piątek, 20 września 2013

Wpis11 Oczami Chunga Part2

Gdy dotarliśmy do Belder, kierowaliśmy się do bram wyjściowych. Tam czekały na nas demony. Każdy złapał za swoją broń i walczył najlepiej jak potrafił. Było dobrze, do czasu... Przez bramę wchodziły następne demony. Końca nie było widać, a my sami nie mieliśmy sił. Aisha dzięki swojej magii przywróciła nam siły, więc mogliśmy jakoś walczyć. Walka była ciężka, demony spychały nas w głąb miasta. Nie wyglądało to za dobrze. Rozejrzałem się dookoła, przeanalizowałem całą sytuacje i wymyśliłem sposób pozbycia się ich. Gdy moi przyjaciele gorączkowo szukali wyjścia, ja skupiony ładowałem amunicję do Destroyera. Jak już skończyłem zapewniłem ich, że pozbędziemy się ich. Aktywowałem tryb Berserka i użyłem daleko dystansowych ataków. Armia demonów znikła, a na ich miejsce pojawił się ich lider. Przynajmniej tak uważałem. Wyglądał jak zjawa jakaś. Nie wiem jak inaczej go nazwać. Żniwiarz? Kierował się w naszą stronę. Odsunąłem się w miarę bezpieczne miejsce i wymieniałem magazynek obserwując, co się dzieje. Gdy już zakończyłem ładowanie broni ponownie użyłem samonaprowadzających pocisków, a Elsword dokończył nasz wspólny atak. Myśleliśmy, że to koniec. Jednak nie, dalej trzymał się na nogach, ten demon. Byliśmy już zmęczeni i jak na złość brakło amunicji?! Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Nie miałem jak pomóc mojemu przyjacielowi, który z sekundy na sekundę był w coraz gorszej sytuacji. Demon złapał go w swoje łapy i chciał go zabić. Wtedy nie wiadomo skąd pojawił się ktoś, ktoś kto przywołał złoty, duży miecz. Z daleka ciężko było rozpoznać kto to. Po dłuższym przyglądaniu się, dostrzegłem, że to kobieta, o czerwonych włosach. Zastanawiałem się, kto to może być. Kimkolwiek była ta osoba, ruszyła w kierunku demona i walczyła z nim jeden na jednego. Szybko się z nim rozprawiła. Ledwo doszliśmy do Elsworda, a demon już padł trupem. Zapytaliśmy go, kto to jest. Odpowiedział nam, że to jego siostra. Byłem w szoku, tak samo jak pozostali. Jego siostra się odnalazła, po tak długim czasie. Podeszła do naszego przyjaciela, a on wstał i się do niej przytulił. Rodzeństwo tak? Więc to znaczy mieć rodzeństwo i więź między nimi. W tej chwili coś mnie zabolało.

Wróciliśmy do miasta i poinformowaliśmy Vanesse o całym zdarzeniu. Ucieszyła się na widok Elesis. Tak, siostra Elsworda zwie się Elesis. Pani dowódca kierowała nas do swojej posady. Wszyscy byli jakby szczęśliwy, jednak nie ja. Nie miałem rodzeństwa, ostatnia osoba z mojej rodziny nie żyje i zostałem sam z linii krwi rodziny Seiker. Byłem smutny, a zarazem zazdrosny i wściekły. Ciężko było mi nadążyć za przyjaciółmi. Z tych rozmyśleń wyrwał mnie Elsword, który zauważył, że trzymam się z tyłu i nie interesuję się zbytnio tym, co się dzieje. Dla świętego spokoju prychnąłem, że jest wszystko w porządku.
W domu Vanessy wszyscy świetnie się bawili i rozmawiali. Z czasem Elsword i Elesis wyszli na zewnątrz porozmawiać, a ja wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni. Nie wiedziałem jak zachować się w takiej sytuacji. Z czasem wróciłem i byłem biernym uczestnikiem tego spotkania. Kilka minut potem, rodzeństwo jak i Aisha wrócili i znowu zaczęli ze sobą rozmawiać o wszystkim i o niczym. Dłużej nie mogłem tego znieść. Przeprosiłem ich i wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na poręczy i moje serce dłużej tego nie mogło znieść. Nieszczęśliwa, pełna smutku i bólu łza spłynęła po policzku. Elsword przyszedł za mną i chciał się dowiedzieć, co się dzieje. Nie chce się z tym rozpisywać i napiszę tylko tyle, że się pokłóciliśmy. Wróciłem do środka, skierowałem się do pokoju, które Vanessa przygotowała dla nas i tam sam cierpiałem z powodu tego, co się działo. Ojcze... dlaczego.

Rano wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta. Penentio bardzo był zszokowany widokiem Elesis. Gdy już się nacieszył z jej powrotu, udaliśmy się do jego czterech ścian i tam omawiał szczegóły treningu. Gdy skończył, poszliśmy do Camilli. Dostaliśmy listy, w których napisane było kto i gdzie będzie odbywać trening. Pożegnaliśmy się i poszliśmy swoim kierunkiem.
Zaskoczyło mnie trochę, iż moim nauczycielem na ten czas będzie oficer artylerii w Hamel, pan Mirr. Przypomniały mi się dawne czasy, gdy papa wziął mnie pierwszy raz na naukę posługiwania się Destroyerem. Wtedy też, był przy mnie Mirr i mi pomagał. Stare, dobre czasy...
Stanąłem przed bramą, która prowadziła do miejsca treningowego artylerzystów. Po kilku sekundach otwarto i wszedłem do środka. Miejsca nic, a nic się nie zmieniło. Jest tak samo jak 13 lat temu.
-Chung, dawno się nie widzieliśmy. Wyrosłeś za ten czas. - rozpoznałem ten głos. To był Mirr. Jak zwykle w białej zbroi Hamel z uśmiechem podszedł do mnie.
-Witam, Mirr. 
-Nie musisz być taki oficjalny chłopcze. Chodź, opowiem ci po krótce, co cię czeka.
Skierowaliśmy się do budynku i wąskimi korytarzami zmierzaliśmy do jego pokoju. Gdy się w nim znaleźliśmy, kazał usiąść, a sam zaczął czegoś szukać. Po jakimś czasie znalazł to co szukał i mi wręczył. Był to zwój papieru. Zapytałem go, co w nim jest napisane. Odpowiedział bym sam przeczytał. Rozwinąłem papier i zacząłem czytać. Zaniepokoiło mnie kilka rzeczy.
-To jakieś żarty?
-Nie, oficjalne powiadomienie od Penentia, po konsultacji z artylerzystami i samym nadzorującym władzę w Hamel.
-Dlaczego... dlaczego tylko taktyczni?!?!?
-Nie pytaj mnie, bo sam nie wiem. Główne powody jakie przedstawiali większość, to za duża siła amunicji, której używają wszyscy podobni do ciebie. Wiesz... Dzięki waszej ulepszonej głowicy, ataki są silniejsza, a załadowanie drugiego magazynka i wystrzelenie z niego amunicji jest śmiercionośne dla niektórych. Gdy ciebie nie było i toczyły się walki, były przypadki krytyczne, gdy ktoś z taktycznych zaczął używać drugiej amunicji. Był jeden śmiertelny. Dwoma pociskami zabił drugą osobę. Zrozum Chung, wasze amunicje są za silne i podlegają osłabieniu.
-Skoro tak, to czemu wysłannicy dostają takie ulepszenia? Oni będą gorszą zarazą jak taktyczni! - wzruszył bezradnie ramionami, a ja się zdenerwowałem jeszcze bardziej. Głowice naszych pocisków mają zostać osłabione, nauka dodatkowych kilku umiejętności, przeniesienie ostrzału artylerii do taktycznych, a wysłannicy w zamian dostają ostrzał artylerii quantum balista. Co? Nic z tego nie rozumiałem. Uderzenie artylerii... że niby moja klasa? Czytając dalej napotkałem się na coś jeszcze dziwniejszego. Podział Fieldu? No to już przesada. Assist shelling... co to znowu ma być? - Mirr, co to za umiejętność? - wskazałem palcem na papierze, o co mi chodzi. Przyjrzał się i odchrząknął.
-To jest coś podobnego do Markera. Tyle, że... Oznaczasz z dystansu przeciwnika, jednego. Są trzy serie ostrzału pociskami.
-Ah... więc o to chodzi.
Nie podobają mi się te zmiany. To niby ma być trening? Poważnie? Odebranie głównej siły nazywają treningiem?! Nie dość, że nie mam rodziny, to jeszcze będę słaby, niczym śmieć. Mirr oznajmił, że od jutra zaczynam trenować i uczyć się jak przygotować nową amunicję do Destroyera. Nie podobało mi się to...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz