poniedziałek, 9 września 2013

Wpis11 Oczami Chunga Part1

Przebudziłem się o 4 rano i wyjrzałem przez okno. Zapowiada się słoneczny dzień. Usiadłem do książek i studiowałem nowe metody tworzenia ładunków wybuchowych. Przyjemnie czas mijał dopóki ktoś nie zapukał do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 5 rano. Ktoś chyba spać nie może. Otworzyłem drzwi, a w nich stał Elsword. Chciał porozmawiać o czymś ważnym. Weszliśmy do środka i zaczął mówić, w czym problem tkwi. Faktycznie, set Aishy jest poważnym problemem... Każdy ma swoje urojenia prawda? Wygrzebałem spod stołu ulotkę o możliwości zamiany na lepszą wersję. Przystał na to, ale problem tkwi w tym, że trzeba iść i to wymienić tak, by Zeki się nie zorientowała. Gdy ułożyliśmy plan działania czekaliśmy, aż jego księżniczka się obudzi.

Podczas śniadania, każdy zachowywał się normalnie, więc to było nienormalne trochę. Aisha nie jest wcale taka głupia, ale jej słabością jest właśnie on, więc... Gdy wychodziła zapytałem, czy pójdziemy gdzieś się przejść. Zgodziła się i na dodatek, Rena poprosiła nas byśmy zakupy zrobili. Elsword pewnie szczęśliwy, że będzie mieć sporo czasu by załatwić co trzeba.

Razem z Aishą chodziliśmy po sklepach i co jakiś czas odpoczywaliśmy. Mieliśmy już prawie wszystko z listy, co nam Rena dała. Jeszcze dwa sklepy i koniec. Idąc dalej mijaliśmy pralnie. Wtedy Zeki przypomniało się, że zaniosła tam swój komplet MK-2. Teraz to tym bardziej mi się nie podobało. Jeśli te ubranie jest tu, to co... Spojrzałem za pleców Zeki i zauważyłem w drzwiach Elsa. Jest źle, nawet bardzo. Jeśli ona go zobaczy...
-No Chung chodź to potrwa tylko chwilę. - już sie odwracała by tam iść. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem w swoją stronę.
-To nie jest dobry pomysł, bo wiesz, no...
-Co się dzieje? - zdziwiona zaczęła na mnie patrzeć. Myśl szybko, bo będą kłopoty.
-Myślę, że najpierw powinniśmy skończyć zakupy, a potem iść po twoje rzeczy. Wiesz jaka Rena jest...
-No też racja. To chodźmy.
Gdy tylko skierowała się dalej odetchnąłem z ulgą i poszedłem za Aishą.
Po skończonych zakupach wróciliśmy do pałacu. Daliśmy Renie zakupy, rachunki za nie i inne duperele, a potem udałem się do pokoju. Lorienka bawiła się kłębkiem nici, a ja wróciłem do swojej lektury. Nie minęło pięć minut i z hukiem weszła Zeki. Tak się wystraszyłem, że przez przypadek zrzuciłem kilka książek z stołu, a sam wywróciłem się na krześle.
-Patrz, patrz! Ładne prawda? Hę? Co ty robisz na ziemi?
-Wiesz... - powoli wstałem i ułożyłem książki na stole. - Jak tak będziesz wchodzić, to nie dziw się, że druga osoba jest na ziemi, czy w szoku...
-A tam mówisz. No powiedz, co o tym myślisz? - przyjrzałem się jej. Wygląda lepiej jak poprzednio. Ciemny fiolet jej bardziej pasuje jak róż.
-No może być.
-Ah, idę pochwalić się Renie. Na razie!
Trzasnęła drzwiami, a ja zostałem sam z swoim petem w pokoju. Lorienka zastygła w bezruchu nawet ogonami nie ruszała. Podszedłem do niej i pogłaskałem po główce.
Wieczorem zszedłem kolacje wraz z lekturą. Muszę przyznać, że jest bardzo interesująca i ciągle chce uczyć się więcej. Dziwne, ale taka prawda. Gdy spożywaliśmy posiłek, do jadalni wszedł nasz książę, który od razu został przywitany przez jego księżniczkę. Trochę im zazdroszczę, że się im tak układa. Ja niestety nie mogę być z Mayą tak długo jakbym chciał. Coś czuje, że nasz związek pójdzie w przeszłość...


Następnego dnia miało miejsce dziwne wydarzenie, a dokładniej na sprzedaż zostały wpuszczone wierzchowce. Byliśmy bardzo tym zaciekawieni, więc wspólnie wybraliśmy się na małe rozeznanie. Jako pomoc posłużyła nam Aranka, która wszystko nam opowiedziała. Podobały mi się nowe zwierzaki. Zaciekawił mnie Mobi. Tak jakoś czuje, że właśnie z nim będzie mi dobrze. Gdy wiedzieliśmy już co i jak, razem z Elswordem udaliśmy się zaliczać dziennie miejsce i szukać innych metod szybkiego zarobku.
Tak minął cały dzień. Ciągle w ruchu i pełen obmyślania planów. Zmęczeni rozwaliliśmy się z Elswordem w pokoju gościnnym. W spokoju sobie gawędziliśmy, gdy weszły dziewczyny i chciały zająć salon. Po krótkiej wymianie zdań Elsa z Zeki zostaliśmy sami. On to wie, jak jej dogadać tak by się nie obraziła i ją to nie uraziło. Jestem pod wielkim wrażeniem, że z nią wytrzymuje, bo ona jak chce to potrafi strzelać fochy o wszystko. Po rozmowie z przyjacielem wróciłem do swoich czterech ścian. Tego wieczoru postanowiłem zakończyć moją lekturę i zabrać się za nową.

Kolejnego dnia znowu wyruszyliśmy na dzienne misję, a potem załatwialiśmy formalności odnośnie gildii. Jakoś dajemy sobie radę... jakoś. Nie podobało mi się to w jaki sposób potraktowali nas nasi ludzie. Jak widać nie wszyscy są w porządku i fair w stosunku do innych. Gdy się tak przyglądałem to zauważyłem, że zostali sami weterani. Z jednej strony dobrze. Akurat my stawiamy na jakość, a nie liczbę. Trochę brakuje tej gwary co kiedyś, jednak to nie jest powód by rozwiązać naszą drugą małą rodzinę. Jak już skończyliśmy wróciliśmy do pałacu. Schowałem gdzie trzeba papiery gildii, a resztę dnia spędziłem na eksperymentach, których opisywać mi się nie chce.


Dni mijały, kasy przybywało, sił brakowało, jednak pomimo sprzeciwów naszych ciał robiliśmy na siłę dziennie misje. Ja padałem już z wyczerpania, Elsword radził sobie lepiej ode mnie. Nie dawałam zbytnio oznak, że jest coś nie tak. Jak tylko kończyliśmy misję od razu wracałem do swojego pokoju i spałem do wieczora, a potem znowu w nocy.
Kolejnego dnia do Sander zagościł zespół muzyczny Crayon Pop. Tego dnia daliśmy na luz z misjami i wspólnie wybraliśmy się na koncert. Czas minął przyjemnie i znalazłem nawet czas by pobawić się eksperymentami.
Następnego poranka poszliśmy kupić wierzchowce. Zanim podjęliśmy wybór jeszcze raz zaznajomiliśmy się z ich umiejętnościami. Moje zdanie się nie zmieniło, tak samo jak Elsworda. Zadowoleni na mountach poszliśmy zająć się swoimi sprawami.
Udałem się do Vapor i razem z nią studiowaliśmy alchemię słuchając wzajemnie swoje wnioski odnośnie różnych dziedzin nauki. Kolejny dzień mijał w miarę dobrze. Po kilku godzinach poszedłem w jakieś zaciszne miejsce poczytać książkę. Mobi grzecznie obok mnie siedział i obserwował co się działo dookoła niego. Po jakimś czasie podeszła do mnie dziewczyna z naszej gildii. Była strasznie czymś zasmucona. Zapytałem w czym rzecz. Odparła, że marzy jej się komplet Devila, a z funduszami na chwilę obecną nie najlepiej. Pożyczyłem jej i poprosiłem by w miarę szybko oddała. Zadowolona poszła kupić co chciała, a ja oparłem się oparcie ławki. Słońce przyjemnie grzało i ten lekki powiew wiatru...
Popołudniu wróciłem do pokoju i tam eksperymentowałem dalej z nowymi ładunkami. Wszystko szło dobrze do czasu, dopóki jedna z próbek nie wybuchnęła. Ah, źle dobranie składników i masz... Zszedłem na dół się umyć i usłyszałem rozmowę Elsworda i Reny. Mówili coś o Henirze i wierzchowcach. Podbiegłem szybko do kuchni i oznajmiłem, że też się piszę na jutrzejszego Henira. Elsword spojrzał na mnie dziwnie i zapytał, co mi się stało. Trochę głupio mi było, ale odpowiedziałem, że źle zabrałem się do eksperymentu i mam to co mam. Po kolacji wróciłem dalej do pracy i przed dwunastą położyłem się spać.


Kolejnego poranka, wraz z Reną czekaliśmy na naszego księcia. Jak tylko się zjawił udaliśmy się na Henira. Rena bardzo była zachwycona z tego jak nasze nowe zwierzaki się sprawują. Sama planuje sobie kupić, ale przy jej wydatkach to będzie problem. Wiadomo jak to kobiety... Potem skierowaliśmy się do Camilli, bo miała coś dla nas. Gdy zjawiliśmy się na miejscu wręczyła nam listy, które tyczą się naszego nowego treningu. Brzmi ciekawie. Zastanawiałem się, co tym razem się nauczę. Poprosiła nas byśmy resztę listów przekazali pozostałym i nas zostawiła. Wróciliśmy do pałacu i oddaliśmy listy odpowiednim osobom. No, po za Aishą. Nią się Elsword zajmie.
Wróciłem do swoich czterech ścian i zastanawiałem się, co takiego będę się uczyć. Gdyby był papa (tata) to bym mógł się dowiedzieć, a tak to... Eh, nie mogę o tym myśleć. Zabrałem się przygotowywanie sobie nowych granatów i amunicji. Lepiej kupić materiały i samemu zrobić jak kupić gotowe.
Popołudniu odpoczywałem w naszym ogrodzie i pilnowałem by Lorienka niczego nie zniszczyła jak ostatnio. Było spokojnie do czasu, gdy nie wbiegł Raven i powiedział mi, że Belder jest atakowane przez demony. Od razu ożyłem i wyrwałem się z błogiego spokoju. Szybko wróciłem do środka i tam Raven mi, Renie i Arze przekazał tyle ile się dowiedział, czyli demony zaatakowały Belder i potrzebne jest wsparcie w trybie natychmiastowym. Każdy z nas poszedł szybko po swoje rzeczy, a ja jeszcze musiałem iść po Elsworda i Aishę. Otworzyłem drzwi do pokoju Elsa i co widzę? No tak, ci jak zawsze zajęci sobą. Zaśmiałem się i oparłem o futrynę. Dogryzłem im trochę i jak tylko mój przyjaciel spoważniał, powiedziałem im o ataku demonów na Belder.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz