niedziela, 11 listopada 2012

Wpis3 Oczami Chunga

Ciężko było mi zasnąć, po tym wszystkim odechciało mi się czegokolwiek. Leżałem w łóżku przykryty kołdrą pod sam nos i nie miałem najmniejszej ochoty wychodzić gdziekolwiek. Było jeszcze ciemno za oknami, zerknąłem na zegarek. Dochodziła 4 rano. Obróciłem się w bok i zakryłem twarz w poduszce, a kołdrą zakryłem głowę. Nie chce by ktokolwiek widział mnie w takim stanie.
Zasnąłem nie wiedziałem nawet kiedy. Gdy dźwignąłem kołdrę zobaczyłem na zegarku godzinę 9rano. Tak mi się wychodzić nie chce, ale muszę się do tego zmusić, kasę z nieba nie wezmę... Wstałem opornie z łóżka i udałem się do łazienki. Gdy już doprowadziłem siebie i moje włosy do ładu i składu ubrałem się w mój nowy, albo już nie aż tak nowy avatar. Zabrałem działo i zszedłem na dół, albo zjechałem po poręczy i znalazłem się na dole. Służba mnie przywitała życzliwie i pytali o samopoczucie. Udawałem, że jest w porządku. Skierowałem się do kuchni. Tam zjadłem śniadanie i wyszedłem na miasto. Nie miałem ochoty na żadne zabawy czy inne zrobić to co potrzeba i koniec. Udałem się na Henira i gdy skończyłem powlokłem się, markotny w stronę centrum. Słyszałem od przechodniów o nowej książce związanych z Hamel, muszę zobaczyć co teraz napisali. Szedłem spokojnie i od niechcenia dźwignąłem głowę do góry, by zobaczyć gdzie idę. Wtedy wzrokiem dostrzegłem Sylpa. Odwróciłem wzrok i zmieniłem kierunek. Po chwili złapał mnie lekko za ramię i przywitał. Zrobiłem to samo i zapytałem gdzie był przez ten czas odsuwając się krok w tył. Odpowiedział wesoło po czym dodałem szybko że nie mam ochoty rozmawiać i chce wracać do domu. Jak na złość zapytał mnie co się stało, że taki dobity jestem. Aż tak widać? Chyba będę musiał się starać bardziej ukrywać emocje. Zacząłem od tego iż chciałem mu powiedzieć o tym jednak po chwili jak na filmie wszystko wróciło. Wspomnienia związane z Sayuri, jak spędzaliśmy czas i akcja w sercu. Aż na głos wypowiedziałem jej imię. Potem ugryzłem się w język za to no ale... Opowiedziałem mu wszystko. Patrzał na mnie jak wryty, pewnie był w szoku o ile wiedzą co to takiego... Odwróciłem się i skierowałem się w drugą stronę. Pożegnałem się z nim i ruszyłem przed siebie.
Gdy tak szedłem bolało mnie w środku, to wszystko jest nie do pojęcia.. Pobiegłem przed siebie nie patrząc na innych. Biegłem ślepo przed siebie z łzami w oczach, które od czasu spływały. Zatrzymałem się w końcu na jakiejś łące i usiadłem na niej. Zakryłem twarz w rękach i starłem się uspokoić jednak nie potrafiłem. Gdybym miał kogoś komu mogę się zwierzyć. Aishy nie chce martwić ma Elsa na głowie, a sam Els też nie ma lekko, moi służący by znowu za bardzo się tym przejęli, a rodziców... Jeszcze ta sprawa. Ten świat taki nie powinien być. Jak Rena wróci to chyba wyduszę jej wszystko z siebie. Z czasem jakoś doszedłem do siebie i wróciłem do siebie. Gdy tylko zamknąłem drzwi Zekira skontaktowała się telepatycznie ze mną. Sylph chciał opowiedzieć nam wszystko i zbieramy się w domu Ammo. No to zajęcie na wieczór mam. Ah przez to wszystko zapomniałem o książce...
Gdy w końcu zbliżał się godzina spotkania wyszedłem z domu i skierowałem do domu Elsa. Podczas drogi spotkałem jego przyjaciela. Podbiegł do mnie, a ja zatrzymałem się wydusiłem z siebie coś na przywitanie. Nie miałem ochoty rozmawiać z żadnym nazoidem. Poszliśmy dalej po czym przeprosił mnie za to. Skinąłem głowę, że rozumiem i żeby dał już spokój. Naoizdy nie znają tego uczucia bólu i nigdy nie poczują. gdy dotarliśmy na miejsce zadzwoniłem do drzwi. Otwarł nam jego służący a ja wszedłem szybkim krokiem do środka i skierowałem się do salonu. Tam Ammo mnie przywitał i poszedł pod drzwi wyjściowe. Aisha przywitała mnie uśmiechnięta i pełna entuzjazmu. Odwzajemniłem uśmiech tak by nie domyśliła się niczego. Zapytałem co u niej. Z chęcią odpowiedziała i opowiadała mi co ją spotkało. Chłopaki długo nie wracali. Wyszedłem i spojrzałem co się dzieje. Ammo w powietrzu wisi na... Nie wiem czemu ale rozbawiło mnie to. Wróciliśmy wszyscy do salonu. Els wisiał nadal w powietrzu . Cokolwiek go trzymało "przywiozło" go do salonu. Tam Sylph opowiedział nam, co mu się przytrafiło. Dał Aishy przedmiot, maskę. Magiczna więc coś dla niej. Przyglądałem się jej. Rzuciłem, że mu pomogę w tej sprawie, jednak potem żałowałem tych słów i spuściłem głowę w dół. Elsword w końcu znalazł się na dole i jego przyjaciel go kopnął. Przeklął na niego, po czym chciał z nim porozmawiać. Naprawdę oni to pobijają znaczenie słowa "przyjaciel na dobre i na złe". Oddalili się, a ja pytałem Zekiry czy wie co to jest. Nie umiała określić. Siedzieliśmy i wtedy Ammo krzyknął nagle na Sylpha tak, że Aisha aż podskoczyła i wystraszyła się. Spojrzeliśmy tam. Gdy właściciel domu spojrzał na nas od razu odwróciliśmy wzrok i wróciliśmy do oglądania przedmiotu. Widać było jego gniew. Zresztą nie ma co mu się dziwić. Ogólnie ciekawi mnie, o czym oni rozmawiają. Z czasem Ammo dołączył do nas a Sylph pożegnał z nami. Chwile później ja też się zbierałem. Els odprowadził mnie i pod drzwiami zapytał czy w porządku ze mną. Odpowiedziałem, że tak i by sobie głowy mną nie zaprzątał. Czas leczy rany prawda? Wróciłem do siebie. Tam rozmyślałem znowu o sytuacji z Sayuri...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz