środa, 26 września 2012

Wpis14

Doszedłem w końcu na areny pvp. Poszedłem na losowanie, długo nie musiałem czekać. Arena - Zamek Robo, przeciwnik GA. Eh no łatwiejszego przeciwnika nie mogłem dostać. Walka szybko się skończyła. Kolejne już były bardziej interesujące. Podczas walk starałem się jak najmniej korzystać z umiejętności mrocznej strony, przynajmniej starałem się ograniczyć do przejęcia. Gdy zakończyła się walka ujrzałem na górze Aisha i Camille, które o czymś zaciekle dyskutowały. Podszedłem do nich.
-O czym tak dyskutujecie?
-A o babskich sprawach. - Odrzekła Aisha uśmiechnięta. W końcu mogłem zobaczyć jej uśmiech po tym wszystkim..
-Dobra to nie wnikam.. Aisha, przejdziemy się?
-Chętnie.
Udaliśmy się do naszego miejsca. Cisza, spokój - tego właśnie teraz potrzebowałem no i obecność bliskiej mi osoby. Staliśmy przytuleni do siebie.
-Elsword.. - Spojrzałem pytająco. - Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?
-A dokładniej co chcesz wiedzieć? - Oby jej o "to" nie chodziło...
-Wtedy.. Gdy zabiłeś tamtego mężczyznę.. Coś się z Tobą stało.. Przez chwile bałam się Ciebie..
-O to chodzi.. Jak Ci to powiedzieć.. Znalazłem sposób na zwiększenie swoich możliwości jednak jeszcze nie do końca to opanowałem.

-Ale ten mrok..
-Aisha wiesz, że korzystanie z moich zdolności przywoływanie dużej ilości Cornwelli zawdzięczam mrocznemu El, który jest w nim. Więc nie dziw, że otacza mnie mrok. - Ucałowałem ją w czoło.
-Tyle, że wcześniej nie był tak widoczny i złowrogi.. - Czemu ona jest taka bystra...
-Bo dużo wtedy walczyłem z potworami, a teraz nie ma ich i nie ma z kim walczyć. Dlatego ten mrok, który wtedy był wykorzystywany nie był widoczny w okół mnie, bo znikał zaraz po atakach, a teraz.. Jest uwięziony we mnie i muszę czasem uwolnić go, by nie było niepożądanych skutków..
-Przecież to Cornwell wstrzykuje w Ciebie ten mrok..
-Nie obwiniaj Cornwella, nie mogę pozwolić by miecz został całkowicie skażony, wtedy byłoby dużo gorzej, a tak jest dzielone między nami oby dwoma.
-Tak pewnie.. - Zapadła cisza. Tłumaczyłem jej to już więc skąd te pytanie. W ogóle co nagle ona się tym interesuje, podobnie Chung.. - Wspominałeś, że będą niepożądane skutki jak nie dasz mrokowi wyjść na zewnątrz. Co masz na myśli? - Spojrzała na mnie zmartwiona.
-Jeśli tego nie będę robić, wtedy mrok mną zawładnie i trzeba będzie mnie zabić byście wy i miasto byli bezpieczni. - Wtuliła się we mnie.
-Obiecaj mi, że do tego nigdy nie dojdzie..
-Obiecuję..
Tylko łatwiej powiedzieć jak zrobić. Odprowadziłem ją do mieszkania a sam wróciłem do siebie. Zbliżał się wieczór. Czytałem książki o tym wszystkim gdy wtedy miałem niespodziewanego gościa.
-Proszę proszę, kogo tu przywiało. - Czemu Sylph zawsze przychodzi do mnie kiedy go nie potrzebuję?..
-Musimy porozmawiać. - No tak rozmawiać tylko po to przychodzisz. Wskazałem ręką by usiadł.
-Więc o co chodzi?
-O to co zobaczyłem w Twej podświadomości. - 3 osoba która o to pyta? Coś jest nie tak..
-A niby co takiego zobaczyłeś?
-Dobrze wiesz o czym mówię, o mroku wewnątrz Ciebie.
-Powiem tak nie wtrącaj nosa w nie swoje sprawy. - Zdenerwował mnie no kij mu w oko co jest u mnie...
-Dlaczego nie chcesz nic o tym powiedzieć?
-A dlaczego do cholery się tym interesujesz? - Spojrzałem gniewnie na niego.
-Bo jesteśmy przyjaciółmi?
-Nawet jeśli to są rzeczy o których nie powinno się wiedzieć. Teraz wiem, że to Twoja sprawka.
-Niby co? - Zdziwiony? Jasne takie granie to sobie może...
-Nie udawaj idioty. Chung i Aisha dziś o to pytali zbieg okoliczności? Co Ty im naopowiadałeś co?
-Nic.
-Ta nic, jeśli to wszystko co chcesz ode mnie to idź już, bo o mojej podświadomości nie mam zamiaru dyskutować.
-Nie dasz sobie pomóc. Widać gołym okiem że masz problemy.
-Zamknij się i idź już! Zaczynasz mnie irytować powoli!
-Czym niby? Chęcią pomocy? Ammo daj sobie pomóc i powiedz w czym rzecz.

-Zamknij się!!! - Straciłem już panowanie nad sobą. Gniew i złość już całkowicie mnie ogarnęły a przez to... Moje drugie ja wyszło na zewnątrz. Lewa strona twarzy się zmieniła.
-Słyszałeś co powiedział? Idź stąd i nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. - Rozbrzmiał się jego głos w pokoju.
-Więc to "on" jest powodem tego wszystkiego. - Obserwował mnie bardzo uważnie.
-Wynoś się i daj mojemu Panu spokój.
-Panu? Skończ zgrywać posłusznego i wracaj do siebie. Nie potrzebuję Cię teraz. - Podświadomie powiedziałem to do niego i po chwili znikł.
-Sylph wyjdź i zostaw mnie w spokoju. A i nikomu o tym nie wspominaj, bo wtedy pożałujesz.
Bez słowa wstał i wyszedł. Aby raz ten nazoid zrobił coś pożytecznego. Gdy wyszedł wróciłem do swojego zajęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz