałem się do Elsworda. Opowiedziałem mu wszystko, gdyby nie on to bym ani słowem się nie odezwał. Dobrze jest mieć przyjaciół. Jak już zdałem mu swoje relacje opowiedział mi o turnieju i akacjach. Ta lady plastik mi się nie podoba. Oby jej jutro dokopał. Pożegnałem się i skierowałem do siedziby gildii zabrać swoje rzeczy. Tam panowała cisza, czyli każdy już wrócił do swoich domów. Zabrałem podarunki i wróciłem do domu. Tam w swoim pokoju otwarłem je. O Stworzycielu... Co to jest?! Szkołę to ja skończyłem dawno temu... Schowałem do szafy i położyłem się spać. Dzień zaliczam do udanych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz