Wstałem wcześniej niż zwykle. Przygotowywałem się w podróż do serca
Altery. Mam przeczucie, że dojdzie do walki. Gdy już odpowiednio
przygotowałem swoją broń, zszedłem na dół. Tam Śnieżynka na fotelu... Co
ona robi... Fikołki... No ręce opadają.
-Dobrze się czujesz? - patrzałem na nią to rozbawiony, to jak idiota. Spojrzała na mnie i odwróciła się tyłem do mnie.
-Nie rozmawiam z Tobą! - no proszę.
Pierwszy bunt z strony zwierzaka. Podszedłem do niej, złapałem za dwa
ogony i dźwignąłem do góry. Zapiszczała i zaczęła się szarpać. - Odstaw mnie na miejsce!!
-Idziemy zakończyć misję.
Skierowałem się z nią do drzwi wyjściowych, a ta nadal wierciła się w
wszystkie strony. Wrzeszczała jak nienormalna w mojej głowie, piszczała z
wszystkich sił, groziła, normalnie rozkosz dla mych uszu... Puściłem ją
w końcu i z hukiem upadła na podłogę. Posłała mi pełne gniewu
spojrzenie i zaczęła bić z wszystkich sił po mojej nodze, a ja
rozbawiony patrzałem, jak się męczy, a mi nic nie robi praktycznie.
Zapytałem ją czy długo jeszcze będzie odwalać takie cyrki. Nie
odpowiedziała nic. Po kilku minutach przestała i powiedziała, że można
iść. Złapałem się ręką za głowę, z kim ja mieszkam?
Zanim wyruszyliśmy do Altery, poszedłem do Penentia zawiadomić go, iż
dziś zakończę przydzieloną misję. Ucieszył się na te wieści i odrzekł,
że będzie czekać z niecierpliwością na raport. Następnie udałem się do
"kochanej" przedstawicielki firmy CoBo i zakupiłem ten przeklęty bilet.
Przy okazji dodała, iż jako jestem ich stałym klientem mam zniżkę na
wszystkie bilety. Szał normalnie...
Gdy zbliżała się południe byłem już w Alterze. Miasto wygląda na
spokojne, czyli Pongosy nic nie wiedzą, co wyczynia ta nazoidka. Nie
czekając dłużej skierowałem się do mojego celu. Co dziwne, przy tablicy
rynkowej spotkałem Loriena, jakby czekał na kogoś. Podszedłem do niego i
zapytałem, co tu robi. Pierw przeprosił za wczoraj, a następnie
powiedział iż był u niej w domu i nie może w to uwierzyć. Potem dodał,
że czekał na mnie by razem to sprawdzić. No skoro chce, to nie ma na co
czekać. Udaliśmy się w stronę windy prowadzącej do naszego celu. Podczas
drogi myślałem, czy to aby dobry pomysł brać go ze sobą. Sayuri dla
niego jest jedną przyjaciółką poza naszą grupą.
Gdy winda zjechała na dół skierowaliśmy się przed siebie. Nie było
żadnej straży, laserów ochronnych kompletne zero. Po kilkuminutowej
przechadzce po sercu, dostrzegliśmy światło z pomieszczenia, w którym
kiedyś znajdował się król. Spojrzeliśmy na siebie i skierowaliśmy się
prosto w tym kierunku. Weszliśmy do środka. Na miejscu króla nazoidów
był postawiony duży generator albo powiedziałbym, że ogromny. Czego to
roboty nie wybudują. Rozglądaliśmy się dłuższy czas. Wtedy Lorien
szturchnął mnie w ramię i wskazał palcem na górę. Przyjrzałem się. W
okół generatora latały dwa nazoidy. Jeden z nich to była nasza Sayrui, a
drugi... Kto to ma być? Oba roboty spojrzały na nas z góry, po czym
skierowały się w naszym kierunku. Wylądowały przed nami. Druga nazoidka,
tak to będzie ona zapewne, miała na sobie czarno-czerwone ubranie, albo
raczej była tak skonstruowana, bo wszystko wydawało się być jedną
całością.
-Po co tu przyszliście? Jesteśmy zajęte. - odrzekła z spokojem Sayuri.
-Zajęte czym? Robieniem z ludzi nazodiów? To coś obok Ciebie - spojrzałem na tą drugą nazoidke. - Zostało stworzone z ciała człowieka? - podeszła do niej i pogładziła ręką jej twarz.
-Tak, to pierwszy udany nazoid z człowieka. - poczułem dziwne uczucie. Nie wiem jak to opisać. Jak można z człowieka...
-Dlaczego. - spojrzałem na Loriena. Ten to teraz ma mieszane uczucia pewnie. - Dlaczego to robisz? Przecież Ci ludzie... Żyłaś razem z nimi!
-Żyłam? - zaśmiała się bezczelnie. - Nie
bądź śmieszny. Obserwowałam was i tyle. Musiałam zgromadzić jak
najwięcej informacji o tym procesie oraz o ludziach. Jak widać lata z
wami nie poszły na marne.
-Więc wszystkich traktowałaś jak śmieci mam rozumieć? Obiekty Twoich badań? -
patrzałem na chłopaka. Żal mi się go zrobiło, on... Spuściłem głowę w
dół. Nie wiem, nie mam pojęcia jak on sobie z tym poradzi...
-Tak. - Śnieżynka wskoczyła na ramię Chunga i ocierała z jego policzka łzę. Spojrzałem na Sayuri. - A Ty co myślałeś, że chce się z Tobą zaprzyjaźnić?
- zaśmiała się ponownie. Teraz to już przesadziła. Przywołałem
Cornwella i skierowałem w jej stronę. Przestała się śmiać i wbiła na
mnie swój obojętny, pozbawiony wszelkich emocji wzrok.
-Zapłacisz za wszystko co zrobiłaś. - uśmiechnęła się szydersko.
-To zapraszam bliżej.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz