środa, 26 września 2012

Wpis15

Wziąłem książkę do ręki i od razu odłożyłem nie chciało mi się już nic. Schowałem książki i skierowałem się do drzwi wyjściowych. Na zewnątrz ciągle padało, pierwszy raz od dłuższego czasu. Wziąłem parasol i udałem się do Camilli. Była późna pora, jednak właśnie o tej porze mogę w spokoju potrenować by nikt tego nie widział. Zapukałem do drzwi mieszkania Camilli. Zaspana otworzyła.
-Co Ty tu robisz o tej godzinie? - Spytała po czym ziewnęła i oczy przetarła.
-Wybacz nie chciałem Cię obudzić, ale mam prośbę do Ciebie.
-O co chodzi?
-Wpuścisz mnie na arenę chce potrenować trochę.
-Trenować? O tej porze? - Przyglądała się uważnie. - Na pewno wszystko w porządku?
-Taaa? To jak będzie? Rano mnie wypuścisz, bo nie mam zamiaru wcześniej wychodzić.
-Dobrze no.. Skoro chcesz. - Wzięła klucze i udaliśmy się do sali treningowej. - Którą arenę chcesz?
-Duża z mała ilością platform.
-Hmm Robo dobrze, przeciwnicy. Ile chcesz?
-Tysiąc. - Wejrzała dziwnie na mnie.
-Dobrze to życzę miłej zabawy.
Wszedłęm na arenę, a ona wróciła do swojego mieszkania. Na początek 5 przeciwników. Przywołałem Cornwella i na razie walczyłem tylko nim, bez materializowania dodatkowych. Z czasem urozmaicałem ataki przez co przywoływałem więcej Cornwelli. Nie odczuwałem mrocznej strony.. Dziwne. Używałem na przemian Cuttera, Blastinga i Sword Fall'a i nadal nic się nie działo. Czyżby coś się zmieniło?
-Twoje nowe akcesorium.. Przekierowałeś mroczne mocy w ten przedmiot dlatego nie odczuwasz tego na sobie, bo absorbuje cała mroczną moc.
Rozległ się głos Cornwella. Więc to tak. Skoro mogę już tak walczyć to teraz czas nauczyć się opanować przejęcie. Przywołałem mroczne moce. Lewa strona twarzy znowu uległa zmianie, czułem iż moja siła i możliwości się zwiększyły. Ruszyłem na kolejnych wrogów. Siła ataków Cornwella zmieniła się jak i ilość materializowanych Cornwelli. Teraz odczuwałem iż mrok chciał mną zawładnąć i właśnie to jest głównym problemem i muszę coś z tym zrobić. Muszę za wszelką cenę zrobić tę miksturę i sprawić by mroczne ja było mi posłuszne już na zawsze. Pokonałem ostatnich przeciwników i odwołałem mroczne moce. 

Strasznie byłem zmęczony po dłuższym korzystaniu z nich.. Wbiłem miecz w ziemię, Cornwella odwołałem i położyłem się na ziemi. Mam teraz konkretny cel, zadanie, które muszę wykonać dla dobra swojego i przyjaciół. Mam nadzieję, że aż tak źli nie będą z powodu tego iż nie spotykam się z nimi ani o niczym nie mówię. Obym ich tylko nie stracił przez to.. Martwiło mnie to wszystko.. Z czasem zasnąłem wyczerpany.

-
Jak myślisz staruszku uda nam się? - Spytałem wertując kartki książki.
-Jeśli Ci zależy to się uda. Mówiłem że zawsze będę Cię wspierać. - Odrzekł czytając inna książkę. Miałem już dość tego położyłem się jak długi na stole.
-Nie chce mi się czytać tego po raz setny już chyba..
-W takim razie odpocznij, nikt Ci nie każe tego czytać.
-Tobie to się łatwo mówi..
-Odpocznij chłopcze, resztę zostaw mnie. Zajmij się sobą i przyjaciółmi. Jak znajdę informacje, gdzie szukać potrzebnych składników to Cię powiem.
-Dobra, dobra...

Leżałem na czymś miękkim i ciepłym. Ktoś łagodnym ruchem ręki głaskał mnie po głowie. Otwarłem oczy i zobaczyłem Aishę, która siedziała koło mnie. Patrzała na mnie zatroskanym spojrzeniem.

-Co Ty robisz po nocach?
-Trenuje. - Odrzekłem i wbiłem wzrok w okno. Na zewnątrz ciągle padało.
-Głupi jesteś. Chcesz się sam wykończyć.
-Przynajmniej będziesz miała spokój jak mnie nie będzie. - Uderzyła mnie w głowę. - Ejże... - Złapałem się za bolące miejsce i spojrzałem na nią.
-Nigdy więcej tak nie mów! - Krzyknęła. Usiadłem na łóżku i przytuliłem ją do siebie.
-Mówiłem Ci, że do końca będę z Tobą nawet jakby świat miał się zawalić. - Nastała cisza, jedynie słychać było krople deszczu co uderzały o szybę.
-Jak Ci z "tym" idzie?
-Dobrze, jednak nadal nie osiągnąłem to, co zamierzam.
-Szkoda, że nie mogę Ci jakoś pomóc... - Odrzekła smutnym tonem.
-Ty mi ciągle pomagasz i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. - Wtedy przypomniało mi się o czym wczoraj, znaczy dziś w nocy rozmyślałem. - Aisha.. Powiedz mi.. Czy jesteś zła na mnie za to iż nie spędzam z Tobą czasu? - Wejrzała na mnie i dotknęła moje twarzy.
-Nie, bo wiem, że masz teraz dużo ważniejsze sprawy na głowie. Obiecałeś, że sobie z tym poradzisz, więc będę czekać.
Ulżyło mi po tych słowach. Wstaliśmy, po czym ja zabrałem miecz, a Aisha otworzyła parasol. Wyszliśmy na zewnątrz. Skierowaliśmy się do miasta, po drodze podziękowałem Camilli, że się mną zajęła. Podczas spacerowania po mieście spotkaliśmy Chunga, który kupował amunicje do swojej broni.
-Siema Chung. - Odwrócił się do nas i uśmiechnął
-Cześć, co wy na spacer się wybraliście w taka pogodę? - Zapłacił i zabrał swój zakup.
-Powiedzmy.. Że idziemy do kawiarni, idziesz z nami?
-No mogę o ile nie będę wam przeszkadzać. - Wejrzał na Aishę.
-Nie będziesz nie bądź głupi. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
Odrzekła z uśmiechem Aisha, ciągle przytulona do mojeo ramienia. Razem udaliśmy się do naszej ulubionej kawiarni i zajęliśmy pierwszy lepszy stolik.
-Ja stawiam więc możecie wybierać co chcecie.
-No skoro stawiasz to tak...
-Elsword Ty to świnia jesteś. Wykorzystujesz dobrą wolę Chunga.
-Proszę Cię, dla mnie to nie problem płacić za siebie, Ciebie czy przyjaciół.
-Aisha, Ammo już nie raz postawił mi.. No nie ważne. - Zaśmiałem się, a Aisha patrzała to na mnie to na Chunga.
-O czymś nie wiem?
-Nie, nie.. - Wymieniliśmy się spojrzeniami z Chungiem i zaczęliśmy się śmiać.
-Czuje się nie w temacie...
-Dobra to co chcecie?
-Może to co wtedy?
-Hahaha, może lepiej nie. - Znowu śmialiśmy się i wtedy Aisha uderzyła mnie w ramię.
-No za co?
-Wiesz za co... - Znowu strzela swoje fochy.
-No nie złość się. Jak Chung zdał test to tu świętowaliśmy jego awans.
-Ta a mnie nie zaprosiliście..
-W sumie tylko w dwóch świętowaliśmy. Nie chciało się nam zbierać reszty.
-Właśnie.
-Pff.... - Założyła ręce, noga na nogę i siedziała obrażona na cały świat.
-Aisha, więc co zamawiasz?

-Hmm. - Zerknęła na menu. - Gorącą czekoladę, ciastko, deser z owoców, sok pomarańczowy. - Chung zbladł i wyglądał jeszcze gorzej jak w swojej własnej karnacji.
-Ja nie będę Cię tak obciążać wydatkami i chce cappucciono.
-Jakieś problemy? - Wejrzała Aisha na mnie a potem na Chunga.
-Nie żadne. - Stała się strasznie drażliwa. Wszystkiego się czepia.
-Dobrze to czekajcie.
Chung wstał i poszedł zamawiać,a ja wpatrywałem się w okno. Nie lubię takiej pogody.. Po kilku minutach wrócił.
-Zaraz przyniosą.
-Ile Cię to wykosztowało?
-Nie pytaj...
-Mówiłeś, że stawiasz to masz.
-Mówię Ci nigdy nigdzie nie idź z nią, bo zbiedniejesz o połowę.
-No wiesz co. - Znowu uderzyła mnie w ramię. - Bo sobie pójdę. - Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem jak to miałem w zwyczaju i zaraz się uspokoiła.
-Właśnie teraz mi się przypomniało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz