Rozpoczął się dźwięk rozpoczynający walkę. Przywołałem Cornwella i
bacznie obserwowałem przeciwnika. Powoli, niepewnie zbliżał się w moim
kierunku, ściskając mocno w rękach miecz. Przygotowałem się do
skontrowania ataku. W jednej chwili podbiegł do mnie i zaatakował
uchyliłem się i zaatakowałem moim mieczem po czym gdy się obróciłem
drugim. Zachwiał się lekko na nogach. Teraz jest szansa. Użyłem Harsha
na niego i rozciąłem bok. Skulił się i podbiegłem do niego atakując moją
serią combo. Podczas ataków przywołałem dodatkowe Cornwelle, dzięki
którymi przebiłem się przez niego i atakowałem od tyłu. Następnie
Blasting. Miecze rozbiły się o jego ciało i krew rozprysła. Kopnąłem go i
dalej atakowałem mieczami przecinając jego ciało. Miecze były już
zakrwawione i przy każdym obrocie z moich broni kapała czerwona ciecz.
Odepchnąłem go przed siebie i spojrzałem. Jeśli dalej mam z nim walczyć
to źle to widzę. Podszedłem do niego, a ten ledwo łapał oddech. Szkoda
mi się zrobiło chłopaka, zabolało mnie coś w środku. Ledwo co go
poznałem, pełen energii, wesoły, a ja... Muszę go tu torturować krótko
mówiąc.
-Za..kończ... to sz...yb...ko.
- ledwo wypowiedział te słowa i zakaszlał krwią.
-Wybacz Jessi.
- przywołałem Cornwella i skierowałem w ziemię. - Rage Cutter!
Wbiłem miecz i uklęknąłem na jednym kolanie. Cornwelle na mój rozkaz
wybiły się w górę raniąc Jessiego, a następnie spadł na ziemię. Cały
obszar gdzie walczyliśmy był zabarwiony krwią. Odwołałem Cornwella i
wstałem. Rozległ się dźwięk zakończenia pierwszej walki, a zaraz potem
podbiegła grupa lekarzy i go zabierała. Patrzałem na niego z smutkiem.
Gdy już go wynosili uśmiechnął się do mnie, a potem już go nie
widziałem. Zagryzłem wargi i skierowałem się na górę. Tam gratulowali mi
wygranej jednak ja pomimo wszystko jakoś się cieszyć nie umiałem. Walka
była jednostronna. Podszedłem do reszty.
-Szybko się z nim rozprawiłeś złociutki.
-Stul pysk dobra?
- bez ogródek jej to powiedziałem i jakoś lżej mi się zrobiło. Podszedłem do Camilli. - Mogę już iść?
-Tak pewnie.
Notowała coś po czym ogłosiła że kolejne walka odbędzie się o 13. Ja
odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Gdy wyszedłem przetarłem ręką
twarz. Cała była zamazana krwią. Tak chodzić nie będę bo pomyślą, że
kogoś zabiłem. Udałem się do łazienki zmyć krew, która była na mnie.
Podczas zmywania myślałem jak się czuje Jessi. Oby tylko wyszedł z tego
cało...
Gdy już się umyłem zdziwił mnie nagły ruch i krzyk ludzi niedaleko
bufetu. Skierowałem się tam i ujrzałem Catherine leżącą na ziemi wraz z
swoimi służącymi. Chciałem podejść bliżej i wtedy coś mi po oczach
poświeciło. Spojrzałem w górę. Sylph, no tak można się było tego
spodziewać. Odwróciłem się i skierowałem się na na niższe piętro.
Podczas drogi myślałem, dlaczego to zrobił? Nazoid to nazoid poza nim są
też inne. Więc nie mam pojęcia, osobisty biznes? Pewnie to, zresztą nic
mi do tego niech robi co chce. Jeśli chce oglądać walki i nie mieć
styczności z docinkami modnisi to tu będzie idealnie.
Zbliżała się godzina 13. Czas na walkę landryny i Angeliki. Dziewczyny
zeszły na arenę i gdy rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę Angelika
od razu pobiegła w stronę Anastazji. Ta była wybita z swojego genialnego
planu na walkę, bo nawet nie zrobiła uniku przed kopnięciem młodej
dziewczyny. Zaczęła ją kopać na wszystkie możliwe sposoby, plus do tego
strzelała w nią strzały. WS, kto by pomyślał. Dobrze jej idzie póki co.
Jednak jej dobra passa nie trwała długo. Gdy popełniła błąd landryna to
wykorzystała i użyła Blaze Stepa. Nie jest dobrze. Teraz to Angela
obrywała. Ogień poparzył ją praktycznie po całym ciele spalając
miejscami ubrania. Do tego na sam koniec, gdy czar się skończył
potraktowała ją z Lightning Bolt'a. Odrzuciło ją w tył i leżała na ziemi
cała poparzona i posiniaczona. Widać, bawiło modnisie znęcanie się nad
innymi. Naładowała manę i użyła Meteor Shower. Nie dość, że Angela nie
może już nic zrobić to ta się znęca na nią. Leżała w ogniu, słychać było
krzyki bólu. Anastazja tylko wrednie się śmiała i patrzała na to jak
cierpi. Czyli wygrana przesądzona, bo Angela nic nie zrobi, więc sobie z
nią wtedy porozmawiam po mojemu. Camilla przerwała walkę, bo widziała,
że już nie ma co dłużej przeciągać.
Kolejna walka Roscoe i Michael. Walka między nimi była zacięta. Roscoe
naprawdę świetnie włada bronią do tego jeszcze, gdy przywoła
Armageddon'a to robi się nie ciekawie. Michael oczywiście nie zostawał w
tyle. Jego kombinacje ataków nazo ręką i mieczem robią spore wrażenie,
do tego jeszcze specjalne umiejętność. Walka zakończyła się 5 min przed
ustalonym czasem. Roscoe wygrał dzięki Sandstormowi który w ostatniej
chwili dał. Jeśli on przeszedł dalej to oznacza, że będzie w finale
czyli z nim się zmierzę, bo z landryną nie przegram o nie, nie pozwolę
na to i zapłaci za to, co zrobiła naszej najmłodszej uczestniczce.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz