środa, 26 września 2012

Wpis15

Godziny mijały, nastała już noc, a ja siedziałem i czekałem, aż w końcu wyjdą i powiedzą, że wszystko z nią w porządku. Zdenerwowany byłem, martwiłem się, że przeze mnie może zginąć. Czekałem i czekałem, gdy w końcu wyszedł jeden z lekarzy.
-I co z nią? - Spytałem zmartwiony.
-Przykro mi, ale na razie trudno mi ocenić, co z nią będzie. Ma poważne obrażenia, nie wiem czy z tego wyjdzie.. - Odrzekł.
-No to zróbcie coś! Od tego przecież jesteście! - Podniosłem ton. I oni śmią nazywać się lekarzami!?
-Robimy, co możemy. Proszę odpocząć w swoim domu. Jak tylko jej stan będzie stabilny od razu Cię powiadomimy.
-Nie wrócę do domu dopóki nie będę mieć pewności, że wszystko z nią w porządku.
-Rozumiem Twoje zmartwienie, ale sam jesteś wykończony, dlatego proszę..
-Zostaje tu i koniec tematu. - Odwróciłem się i usiadłem na krzesło.
Lekarz spojrzał na mnie z wyrozumiałością i wrócił do sali, gdzie znajdowała się Aisha. Siedziałem znudzony i zmęczony, aż w końcu zasnąłem. Obudziłem się rankiem w swoim pokoju. Byłem zdziwiony, jak ja się tu znalazłem, jak byłem w szpitalu. Wyszedłem i zapytałem służbę, co się stało. Odpowiedzieli, że przyniósł mnie tu mój przyjaciel Raven, w towarzystwie Reny. Czyli się dowiedzieli i przyszli zobaczyć, co z Aisha.. Będę musiał podziękować im za to, co dla mnie zrobili do tej pory. Zapytałem, czy ktoś z szpitala przyszedł z wiadomością jakąś. Odparli, że żadna wiadomość tu nie dotarła. Załamałem się.. Wszystko idzie nie tak jak chciałem. Chciałem prowadzić normalne życie, bez żadnych problemów, a tu... Wróciłem do swojego pokoju i tam położyłem się. Rozmyślałem nad wszystkim, co się wydarzyło, wspominałem czasy, gdy razem z barbie walczyliśmy i spędzaliśmy razem czas. Na samą myśl, że to koniec, że już nigdy jej nie zobaczę ogarnia mnie strach i głęboki smutek. Łzy spłynęły mi po twarzy... http://www.youtube.com/watch?v=WjJumtieg4w
Nastało już popołudnie i nadal żadnych wieści, co z Aisha.. Odechciało mi się żyć.. Nigdy nie chciałem by przeze mnie, przez mój błąd na polu walki, czyjeś życie było zagrożone. Wtedy do pokoju ktoś wszedł. Podniosłem głowę i ujrzałem Rene, a za nią resztę przyjaciół.
-Po co przyszliście? Jak pocieszać mnie, to nie chcę lub wmawiać, że to nie moja wina. Jeśli taki był wasz cel przyjścia to możecie wyjść. - Odrzekłem zrezygnowanym tonem i z powrotem położyłem głowę na poduszkę.
-Elsword martwimy się o Ciebie jak i o Aishę, tyle, że z Tobą już wcześniej było coś nie tak.. - Odrzekła zatroskanym głosem Rena.
-Tyle razy rozmawialiśmy o tym. Walczymy przeciw złu, a nie dla niego, a Ciebie poniosło gdy zabili Ci zwierzaka. Takie coś jest niewybaczalne. - Odrzekł stanowczym głosem Raven. Rena od razu go nadepnęła swoim obcasem. Raven zagryzł wargi i starał się nie wydawać żadnych odgłosów. - Nie słuchaj go jak zwykle nie umie zrozumieć innych. - Spojrzała na niego z gniewem. Coś tam mówili między sobą, w sumie nie chciało mi się przysłuchiwać.
-Rena.. Raven ma rację, popełniłem błąd, przekroczyłem tę granicę, którą obiecałem sobie, że nie przekroczę. - Odparłem by w końcu już wyszli i zostawili mnie samego.
-Tak się użalasz nad sobą i w ogóle. Jakoś wcześniej nie dawałeś oznak, że jesteś taki słaby. - Odrzekł Chung
-Hm? Powtórz, co powiedziałeś. - Lekko mnie zirytował tym co powiedział, albo się przesłyszałem.
-Powiedziałem, że stałeś się słaby. - Spojrzałem na niego z złością i wtedy usłyszałem głos w mojej głowie.
-Taki smarkacz będzie Ci mówić, że jesteś słaby? Jesteś dużo silniejszy od niego i możesz być silniejszy jeśli tego zapragniesz..
-Nie chce już nic więcej od Ciebie, więc wracaj do siebie i nie wtrącaj się do mojego życia.
-Żyję razem z Tobą czyżbyś zapomniał?
-Tak żyjesz, ale w cieniu i tam jest Twoje miejsce. Nigdy więcej nie ingeruj w moje życie, bo pożałujesz.
-Hahaha... Zobaczymy jeszcze mój drogi chłopcze, kto pierwszy do kogo przyjdzie.
Gdy skończyłem podświadomą rozmowę, patrzałem nadal w stronę Chunga jednak tym razem gniew i złość mnie opuściły.
-Tak masz rację jestem słaby, ale Ty jesteś słabszy ode mnie. - Wzruszyłem ramionami. - Raczej to się nigdy nie zmieni.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. - I takiego właśnie Cię pamiętam. - Podrapałem się po głowie.
-Eh masz rację zmieniłem się, jednak.. To już przeszłość. - Spojrzałem w okno i się uśmiechnąłem do siebie.
Atmosfera zrobiła się lżejsza i wszyscy byli już spokojni, że wróciłem do siebie. Jednak nadal Aisha.. Spojrzałem w ich stronę.
-Wiecie może co z Aishą?
-Niestety jeszcze nie wiadomo. Lekarze ciągle przy niej są. - Odrzekła Rena.
-Rozumiem.. - Spuściłem głowę w dól. Chciałem by wróciło wszystko do normy..
Wtedy do pokoju wszedł jeden z służących i powiedział nam, iż kazali przekazać z szpitala, że nasza koleżanka ma się już dobrze. Wszyscy byli szczęśliwi, a mi ulżyło i to bardzo słysząc te wieści. Więc będzie jak dawniej.. Taka mam nadzieję.
-To co idziemy odwiedzić nasza Aishę? - Spytała uradowana Rena.
-Pewnie. - Odrzekł Chung i już wychodzili, gdy ja nadal siedziałem na łóżku. - A Ty nie idziesz? - Spytał.
-Nie.. Mimo, że się cieszę, że wszystko z nią w porządku i chce ją zobaczyć, to jednak nie czuje się na siłach, by spojrzeć jej prosto w oczy po tym wszystkim.
-Wiesz.. Coś mi się widzi, że to właśnie Ciebie chce zobaczyć najbardziej po tym wszystkim. Nie zapominaj, że jesteś szczególnie dla niej ważny. - Po tym, co powiedział dołączył do reszty i udali się do szpitala.
Może ma rację, może nie.. Boję się jej reakcji, gdy mnie zobaczy.. Przeze mnie przechodziła przez te wszystkie rzeczy.. Jednak i tak w końcu będę musiał iść do niej przeprosić i w ogóle.. Eh to się wkopałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz