wtorek, 6 listopada 2012

Wpis5

Posłałem w ich stronę trzy Cornwelle. Odruchowo odskoczyły i wzbiły się w powietrze. Kątem oka spojrzałem na Loriena. Nie wglądał zbyt chętny do walki. W podświadomości powiedziałem Śnieżynce że sami będziemy musieli walczyć. Przytaknęła i podbiegła do mnie. Sayuri rozkazała swojej towarzyszce zająć mnie na jakiś czas, bo musi coś zrobić. Zleciała na dół i zaatakowała dziwnymi ostrzami, które zablokowałem Cornwellem. Usłyszałem niemiłe skrzypnięcia na mieczu, spojrzałem na nie. Nie mogłem w to uwierzyć, Cornwella mi porysowała... Żeby na takim mieczu powstała rysa, to trzeba być zdolnym, nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Musze uważać podczas starć z nią. Zaatakowałem ją Cutterem, wzbiła się w powietrze wtedy Śnieżynka zaatakowała ją swoim atakiem. Wzbiła się jeszcze wyżej i uniknęła naszych ataków. Z góry leciała prosto na mnie w obstawie 3 ostrzy skierowanych w dół. Ledwo udało mi się uniknąć tego ataku. Z hukiem uderzyła o ziemię i zrobiła nie mała dziurę. No... Widzę, że trochę się z nią zabawię. Wstałem i szykowałem się do ataku. Wtedy Lorien podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Spojrzałem na niego. Powiedział że idzie zając się Sayuri. Zapytałem czy da sobie radę. Aktywował tryb Berserka i powiedział, że tak. Ruszył przed siebie mijając nazoidkę i skierował się do generatora. Nie powstrzymywała go, no tak ma za zadanie zatrzymać tylko mnie.
Niech tych nazoidów cholera trafi. Atakowałem na przemian mieczem i Cornwellem oraz specjalnymi umiejętnościami. Walczyliśmy już dłuższy czas. Żadne z nas nie chciało dać za wygraną. Byłem już cały poraniony przez te przeklęte ostrza, które poruszyły się za szybko by móc przed nimi uciec. Śnieżynka wykorzystywała swoje moce lecznicze i starała się jak najszybciej wyleczyć rany bym ja z Mrocznym oraz Cornwellem mogliśmy się skupić w pełni na walce. Niespodziewanie rozległ się wybuch z strony generatora. Spojrzeliśmy tam. Sayuri wyleciała w powietrze, a Lorien ładował w nią cały swój magazynek. Korzystając z okazji zapatrzenia się nazoidki, szybko podbiegłem do niej i przebiłem jej rdzeń napędowy mieczem. Po chwili rozległo się trzeszczenie, próby przywrócenia jej systemu do normy, a następnie wyłączenie. Wyciągnąłem miecz i robot runął na ziemie. Spojrzałem znowu w górę, Chung cały czas ją atakował pomimo iż latała. Jego celność jest perfekcyjna, więc nie ma co liczyć, że chybi. Cholera, nie jestem tu od komentowania walki, generator trzeba wyłączyć.
Wraz z Śnieżynką podbiegliśmy do maszyny. Na dole znajdował się panel sterowania. pełno przycisków, jedne świeciły drugie nie, wajchy jakieś. Jak to wyłączyć?
-I co teraz?
- spytała zmartwiona. - Jak masz zamiar to wyłączyć? - spojrzałem na panel, na nią i znowu na panel.
-Chodź.
- cofnęliśmy się trochę do tyłu i rzuciłem w niego Maelem. Po chwili wszystko było niszczone przez mój atak. Rozległy się wybuchy, iskry, płomienie, przez cały generator przechodziły linie prądu. - Tak to wyłączę.
-No też idzie.

Maszyna powoli ulegała zniszczeniu, mało tego. Spojrzałem jak radzi sobie Lorien. Użył w tym momencie Carpeta i na generator spadł nalot granatów, przy okazji Sayuri tym oberwała do porządku i zleciała na platformę niżej. Miejsce powoli zaczynało się rozpadać. Nastąpiło lekkie trzęsienie i ściany zaczęły się walić od ataków. Zawołałem Loriena, jeśli dłużej tu zostaniemy, to nic po nas nie zostanie. Spojrzał na mnie po czym odwrócił się jeszcze na chwile i wystrzelił ostatni raz z swojej broni. Zeskoczył na dół i pobiegliśmy do wyjścia. Chwała, ze winda się nie zepsuła, bo byśmy tu utknęli. Gdy znaleźliśmy się na górze nastąpiło mocne trzęsienie ziemi, czyli generator wybuchł.
Odeszliśmy kawałek dalej i usiedliśmy na trawie. Pongosy i inni co byli pytali siebie nawzajem, co to było widać z ich strony zaniepokojenie. Jednak z czasem wszystko ucichło. Lorien dezaktywował tryb Berserka.
-W porządku?
- spytałem i obserwowałem go. Nie wyglądał za dobrze, był bledszy niż zwykle i miał zaczerwienione oczy. Zakładam, że od płaczu. Przysunął do siebie działo i oparł się o nie.
-Tak... Jakoś.
- odpowiedział po dłuższym czasie. Spojrzał na mnie, potem na Śnieżynkę, a następnie wbił wzrok w trawę. - Nie warto na siłę szukać nowych przyjaciół czy miłości. Lepiej pozostać przy tym kogo się ma.
-A no.
- położyłem się i spoglądałem w bezchmurne niebo.
Po długim wylegiwaniu się, wstaliśmy i skierowaliśmy się do miasta zakupić bilety powrotne. Aranka z radością mi je sprzedała za połowę ceny. No i to mi się podoba. Wróciliśmy do Hamel. Lorien krótko powiedział ze wraca do siebie i przez jakiś czas chce zostać sam. Rozumiem go, skinąłem głowa i powiedziałem, żeby aż tak tym się nie martwił i dbał o tych prawdziwych przyjaciół, co pójdą za nim w ogień. Wymusił od siebie uśmiech i skierował się do swojego domu, a ja do Daisy. Powiedziałem jej by odhaczyła mnie, iż zakończyłem misję i dała papier, na którym będę mógł napisać raport z misji. Zadowolona zrobiła to o co ją prosiłem. Usiadłem przy wolnym stoliku i zacząłem pisać raport. Śniezynka usiadła na stole i wpatrywała się jak pisze na kartce.
-Tu popraw.
- wskazała palcem.
-Co popraw? Jest dobrze napisane
.
-Nie jest dobrze. To nie przypomina litery "c".

-Przypomina tu o.
- pokazałem jej.
-Nie, bo ma być tak o, jak tu o.
- wskazała wyżej jak napisałem.
-Weź się nie czepiaj szczegółów.

-Nie czepiam tylko mówię byś poprawił, by było czytelne.
- spiorunowałem ją spojrzeniem.
-Zaraz Ty będziesz za mnie pisać.

Zamruczała tylko i dalej przyglądała się jak pisałem. Gdy skończyłem zbliżał się wieczór. Skierowaliśmy się do Penetnia. Oddaliśmy mu raport i powiedzieliśmy by powiadomił ludzi aby wykreślili Sayuri z listy wojowników/mieszkańców z Hamel. Skinął głową, podziękował i pożegnał się z nami. Wróciłem do domu i położyłem się na kanapie w salonie i po chwili na niej zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz