niedziela, 18 listopada 2012

Wpis11

Rozpoczął się dźwięk rozpoczynający walkę. Przywołałem Cornwella i bacznie obserwowałem przeciwnika. Powoli, niepewnie zbliżał się w moim kierunku, ściskając mocno w rękach miecz. Przygotowałem się do skontrowania ataku. W jednej chwili podbiegł do mnie i zaatakował uchyliłem się i zaatakowałem moim mieczem po czym gdy się obróciłem drugim. Zachwiał się lekko na nogach. Teraz jest szansa. Użyłem Harsha na niego i rozciąłem bok. Skulił się i podbiegłem do niego atakując moją serią combo. Podczas ataków przywołałem dodatkowe Cornwelle, dzięki którymi przebiłem się przez niego i atakowałem od tyłu. Następnie Blasting. Miecze rozbiły się o jego ciało i krew rozprysła. Kopnąłem go i dalej atakowałem mieczami przecinając jego ciało. Miecze były już zakrwawione i przy każdym obrocie z moich broni kapała czerwona ciecz. Odepchnąłem go przed siebie i spojrzałem. Jeśli dalej mam z nim walczyć to źle to widzę. Podszedłem do niego, a ten ledwo łapał oddech. Szkoda mi się zrobiło chłopaka, zabolało mnie coś w środku. Ledwo co go poznałem, pełen energii, wesoły, a ja... Muszę go tu torturować krótko mówiąc.
-Za..kończ... to sz...yb...ko.
- ledwo wypowiedział te słowa i zakaszlał krwią.
-Wybacz Jessi.
- przywołałem Cornwella i skierowałem w ziemię. - Rage Cutter!
Wbiłem miecz i uklęknąłem na jednym kolanie. Cornwelle na mój rozkaz wybiły się w górę raniąc Jessiego, a następnie spadł na ziemię. Cały obszar gdzie walczyliśmy był zabarwiony krwią. Odwołałem Cornwella i wstałem. Rozległ się dźwięk zakończenia pierwszej walki, a zaraz potem podbiegła grupa lekarzy i go zabierała. Patrzałem na niego z smutkiem. Gdy już go wynosili uśmiechnął się do mnie, a potem już go nie widziałem. Zagryzłem wargi i skierowałem się na górę. Tam gratulowali mi wygranej jednak ja pomimo wszystko jakoś się cieszyć nie umiałem. Walka była jednostronna. Podszedłem do reszty.
-Szybko się z nim rozprawiłeś złociutki.

-Stul pysk dobra?
- bez ogródek jej to powiedziałem i jakoś lżej mi się zrobiło. Podszedłem do Camilli. - Mogę już iść?
-Tak pewnie.

Notowała coś po czym ogłosiła że kolejne walka odbędzie się o 13. Ja odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Gdy wyszedłem przetarłem ręką twarz. Cała była zamazana krwią. Tak chodzić nie będę bo pomyślą, że kogoś zabiłem. Udałem się do łazienki zmyć krew, która była na mnie. Podczas zmywania myślałem jak się czuje Jessi. Oby tylko wyszedł z tego cało...
Gdy już się umyłem zdziwił mnie nagły ruch i krzyk ludzi niedaleko bufetu. Skierowałem się tam i ujrzałem Catherine leżącą na ziemi wraz z swoimi służącymi. Chciałem podejść bliżej i wtedy coś mi po oczach poświeciło. Spojrzałem w górę. Sylph, no tak można się było tego spodziewać. Odwróciłem się i skierowałem się na na niższe piętro. Podczas drogi myślałem, dlaczego to zrobił? Nazoid to nazoid poza nim są też inne. Więc nie mam pojęcia, osobisty biznes? Pewnie to, zresztą nic mi do tego niech robi co chce. Jeśli chce oglądać walki i nie mieć styczności z docinkami modnisi to tu będzie idealnie.
Zbliżała się godzina 13. Czas na walkę landryny i Angeliki. Dziewczyny zeszły na arenę i gdy rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę Angelika od razu pobiegła w stronę Anastazji. Ta była wybita z swojego genialnego planu na walkę, bo nawet nie zrobiła uniku przed kopnięciem młodej dziewczyny. Zaczęła ją kopać na wszystkie możliwe sposoby, plus do tego strzelała w nią strzały. WS, kto by pomyślał. Dobrze jej idzie póki co. Jednak jej dobra passa nie trwała długo. Gdy popełniła błąd landryna to wykorzystała i użyła Blaze Stepa. Nie jest dobrze. Teraz to Angela obrywała. Ogień poparzył ją praktycznie po całym ciele spalając miejscami ubrania. Do tego na sam koniec, gdy czar się skończył potraktowała ją z Lightning Bolt'a. Odrzuciło ją w tył i leżała na ziemi cała poparzona i posiniaczona. Widać, bawiło modnisie znęcanie się nad innymi. Naładowała manę i użyła Meteor Shower. Nie dość, że Angela nie może już nic zrobić to ta się znęca na nią. Leżała w ogniu, słychać było krzyki bólu. Anastazja tylko wrednie się śmiała i patrzała na to jak cierpi. Czyli wygrana przesądzona, bo Angela nic nie zrobi, więc sobie z nią wtedy porozmawiam po mojemu. Camilla przerwała walkę, bo widziała, że już nie ma co dłużej przeciągać.
Kolejna walka Roscoe i Michael. Walka między nimi była zacięta. Roscoe naprawdę świetnie włada bronią do tego jeszcze, gdy przywoła Armageddon'a to robi się nie ciekawie. Michael oczywiście nie zostawał w tyle. Jego kombinacje ataków nazo ręką i mieczem robią spore wrażenie, do tego jeszcze specjalne umiejętność. Walka zakończyła się 5 min przed ustalonym czasem. Roscoe wygrał dzięki Sandstormowi który w ostatniej chwili dał. Jeśli on przeszedł dalej to oznacza, że będzie w finale czyli z nim się zmierzę, bo z landryną nie przegram o nie, nie pozwolę na to i zapłaci za to, co zrobiła naszej najmłodszej uczestniczce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz