środa, 21 listopada 2012

Wpis15

Jasna cholera dostałam bana na forum trololo od boskiego smoda Alhana<3 Cieszymy się i radujemy, bo nigdy wcześniej nie spotkałam takiego s/modka, który wlepia bana za byle gówno i zamyka tematy.
 Kurde, a mam ochotę nasłać na niego moich chłopaków...
Walki landrynki nie chce mi się pisać serio, chce szybko zakończyć wątek, a walki dopisze potem powiadomię was, jak już będą gotowe na początku wpisu~

Wstałem rano pełen sił na szczęście. Dziś ostatnia walka finałowa. Dobrze, że jest późnej o godzinę, będę mógł się do niej przygotować. Zszedłem na dół i w salonie, gdy się już wyłożyłem na kanapie przeglądałem telewizor. Wszędzie gadano o dzisiejszej walce. Mój ojciec pewnie też będzie oglądać. Nie mogę dać ciała. Gdy tylko zjadałem śniadanie, udałem się na sale treningową i tam kazałem wszystko dać na najwyższe obroty. Miałem zamiar zaczynać, gdy do pomieszczenia wpadła Śnieżynka. Pytała mnie, czy to aby dobry pomysł tak ostro trenować przed walką. Zapewniałem ją, że nic mi nie będzie i dam radę. Martwiła się i na sam koniec dodała, że jak będę mieć jakieś obrażenie to mnie wyleczy. Skinąłem głową, po czym wyszła z pomieszczenia, a ja zacząłem trenować.
Godziny mijały, Śnieżynka co jakiś czas regenerowała mi siły, dzięki czemu czułem się wystarczająco dobrze by kontynuować. Podczas treningu czułem się jakbym walczył z demonami w Peicie, których końca nie było widać. Stare dobre czasy, ale dla Mrocznego.
Zbliżała się 11. Postanowiłem odpocząć, już wystarczająco się przygotowałem do nadchodzącej walki. Wziąłem szybki prysznic przebrałem się w DS'owy ciuch, wziąłem jeszcze płaszcz z kapturem, zarzuciłem na głowę i wyszedłem na miasto. Nie potrzebuje teraz fanów czy tam fanek, które będą narzucać się swoją osobą. Odwiedziłem najważniejsze miejsca, czyli rynek, arenę pvp i na sam koniec gildię. Gdy wszedłem do środka nie zdziwiło mnie to, że Dreamena znowu goniła Yauresa swoim badylem, Arisa czytała książkę, Giio przeglądała gazetę, Deel siedziała przy stole zawalona książkami, Kakazu polerował swój miecz, Soul gadał z Wizem, Lady przeglądała się w lusterku oraz Her z kuflem piwa. Normalnie ta gildia jest nienormalna, ale pocieszam się faktem, że są gorsze. Niektórych członków brakowało pewnie na misji siedzą albo co tam robią. Ściągnąłem kaptur i poszedłem przed siebie witając się z nimi. Na sekundę każdy z nich przerwał swoja czynność, przywitał i znowu powrócił do tego co robił. Udałem się piętro wyżej do pokoju naszej mistrzyni Yuri. Otwarłem drzwi i wszedłem do środka bez pukania, bo taki miałem zwyczaj. Nie widziałem jej w gabinecie, pewnie jest w pokoju obok, który jest dołączony i tam znajduje się biblioteka. Usiadłem wygodnie w jej fotelu, kurde podobny do mojego. Zabrałem z biurka dokumenty co leżały, założyłem nogi na stół i przeglądałem. Dokumenty, które leżały dotyczyły zapłaty składki gildii, napisaniu ile misji wykonaliśmy, ile się za nie dostało i inne pierdoły. Daisy mówi, że to ważne dla mnie to pierdoły, jak w sumie większość spraw jeśli chodzi o finanse. Kątem oka dostrzegłem, że Yuri właśnie wychodziła z pokoju obok zaczytana w jakąś książkę
-Witam panną Yuri, naszą kochaną mistrzynię gildii, która utrzymuje tu ład i spokój. - odrzekłem z lekką nuta ironii. Spojrzała na mnie, podeszła do biurka, odłożyła książkę i założyła ręce.
-Co Ty przepraszam bardzo tu robisz? I nie za wygodnie Ci? - rzuciłem dokumenty na blat, założyłem ręce za głowę i spojrzałem na nią.
-Siedzę i wygodnie mi. Powinnaś się cieszyć na mój widok.
-Hah, niezły żart Ammo wiesz. Wypad stąd masz turniej przecież prawda? - obeszła stół  podeszła do jednej z szafek szukając czegoś.
-Mam, ale to dopiero o 13. Chcesz się mnie coś szybko pozbyć, kiedyś pozwalałaś mi być tu dłużej.
-Tak i żebym potem musiała się tłumaczyć, że to moja wina, że mnie prowokujesz.
-Ja? Ciebie? Niby czym? Siedząc tu? - nie ma to jak przed turniejem podroczyć się z kimś. Wzięła jakąś teczkę wyciągała i rzuciła na stół, po czym spojrzała na mnie.
-Tak. Idź już, bo mam robotę. - wzięła książkę i ją zaczęła wertować, po czym wyciągnęła papiery z teczki.
-No skoro tak ładnie prosisz to pójdę. - wstałem i minąłem ją. - Tyle, że wtedy to była Twoja wina i wiesz o tym. - udałem się do drzwi.
-Tak, wiem.
Odrzekła ledwo slyszalnym głosem i wyszedłem. Zszedłem na dół, zarzuciłem kaptur na głowę i udałem na miasto.
Gdy dochodziła godzina walk wróciłem do domu, odłożyłem płaszcz, udałem się do Aranki, prze teleportowałem się do Belder, udałem na arenę i tam czekała na mnie Camilla, a obok niej stał Roscoe. Przywitaliśmy się i życzyliśmy sobie nawzajem powodzenia. Oczywiście już nie będę pisać o tym, jakie wrzaski były na trybunach, o masakra... Była 12:50. Camilla kazała nam zejść na dół, tak też zrobiliśmy, następnie zapadła cisza, bo Camcia chciała coś przekazać. No tak prezentacja przed walką, zasady i wygrana. Na koniec dodała, że jest jeszcze dodatkowa nagroda za wygraną, po za zdobyciem tytułu najlepszego wojownika z Elios i Naios drugą nagrodą jest czek o wartości 7mln. Hah, nie ma to jak darmowe wzbogacenie się. Gdy już wszystko zostało ogłoszone zostały 2min do walki. Nastała cisza, czasem jakieś szelesty było słychać. Wybiła 13, rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę, ja i Roscoe pobiegliśmy przed siebie i nasze miecze starły się w charakterystycznym odgłosie. Przywołałem Cornwella i zaatakowałem nim. Rosc odskoczył w tył i przygotował się na atak z mojej strony. Ja jednak stałem i czekałem na jego ruch. Uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłem, po czym znowu nasze miecze starły się ze sobą. Wymienialiśmy się ciosami, nikt z nas nie dawał za wygraną. Nawet przy pomocy Cornwelli ciężko było mi zdobyć przewagę nad nim. Po dość długiej i jakże ciekawej wymianę ataków odskoczyliśmy od siebie, łapiąc oddech. Pierwszy raz tak szybko się zmęczyłem. Gdy już byliśmy w stanie dalej kontynuować walkę Roscoe użył Sandstormu, a ja Cuttera. Chłopak oberwał, a mnie atak ominął. Chciałem go złpać jak spadał na dół ale za wcześnie przywołałem Cornwelle. Odsunąłem się na bezpieczną odległość. Przeciwnik wstał i przygotował swój miecz do ataku. Znowu doszło do wymian ciosów. Na krótką chwilę się odsłonił, więc szybko wykorzystałem okazję i użyłem Harsha. Rosc skrzywił się i odsunął miecz na bok, nie czekając dłużej podszedłem i użyłem przy nim Phantoma. Rozciąłem mu klatkę piersiową, krew rozprysła na wszystkie strony. Zrobił dwa kroki w tył, złapał się za nową ranę i próbował dojśc do siebie. Był w  szoku, jako że to jest pvp nie okazuje się współczucia przeciwnikowi. Atakowałem go teraz trzema mieczami. Na krótką chwilę przerwałem atak, bo już ręka mnie bolała, wtedy Rosc cofnął się krok w tył i przywołał swój miecz Armageddona. Zdziwiłem się jakim cudem on jeszcze jest w stanie przywołać swój miecz. Przywołany miecz przebił mnie na wylot, teraz to ja byłem w takim samym stanie jak Rosc albo i gorszym. Moja krew rozlała się po ziemi i nadal leciała z mojej rany. Byłem przebity tym mieczem tak jakby w jego środku, czyli ani w tę ani w tamtą stronę wyjść nie ma jak. Zakaszlalem krwią i lewą ręką złapałem za Armageddona. Rosc chciał go wyciągnąć, jednak nie dam mu na to szansy, bo wtedy będę skazany na porażkę.
-Puszczaj do cholery! Zginiesz jak go nie wyciągnę! - krzyknął w moją stronę zdesperowany chłopak. Było widać że już nie myślał świadomie, opanowała go ślepa furia i chęć wygranej.
-Zapomnij. Wygrana jest moja!
Krzyknąłem do niego i rzuciłem w niego mój miecz, a Phantom poleciał za nim. Roscoe otworzył oczy z zdziwienia, gdy mój miecz wbił się w jego klatkę piersiową wraz z Phantomem który go przebił. Teraz obydwoje staliśmy na przeciw siebie z wbitymi mieczami. Rozległ się alarm areny o zagrożeniu życia. No wczas się włączył.. Kilka chwil potem Phantom, jak i Armageddon zniknęli. Rosc padł na ziemię wykończony i wtedy rozległ się odgłos zakończenia walki. Udało się... Kilka chwil potem runąłem na ziemię i zamknąłem oczy z wyczerpania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz