środa, 26 września 2012

Wpis18

Gdy już Aisha skończyła po części mnie leczyć udaliśmy się razem do salonu. Tam cała trójka spoglądała na mnie zmartwionym wzrokiem. Usiadłem w fotelu(cud, że nie został zniszczony jak i inne meble, tylko szyby, drzwi i moje schody..), Aisha usiadła obok. Nikt się nie odzywał, nastała martwa cisza, od czasu do czasu, odłamki szkła spadały na ziemię.
-Więc.. Co chcecie wiedzieć? - Nie chętnie zadałem im to pytanie.
-Wszystko? Może od początku do końca..
-Początek znacie, środek też..
-To koniec?
-Potrzebuje składników z tej listy by zrobić miksturę, a jak ją zrobię to wtedy zapieczętować mroczne ja i tyle.

-I tyle tak... A może powiesz coś więcej o "tym" czymś.. - Wejrzałem na nią.
-A niby co mam Ci więcej powiedzieć? Chyba sama widziałaś..
- Założyłem ręce.
-W jakim stopniu umiesz to kontrolować?

-Na oko czterdzieści pięć procent.
-Czterdzieści pięć procent? CZTERDZIEŚCI PIĘĆ PROCENT!?!? Elsword korzystając z tego sam siebie możesz zabić, czy tam nie wiadomo nawet co może się wydarzyć. - Się nagle zaczęli interesować. Jakoś wcześniej nie mieli problemów jak zamiatałem potworami ziemię.
-Trudno, poza tym powiedziałem Cornwell'owi, że mogę z tym żyć i nie przeszkadza mi to. Jakbym miał kogo zabijać to, by nie było żadnych problemów.
-Czyli potrzebujesz krwi potworów by te drugą stronę zaspokoić, że tak ujmę?
-Ta.. - Wole nie wiedzieć, co teraz myślą, bo wychodzi na to, że jestem fanatykiem krwawych walk.. Nie moja wina, że muszę płacić taki koszt za nowe moce.
-Dobrze, więc pomożemy Ci zebrać składniki, tylko powiedz nam gdzie ich szukać i co dokładniej brakuje.

-Powiedziałem, że sam się tym zajmę i nie musicie mi pomagać. Wystarczy mi, że będziecie czekać aż to się zakończy.
-Zapomnij. Teraz Cię na pewno nie zostawimy.
-Rena, ja nie chce was skrzywdzić. - Nie rozumie ona, że nie chce ich krzywdzić? Będąc w moim pobliżu narażeni są, że coś im zrobię.
-To pójdziemy osobno tak by nie było żadnych kłopotów.
-Osobno? Rena przecież on.. - Uderzyła Ravena w głowę i o czymś dyskutowali. W między czasie Aisha usiadła mi na kolana i się przytuliła.
-Wierzę, że dasz sobie z tym radę. - Wyszeptała mi do ucha.
-Też mam taką nadzieję. - Sylph obserwował mnie, albo raczej lewe oko. Najwyraźniej czegoś szukał. Olałem sprawę w sumie. Dziwny jest i zawsze wszystko dokładnie bada..
-Dobrze, więc jak Ammo, pozwolisz nam zebrać część składników? - Jacy oni są uparci... Przyjaciele... Eh jednak cieszę się, że ich mam i chcą mi pomóc po tym wszystkim.. Myślałem, że odsuną się ode mnie przez to wszystko, a jest na odwrót.
-No.. Skoro tak chcecie to niech wam będzie. - Rena się uśmiechnęła, Raven złapał się głowę, a Sylph spuścił ze mnie ten badający wzrok.
-Więc gdzie mamy szukać i czego dokładnie? - Spytał Raven, opanowany jak zwykle. Dostrzegłem jednak w nim zmianę. Zaufanie? Hmm chyba to będzie to..
-Póki co czekam aż Cornwell coś znajdzie..
-Cornwell? - Spytała zdziwiona Rena, no teraz to mnie powaliło. Nie raz im mówiłem że Cornwell to nie jest zwykły miecz, tylko miecz z duszą, więc skąd te zdziwienie?
-Rena proszę Cię, tłumaczyłem to kiedyś..
-Jak będziesz wiedzieć co z tymi składnikami to daj nam znać.
-Pewnie.. - Sylph rozejrzał się po zdemolowanym salonie.
-Liczę, że szybko ogarniesz ten burdel. - Wszyscy zaczęli się rozglądać. Wyglądało jak po wojnie. Zbladłem trochę jak zobaczyłem stan salonu
-No.. Myślę, że za kilka dni..
-Mnie martwi ile to Cię będzie kosztować..
- Odrzekła z smutkiem Aisha.
-Ta, Ty się martwisz o to, że nie będę miał za co Ci kupować prezenty czy zabierać gdzieś.. - Wejrzałem na nią kątem oka. Rozglądała się dalej po salonie uderzyła mnie w głowę. Syknąłem z bólu.
-Oh wybacz mówiłeś coś? - Spojrzała na mnie rozbawiona.
-Nie nic...
- Odrzekłem chłodno.
-Nie martw się Elsword, Raven pokryje koszty schodów. - Wyparzyła Rena z tym stwierdzeniem
-Co?- Wejrzał na nią osłupiały. - Chyba Ci coś na głowę siadło. - Zacisnęła dłoń w pięść i stanęła nad nim.
-Zniszczyłeś jego własność, więc będziesz pokrywać koszty! Jak się dowiem, że nie zapłaciłeś za nie to wtedy módl się bym Cię nie znalazła! - Wykrzyczała w jego stronę. Zaczęli znowu się kłócić, Rene tak poniosło, że go pobiła nawet. Nawet nie chciało mi się ich rozdzielać, bo komicznie to wyglądało. Aisha śmiała się po cichu, a Sylph tylko patrzył co oni wyprawiają. dziwne on i nie rozdzielać kłócących się?
-Dobrze, to będziemy się zbierać. Jutro nam powiesz co i jak z tymi składnikami
Po chwili cała trójka kierowała się do wyjścia. Jednak zanim wyszli Raven powiedział, że jak będę wiedzieć ile kosztuje naprawa to mam mu dać znać. Czyli Rena ma na niego ogromny wpływ jak widać. Zostałem z Aishą i rozwalonym salonem..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz