sobota, 29 września 2012

Wpis10

Przez pierwszego przebiłem się Cornwellem oraz trzema co za mną leciały. Jeden z nich próbował mnie złapać żałosne.. Zrobiłem unik przed jego ręką i za jego plecami przywołałem Phantoma. Teraz zacznie się zabawa. Robot został rozcięty na równe dwie części. Zostały jeszcze cztery. Chung jednego wystrzelił dosłownie. Zająłem się kolejnym. Rzuciłem się na niego z mieczami i pociąłem jak kartkę papieru. Gdy odwróciłem się zobaczyłem iż jeden celował we mnie laserem. Spojrzałem na niego i już miał strzelać gdy stracił głowę. Odwróciłem się do Chunga. Huh było blisko. Dałem mu znać iż nic mi nie jest. Dostrzegłem iż za jego plecami szykował się do ataku ostatni z przeciwników. Rzuciłem w jego stronę mieczem. Idealnie w rdzeń napędowy. Lorien odwrócił się za siebie i widział już tylko leżącego robota. Spojrzał na mnie i pokręcił głową. Podszedłem i wyciągnąłem miecz. Wymieniliśmy się zdaniami i ruszyliśmy dalej. W następnym pomieszczeniu znowu było kilka puszek. Szybko się nimi zajęliśmy. Jednego przebiłem przez ścianę i przeszliśmy przez otwór. Znajdowaliśmy się w głównym pomieszczeniu gdzie przeprowadzało się badania. Spojrzeliśmy przed siebie. Na końcu stał doktorek, a Aisha była przykuta do ściany, która była jakby generatorem. Zmierzyłem go złowrogim spojrzeniem.
-Oddaj ją.

-Proszę proszę, kogo ja widzę. Były chłopak mojej pięknej. - Pogładził jej twarz.
-Zabieraj te brudne łapy od niej dupku.
- Skierowałem w jego stronę miecz. - Ona należy do mnie i nikogo więcej.
-Hahaha~ teraz należy do mnie i zrobię z nią co zechcę, a WY nie będziecie mi przeszkadzać w moim planie! - Krzyknął. Mało mnie to interesowało.
-Skoro nie chcesz mi jej oddać po dobroci to sam ją sobie wezmę. - Ruszyłem w jego kierunku.
-Nie byłbym tego taki pewien smarkaczu!
- Pstryknął palcami i otoczyło go nie wiem z 20 robotów. - Pozbyć się ich moje roboty!
Nie zważałem na ich liczbę, zabijałem każdego co mi się podłożył pod miecz. Lorien cały czas mi pomagał i sam siebie pilnował. Ciężko mi się walczyło gdy atakuje mnie na raz tylu przeciwników, a Cuttera ciągle używać nie mogę. Rozwaliłem kolejnego robota i straciłem na chwile czujność. Jeden z robotów swoją metalową łapą rozciął mi klatę piersiową. Zalałem się krwią i słabo mi się przez chwile zrobiło. Złapał mnie w swoją rękę jak jakąś zabawkę i ściskał; nie chciał wypuścić. Jego uścisk był tak silny, że aż krzyknąłem z bólu. Zaraz mi kości połamie... Starałem się uwolnić jednak to na nic. Przywołałem mroczne umiejętności jednak nawet to nie pomogło. Lorien też nie był w za ciekawej sytuacji. Dwóch atakowało go ciągle i nie miał jak przeprowadzić ataku.
-Ammo!!

-Strzelaj do cholery
! - Aktywował tryb berserka odwrócił się plecami i użył swojego jednego z lepszych ataków.
-Dread Chase!

Wystrzelił pociski, które automatycznie niszczyły każdego robota jak i pomieszczenie. Uklęknął i nie wiem co się z nim działo dalej. W końcu roboty padł, a ja znowu byłem wolny. Constantin się odsunął i zakrył twarz rękami. Unosił się pył kurzu. Pobiegłem szybko w jego kierunku. Nie interesowało mnie że jestem poważnie ranny. Wskoczyłem na platformę wyżej. Podszedłem do niego i wymierzyłem w niego Cornwellem. Stał tyłem do mnie, jednak poczuł ostrze na sobie.
-To koniec psychopato.

Nie czekając dłużej użyłem na niego Blastinga. Krew rozprysła na wszystkie strony, plamiąc platformę, urządzenia jak i mnie. Padł martwy na ziemię, a ja tylko patrzałem jak zalewa się krwią. Gdy kurz opadł i tynki z ścian opadły szukałem wzrokiem Chunga. W końcu go znalazłem. Wygląda jakby wszystko było w porządku. Podszedłem do tego niby generatora i rozciąłem kajdany które trzymały Aishę. Wziąłem ją na ręce i zeskoczyłem na dół. Lorien podszedł do mnie. Oddałem Aishe w jego ręce i upadłem na ziemię ledwo dysząc.
-Ammo..
- Położył rękę na moim ramieniu.
-Muszę... Odpocząć chwilkę..

Wydusiłem z siebie. Strasznie piekła mnie ta rana. Już nie krwawiła aż tak ale nadal bolało jak cholera.. Odsiedzieliśmy trochę po czym skierowaliśmy się do szpitala, albo Chung z Aishą skierowali się do szpitala. Ja wróciłem do domu. Lorien kazał mi iść się przebadać jednak nie czułem takiej potrzeby. Umierający nie jestem.. Gdy wróciłem do domu moi lekarze się mną zajęli. Położyłem się w salonie a oni opatrywali mi rany. Po kilku minutach zasnąłem z wyczerpania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz