środa, 26 września 2012

Wpis13

Z rana wraz z towarzyszami z gildii udałem się na Henira. Pomimo tego, co się wydarzyło muszę jednak z czegoś żyć. Już trochę ochłonąłem po tym wszystkim, jednak nadal.. Pustka pozostała.. Nie wdawałem się zbytnio w żadne dyskusje, w sumie mało mnie obchodziło, co się działo w okół mnie. Pomogłem kilku osobom w misjach i wróciłem do siebie. Zdziwiłem się, że nigdzie Aishy nie ma. Pewnie znowu łazi z Reną po sklepach.. Spokojnie odpoczywałem w moim ogrodzie, powoli wszystko układałem. Będę musiał przeprosić barbie jak i innych za moje zachowanie, no poza blondasem. Wtedy ni stąd, ni zowąd pojawiła się Rena. Spojrzałem na nią i spytałem:
-A Ty coś taka zmachana? Gdzie Ci się tak spieszyło?
-Jest... Problem...
-To znaczy jaki? -Spytałem. Ciekawe co teraz się wydarzyło.
-Chodzi o.. Aishę. Wczoraj udała się do Frozen Water Temple po waszej walce i do teraz nie wróciła. Martwię się o nią.. - Odparła zmartwionym tonem.
-Idiotka.. Czemu w ogóle sama tam poszła? - Zdenerwowałem się. No trzeba być naprawdę nienormalnym, by samemu tam iść. - Pójdę po nią.
-Dziękuję Ci bardzo. - Uśmiechnęła się, a ja udałem się do "lodowej krainy". Wspomnienia wracają..
Pobiegłem do Penentio zgłosić, że tam się udaje jej poszukać. Jak tylko to odnotował ruszyłem przed siebie. Przemierzałem zamarznięte ścieżki, nikogo nie było. W sumie dobrze, że pusto mam pewność, że wytępiłem tę zarazę. Gdy zbiegłem z zamarzniętego mostu usłyszałem w oddali, że ktoś tam jest. Szybko się tam udałem. Zobaczyłem tam Aishę, od razu mi ulżyło, że nic jej nie jest. Pozbyłem się tego nie wiadomo czego. Barbie nie mogła uwierzyć, że tu przyszedłem po nią.
-Co Ty tu robisz? - Spytała zdziwiona.
-Domyśl się... Porozmawiamy sobie jak wrócimy. - Skierowałem się do wyjścia. - Idziesz czy tu zostajesz?
-Już.. Ale..
-Jakie znowu ale?
-Avalanche się odrodził. - Odparła zmartwiona.
-No nie.. Chyba ostatnio zbyt łagodnie go potraktowałem. To pozbędziemy się go. - Odrzekłem.
Skierowaliśmy się prosto do tego kościotrupa i zaczęliśmy go atakować. Łatwo szło, jednak potem znowu uciekł i zaczął atakować nas lodowymi strzałami. Szkoda, że nie da się tak szybko go zabić. Unikałem bez problemu tych jego marnych ataków, jednak Aisha miała lekkie problemy z tym. Odepchnęło ją do tyłu i wtedy spuścił na nią deszcz sopli lodowych. Odwróciłem się i szybko pobiegłem w jej stronę. Aisha spojrzała w górę, zamarła w miejscu.
-Co Ty robisz? Uciekaj stamtąd! - Krzyknąłem do niej, jednak było już za późno.
Wszystko runęło na nią, a ja.. znowu.. na moich oczach... Wiele myśli przechodziło mi przez głowę, wspomnienia.. I zadałem sobie najważniejsze pytanie: Czy ja jestem taki słaby, że nawet nie umiem obronić własnych przyjaciół? Co się ze mną stało, że popełniam takie błędy? Podbiegłem do niej i sprawdziłem czy żyje. Ręce trzęsły mi się z strachu.. Strachu przed utratą bliskiej mi osoby. Wyczułem słabe oznaki życia. Jak najszybciej muszę udać się do Hamel. Jednak wcześniej.. Skierowałem pełen gniewu spojrzenie na Avalanche. Jeśli on jest martwy niech tak pozostanie, ale niech nie zabiera moich przyjaciół ze sobą! Wstałem i zakończyłem jego żywot na tym świecie raz, a do porządku. http://www.youtube.com/watch?v=zJtsrkE7Ytg
Zabrałem Aishę i szybko udałem się w kierunku do Hamel. Ciągle sobie powtarzałem, że zdążę, żeby wytrzymała jeszcze trochę. Przez moją głupotę i słabość.. Gdybym był silniejszy, nie doszłoby do tego..
Wróciłem do Hamel i szybko udałem się do pobliskiego szpitala. Tam ją zabrali i zajęli, a ja czekałem.. Czekałem, aż wyjdą i powiedzą mi, że ona żyje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz