sobota, 17 listopada 2012

Wpis8 Oczami Chunga

W jednej chwili wszystko straciło sens. Zastanawiam się, po co ja jeszcze żyje. Słoneczny poranek znowu zawitał do Hamel. Udałem się na miasto. Spotkałem tam znajomych z gildii. Dobrze, że nie zorientowali się o co chodzi. Co mnie zaciekawiło, rozmawiali o turnieju oraz o tym, że nasz zarządca czyli Elsword bierze w nich udział. No tak faktycznie zapomniałem o tym. Co roku nr 1 z rankingu pvp. Liczę, że da sobie radę. Markotny udałem się na Henira, a potem trochę mapek poprzechodzić. Przy okazji nie wyjdę całkowicie z formy, chociaż teraz to nie ma chyba żadnego znaczenia. W południe udałem się na rynek pooglądać, czy jest coś ciekawego. Na rynku zawsze jest dużo rzeczy, ciekawych i tych mniej, ale ja nie jestem taki by kasę na prawo i lewo rozrzucać. Gdy już pochodziłem po rynku udałem się do Denki(alchemik z Hamel). Od kiedy z pomocą Ekko i Pongosów stworzyliśmy nową broń zainteresowałem się alchemią. Ciekawy dział nauki, zupełnie się różni od tego co stosuje się w mieście. Jak zwykle profesorek eksperymentował przed swoim domem. Przywitałem się z nim. Podniósł oczy i gdy mnie dostrzegł bardzo się uśmiechnął. Zapytał czy przyszedłem po nowe książki. Skinąłem głową po czym skierował się do swojego domu. Kilka minut potem wyszedł z trzema grubymi książkami. Powiedział, że te będą dla mnie odpowiednie. Podziękowałem i skierowałem się w stronę domu. Podczas drogi zaczepiła mnie Daisy. Oj nie jest dobrze. Powiedziała, że Penentio chce się ze mną widzieć. Pewnie misja. Od razu słabo mi się zrobiło, wspomnienia wróciły. Sekretarka to zobaczyła i spytała czy wszystko w porządku, bo w jednej chwili zbladłem strasznie. Szybko rzuciłem, że nic mi nie jest i skierowałem się do dowódcy.
-Chce byś zaniósł te papiery do Peity. Są ważne, bo dzięki nim będziemy mogli zbierać z ich terenu zioła potrzebne do eliksirów leczniczych, jak i wgląd do ich pergaminów dotyczących alchemii.
-Rozumiem.
Zabrałem papiery i skierowałem się do domu. Odłożyłem książki i wyruszyłem do Peity.
Jak zwykle to miejsce jest przepełnione ciemnością. Nadal tu można wyczuć demoniczne moce, pomimo iż demonów nie ma. Znaczy tak mi się wydaje. jednak zauważyłem zmiany. Trochę tu się zmieniło od ostatniego mojego pobytu. Płynąca rzeczka, stopnie z gruntu zrobione, namioty inaczej poustawiane. Spodobało mi się to miejsce. Skierowałem się do Lenta i wręczyłem mu papiery. Ucieszył się na nie po czym zapytał czy zostanę na dłużej. Powiedziałem, że tylko miałem oddać papiery i wracać. Skinął głową że rozumie i wszedł do swojego namiotu a ja skierowałem się pozwiedzać trochę nową Peite. Przeszedłem górę i kierowałem się na dół.  Tam wpadła na mnie dziewczyna w wyblakło niebieskich włosach, z kapeluszem, typowym dla podróżnika. Wzięła ręką poprawiła kapelusz, przeprosiła po czym spojrzała na mnie. Nie wiem czemu, ale zamarłem na chwile. Pierwszy raz spotkałem tak uroczą dziewczynę, do tego jej łagodne spojrzenie i delikatny uśmiech. Minęła mnie i pobiegła dalej w swoim kierunku, a ja jedyne co mogłem to wzrokiem ją odprowadzić. Muszę się dowiedzieć kim ona jest. Wróciłem do Lenta i zapytałem o nią. Dowiedziałem się, że na imię jej Maya i od dłuższego czasu tu mieszka i przekazuje informacje, jest jakby doręczycielką. Nie chciałem o więcej wypytywać, bo jeszcze zada mi dziwne pytanie i wtedy będę w kropce. Podziękowałem i ruszyłem do Aranki, a następnie znalazłem się z powrotem w Hamel.
Pierwszy raz od tamtej sytuacji coś jakby we mnie, na nowo rozpalono chęć do życia. Jutro chyba tam wrócę i porozmawiam o ile będzie chciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz