piątek, 2 listopada 2012

Wpis10 Oczami Chunga

Gdy byliśmy w szpitalu musieliśmy siedzieć przed salami i czekać aż wyjdą, wtedy będziemy wiedzieć co z nimi. Godziny leciały dochodził już prawie wczesny ranek. Lekarze wtedy wyszli i powiedzieli że wszystko w porządku z nimi i muszą teraz odpoczywać. Od razu mi ulżyło, tak samo jak Elswordowi. Wróciliśmy do swoich domów.
Tego samego dnia wstałem w okolicach popołudnia. Tak się kończą zabawy po nocach... Ammo pewnie już zabrał Zekire z szpitala. No nic udałem się na miasto trochę powalczyć. Rzadko kiedy walczę sam, przeważnie z przyjaciółmi. Dziś trochę poeksperymentuje. Udałem się do Camilli. Zgłosiłem się do dobierania i po kilkunastu sekundach dobrało mi przeciwnika. Gdy znaleźliśmy się na arenie od razu ruszyłem na niego. Przez kilka następnych godzin walczyłem tam. Większość walk wygrałem, tylko kilka razy niestety nie udało mi się wygrać, ale i tak uważam, że dobrze spożytkowałem ten czas i czegoś się nauczyłem o innych klasach.
Gdy zbliżał się wieczór wróciłem do swojego domu. Odłożyłem działo i skierowałem się do salonu. Po drodze powiedziałem lokajom by kolację zrobili. Skinęli głowami i udali się do kuchni. Usiadłem sobie w fotelu wygodnie, relaksując się. Ciekawiło mnie co tam u nazoidki, nie powiedziała mi za wiele o swoim zadaniu. Włączyłem telewizor i przeglądałem kanały. Zatrzymałem na wiadomościach. Znowu dochodzi do zniknięć. Ciekawe, mam nadzieję, że coś z tym zrobią. Kilka minut później oznajmiono iż mroczna dzielnica będzie patrolowana. Ucieszyło mnie to, iż w końcu coś z tym zrobią. Chwile potem dostałem kolację. Gdy zjadłem miałem zamiar iść spać jedna wtedy niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Kto to może być o tej porze? Jedna z służek poszła otworzyć. Patrzałem tam i wtedy dostrzegłem zarys Ravena. Huh no jego się nie spodziewałem. Wpuściła go, a ja przywitałem go z uśmiechem na twarzy jak to miałem w zwyczaju. Przywitał się i pogratulował zakupu nowego avatara. Podziękowałem i zapytałem co go sprowadza. Odrzekł iż przyszedł się pożegnać, przez tydzień jego i Reny nie będzie. No tak nagroda. Szczęściarz z niego, też bym sobie gdzieś pojechał. Przy okazji zapytałem, czy już z Ammo się dogadał jakoś.. Głupio mi było pytać, bo nie moja sprawa ale wole wiedzieć czy nadal są tak na siebie wrażliwi. Powiedział, iż już miedzy nimi jest jak kiedyś. Ucieszyło mnie to. Pożegnał się i życzył mi spokojnych dni. Odprowadziłem go i zamknąłem za nim drzwi, a potem udałem się do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz