Przez pierwszego przebiłem się Cornwellem oraz trzema co za mną leciały.
Jeden z nich próbował mnie złapać żałosne.. Zrobiłem unik przed jego
ręką i za jego plecami przywołałem Phantoma. Teraz zacznie się zabawa.
Robot został rozcięty na równe dwie części. Zostały jeszcze cztery.
Chung jednego wystrzelił dosłownie. Zająłem się kolejnym. Rzuciłem się
na niego z mieczami i pociąłem jak kartkę papieru. Gdy odwróciłem się
zobaczyłem iż jeden celował we mnie laserem. Spojrzałem na niego i już
miał strzelać gdy stracił głowę. Odwróciłem się do Chunga. Huh było
blisko. Dałem mu znać iż nic mi nie jest. Dostrzegłem iż za jego plecami
szykował się do ataku ostatni z przeciwników. Rzuciłem w jego stronę
mieczem. Idealnie w rdzeń napędowy. Lorien odwrócił się za siebie i
widział już tylko leżącego robota. Spojrzał na mnie i pokręcił głową.
Podszedłem i wyciągnąłem miecz. Wymieniliśmy się zdaniami i ruszyliśmy
dalej. W następnym pomieszczeniu znowu było kilka puszek. Szybko się
nimi zajęliśmy. Jednego przebiłem przez ścianę i przeszliśmy przez
otwór. Znajdowaliśmy się w głównym pomieszczeniu gdzie przeprowadzało
się badania. Spojrzeliśmy przed siebie. Na końcu stał doktorek, a Aisha
była przykuta do ściany, która była jakby generatorem. Zmierzyłem go
złowrogim spojrzeniem.
-Oddaj ją.
-Proszę proszę, kogo ja widzę. Były chłopak mojej pięknej. - Pogładził jej twarz.
-Zabieraj te brudne łapy od niej dupku.
- Skierowałem w jego stronę miecz. - Ona należy do mnie i nikogo więcej.
-Hahaha~ teraz należy do mnie i zrobię z nią co zechcę, a WY nie będziecie mi przeszkadzać w moim planie! - Krzyknął. Mało mnie to interesowało.
-Skoro nie chcesz mi jej oddać po dobroci to sam ją sobie wezmę. - Ruszyłem w jego kierunku.
-Nie byłbym tego taki pewien smarkaczu!
- Pstryknął palcami i otoczyło go nie wiem z 20 robotów. - Pozbyć się ich moje roboty!
Nie zważałem na ich liczbę, zabijałem każdego co mi się podłożył pod
miecz. Lorien cały czas mi pomagał i sam siebie pilnował. Ciężko mi się
walczyło gdy atakuje mnie na raz tylu przeciwników, a Cuttera ciągle
używać nie mogę. Rozwaliłem kolejnego robota i straciłem na chwile
czujność. Jeden z robotów swoją metalową łapą rozciął mi klatę
piersiową. Zalałem się krwią i słabo mi się przez chwile zrobiło. Złapał
mnie w swoją rękę jak jakąś zabawkę i ściskał; nie
chciał wypuścić. Jego uścisk był tak silny, że aż krzyknąłem z bólu.
Zaraz mi kości połamie... Starałem się uwolnić jednak to na nic.
Przywołałem mroczne umiejętności jednak nawet to nie pomogło. Lorien też
nie był w za ciekawej sytuacji. Dwóch atakowało go ciągle i nie miał
jak przeprowadzić ataku.
-Ammo!!
-Strzelaj do cholery
! - Aktywował tryb berserka odwrócił się plecami i użył swojego jednego z lepszych ataków.
-Dread Chase!
Wystrzelił pociski, które automatycznie niszczyły każdego robota jak i
pomieszczenie. Uklęknął i nie wiem co się z nim działo dalej. W końcu
roboty padł, a ja znowu byłem wolny. Constantin się odsunął i zakrył
twarz rękami. Unosił się pył kurzu. Pobiegłem szybko w jego kierunku.
Nie interesowało mnie że jestem poważnie ranny. Wskoczyłem na platformę
wyżej. Podszedłem do niego i wymierzyłem w niego Cornwellem. Stał tyłem
do mnie, jednak poczuł ostrze na sobie.
-To koniec psychopato.
Nie czekając dłużej użyłem na niego Blastinga. Krew rozprysła na
wszystkie strony, plamiąc platformę, urządzenia jak i mnie. Padł martwy
na ziemię, a ja tylko patrzałem jak zalewa się krwią. Gdy kurz opadł i
tynki z ścian opadły szukałem wzrokiem Chunga. W końcu go znalazłem.
Wygląda jakby wszystko było w porządku. Podszedłem do tego niby
generatora i rozciąłem kajdany które trzymały Aishę. Wziąłem ją na ręce i
zeskoczyłem na dół. Lorien podszedł do mnie. Oddałem Aishe w jego ręce i
upadłem na ziemię ledwo dysząc.
-Ammo..
- Położył rękę na moim ramieniu.
-Muszę... Odpocząć chwilkę..
Wydusiłem z siebie. Strasznie piekła mnie ta rana. Już nie krwawiła aż
tak ale nadal bolało jak cholera.. Odsiedzieliśmy trochę po czym
skierowaliśmy się do szpitala, albo Chung z Aishą skierowali się do
szpitala. Ja wróciłem do domu. Lorien kazał mi iść się przebadać jednak
nie czułem takiej potrzeby. Umierający nie jestem.. Gdy wróciłem do domu
moi lekarze się mną zajęli. Położyłem się w salonie a oni opatrywali mi
rany. Po kilku minutach zasnąłem z wyczerpania.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz