czwartek, 27 września 2012

Wpis6

Gdy rano wstałem od razu pierwsza myśl jaka mnie naszła to to co wczoraj z Aishą robiłem i te okrutne słowa,co wtedy mi powiedziała. Ja tak długo rady nie dam.. To jest silniejsze ode mnie. Brakuje mi jej.. Byłem strasznie załamany tym wszystkim. Zszedłem na dół i ku mojemu zdziwieniu Rena siedziała w salonie. Ciekawe po co ona tu przylazła.. Przeszedłem obok, przywitałem i skierowałem do kuchni. Jak oznajmiłem, co mają mi przygotować na śniadanie wróciłem do elfki. Usiadłem w fotelu.
-Co Cię tu sprowadza?

-Dowiedziałam się od Aishy co się stało. Przybiegła wczoraj w nocy do mnie cała zapłakana..
- Kurwa dobijaj mnie dalej.. - Powiedziała, co się dokładnie wydarzyło po Twoim powrocie.
-Rena nie wiem czy wiesz, ale pogarszasz jeszcze bardziej sytuację tym co mówisz. TY MYŚLISZ, ŻE MI JEST ŁATWO?!?!
- Podniosłem ton i nie wiem czemu łza mi spłynęła po policzku.
-Więc dlaczego się nie dogadacie jakoś.. Cierpicie oboje teraz.

-To jej wina nie moja! Wybrała misje ode mnie Rena!! Jakbyś Ty się czuła gdyby Raven wybrał misję od Ciebie?!!? - Spuściła głowę i milczała.
-Okropnie...

-Więc widzisz..
- Zakryłem twarz w rękach. - Ja na prawdę... Robiłem co mogłem by była szczęśliwa, by wiedziała,że kocham ją ponad życie własne, a ona... - Nie dokończyłem zdania, bo już dłużej nie mogłem nic powiedzieć. Jakby coś stanęło mi w gardle, słowa wydusić nie umiałem. Rena podeszła do mnie i przytuliła do siebie.
-Już spokojnie Elsword.. Gdy tylko zakończymy tę misję liczę,że jakoś się dogadacie..

Chciałem w to wierzyć, jednak to nie takie proste.. Ranę, którą ona mi zadała tak szybko się nie zabliźni.. Z czasem w końcu służący przyniósł moje śniadanie, jednak odechciało mi się już jeść. Rena pocieszała mnie jak tylko mogła bym nie popadł w dołek psychiczny. Z czasem pożegnała mnie i udała się kontynuować misję. Chciałem im pomóc jednak na samą myśl, że mam pilnować Aishę jak się tuli lub kto wie co jeszcze ona tam robi do tego dupka odechciało mi się. Z niechęcią zjadłem śniadanie i udałem się do Camilli. Najlepiej jak będę wyżywać się na manekinach albo prototypach jakiś. Podczas drogi wspomniało mi się iż miałem sobie nowy miecz dziś załatwić. Zmieniłem kierunek i udałem się do miejsc gdzie wyrusza się na sekrety. Poprosiłem o pomoc członków gildii. Szybko i sprawnie poszło. Gdy już zebrałem potrzebne materiały udałem się do Helen by wykuła mi nowy miecz. Dałem potrzebne materiały i po kilku godzinach wręczyła mi nową klingę. Byłem zadowolony z nowego ostrza oczywiście trza będzie ją przetestować. Podziękowałem i skierowałem się do Camilli. Chwała, że nie było w pobliżu Aishy i tego frajera, bo bym chyba na nim sprawdził nową zabawkę. Przywitałem się z nią i spytałem czy ma jakąś arenę treningową wolną. Odparła, że wszystkie zajęte. No nie wierzę... Przejrzałem listę aren, odganiała mnie, że nie mam prawa oglądać kto gdzie trenuje i wtedy ujrzałem arenę Techotyrana, na której trenowała Issabel. Od razu powiedziałem Camilli, że ma mnie tam wpuścić. Zaprzeczała i powiedziała, że tego nie zrobi. Poigrałem z nią trochę, aż w końcu mnie wpuściła. Gdy znalazłem się na arenie przeteleportowałem się na drugą stronę byśmy czasem nie starli się, bo jeszcze ją pokaleczę nową zabawką, a pierwszą osobę, która poczuje mój miecz będzie ten palant, który zabawia się z Aishą. Przywołałem Cornwella i szykowałem się do ataku. Wyczułem jej wzrok na sobie. Spojrzałem na nią. Uśmiechnęła się i dalej wróciła do trenowania. Zaśmiałem się po czym ruszyłem na przeciwników. Nie wiem ile czasu minęło, ale jak już miałem dość położyłem się na jednej z platform i starałem się wyciszyć w swoim sercu. Po dłuższym wylegiwaniu się poczułem czyjś cień nad sobą. Otwarłem jedno oko i dostrzegłem Isse.
-Chciałaś coś?

-Nie nic.
- Odrzekła z uśmiechem po czym usiadła obok mnie. Dźwignąłem się i też usiadłem. - Nowa klinga? - Patrzała na mój miecz co leżał na platformie niżej.
-Ta sprawdzam do czego jest zdolna.

-A możesz ściągnąć z niej avatar? Bo chciałabym przyjrzeć się z bliska, jeśli można..
- Hmm interesujące iż nagle się tak zainteresowała. No skoro już rozmawiamy to poigram sobie z nią.
-Nie, nie mogę.
- Wejrzała na mnie lekko rozczarowana. Uśmiechnąłem się do niej po swojemu, po czym odwróciła wzrok. - Nie musisz wszystkiego widzieć moja droga.
-Ciekawa jestem tylko wyglądu..
- Odrzekła po czym wpatrywała się w miecz.
-Ciekawość pierwszy stopień do piekła nie wiedziałaś? - Zeskoczyłem w dół i wziąłem do ręki ostrze. Przyjrzałam się avatarowi co miałem na nim. Naprawdę jestem szczęśliwy, że zakupiłem sobie takiego. Spojrzałem na nią. - To chcesz zobaczyć czy nie? - Zmierzyłem ją spojrzeniem. Zaśmiała się i zeskoczyła na dół. Podeszła do mnie. Odwróciłem miecz rękojeścią w jej stronę. Już miała go złapać, jednak odsunąłem miecz i ja ją złapałem i przybliżyłem do siebie. Jej ręce spoczywały na mojej klatce piersiowej, a ja bacznie jej się przyglądałem. Przez krótką chwile patrzeliśmy na siebie po czym odwróciła wzrok. Podobnie jak Aisha..
-Od początku to planowałeś...

-Nie skądże
. - Zbliżyłem się i wyszeptałem jej do ucha. - Czysty przypadek.
Nie zamierzałem robić jej nic więcej. Nawet gdybym chciał to bym nie umiał.. Puściłem ją, jednak ona ani o krok się nie oddaliła. Przypadek? Odgarnąłem jej włosy i mogłem w końcu zobaczyć jej pełną twarz. Urodą nie grzeszy jednak... Jednak moje serce i tak należy do Aishy, choćby nie wiem co się działo nie potrafię jej zdradzić. Chyba odpuszczę sobie szukania... Ale i tak chciałem się z nią zaprzyjaźnić by mieć zaufaną przyjaciółkę.. Która będzie w stanie mnie zrozumieć jak Chung.
-Wybacz jeśli wprawiłem Cię w zakłopotanie, ale chciałbym Cię bliżej poznać.

-Nie, nie szkodzi.
- Ruchem ręki poprawiła grzywkę i zasłaniały jej znowu połowę twarzy. Spojrzała na mnie. - Co do przyjaźni nie widzę żadnych problemów. Miło mi będzie móc się przyjaźnić z osobą Twojego pokroju. - Uśmiechnąłem się. Jak widać bycie znanym ma swoje plusy.
-To później się spotkamy. Teraz idę pozałatwiać niektóre sprawy.
- W porządku.

Pożegnałem się z nią i kazałem Camilli by mnie wypuściła. Od razu znalazłem się u niej i spojrzała na mnie. Pokręciła głową.
-Zazdrosna?
- Dogryzłem jej.
-Idź weź, jedno twoje spojrzenie czy przytulenie i każda dziewczyna Twoja.

-Widzisz urok osobisty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz