środa, 26 września 2012

Wpis7

Tak więc wieczorem siedziałem i kończyłem mój plan na Chunga. Był tak idealny, że nie ma bata by się nie udał. Ktoś zadzwonił do domu. Z chowałem zeszyt i udałem się otworzyć drzwi. Jednak Emila mnie wyprzedziła.. No ale w sumie od tego są lokaje. To była Aisha. Chwała Bogu że z chowałem, bo by się od razu do niego dobrała.
-Ellll-sword. - Podeszła do mnie w podskokach i rzuciła na szyje.
-Już się stęskniłaś? - Przytuliłem ją do siebie.
-No i to bardzoooo... - Z jednej strony cieszyłem się, że przyszła i spędzimy trochę czasu ze sobą ale z drugiej strony.. Muszę przygotować wszystko na Chunga.. Kurde muszę coś wymyślić by nie wzbudzić podejrzeń.
-Aisha.. Wybacz ale dziś nie będę mógł Ci poświęcić dużo czasu. Zmęczony jestem..
-Cooooo - Odparła z grymasem i wejrzała błagalnym spojrzeniem.
-No nic na to nie poradzę..
-A ja tak się cieszyłam, że spędzimy trochę czasu ze sobąąąą.... Pewnie już Ci się znudziałaaaaam... I masz kogoś innegoooo.. - Znowu jej gierki, kurde i człowieku weź tu wybierz przyjemność z dziewczyną, czy przyjemność uprzykrzenia komuś życia.
-Skarbie jutro będę tylko Twój. Obiecuję.
-Tak?
-Tak
-Tylko mój? Na calutkiiiiii wieczór?
-Nawet od południa.
-Hmmmm. - No zgódź się!!! - No niech Ci będzie ale..
-Hm?
-Masz mi coś kupić w zamian za dziś.
-A na co masz ochotę?
-A nie wiem, nie wiem. - Zaśmiała się. - Pozostawię decyzję Tobie.
-Hmm coś się wymyśli.
-No to idę, ale wcześniej.. - Pocałowała mnie, a jako że dawno nie miałem okazji skosztować smaku jej ust przedłużyłem trochę pocałunek. Po dłuższym czasie dopiero ją puściłem.
-Teraz możesz iść. - Uśmiechnęła się do mnie i kierowała się do drzwi.
-Jutro liczę, że dobrze zaplanujesz czas spędzenia go ze mną.
Zaśmiałem się pod nosem. Jutro sobie pozwolę na trochę przyjemności. Zabrałem się do przygotowania potrzebnych mi rzeczy na Chunga. "Bezbronny władco Cornwelli" ja mu dam do cholery. Ja mu jutro powiem "bezbronny władca działa". Po kilku godzinach przygotowałem wszystko co trzeba. Jak z Reną udam się do niego o 3 w nocy.
Godzina 3. Wraz z torbą gdzie miałem naszykowane potrzebne mi materiały wkroczyłem do domu Chunga. Kurde ten to ma chate...

Aż szkoda niszczyć budynku, czy cokolwiek wewnątrz. Zresztą.. Mnie interesowało głownie jego działo, zbroja i amunicja. Po kilku minutach znalazłam to, czego szukałem. Działo ma całkiem niezłe, a co się stanie, gdy wlejemy do niego trochę soku pomidorowego. Gotowe tyle wystarczy, teraz amunicja, gdzie on ją ma. O tutaj. Wziąłem otwarłem i wysypałem proch, który się w nich znajdował, zamiast nich wsypałem z krystalizowane kryształy soli, które wcześniej rozdrobniłem. Teraz zbroja. Wlejemy wody do niej. Oby tylko wytrzymało do rana jak przyjdę. Dobrze wszystko gotowe. Wyrobiłem się szybciej jak z Reną. Dobrze, więc dziś go odwiedzić mniej więcej o 9, bo wtedy wstaje.
Rano godzina 8:30
Dobrze, więc czas udać się do Chunga! Szedłem sobie spokojnie do niego, jak do kolegi w odwiedziny. Zadzwoniłem i wpuściła mnie do wnętrza domu jego służba. Skierowali mnie do jadalni, bo tam przebywał mój przyjaciel.
-Yo.
-Cze.
-Co tam młody?
-Jesteśmy w tym samym wieku... Nic właśnie mam zamiar iść powalczyć trochę na pvp.
-A mogę się zabrać z Tobą?
-Pewnie.
Udaliśmy się do pokoju gdzie znajdowała się jego broń i zbroja. Pod działem zobaczyłem czerwoną plamę.
-Co to jest? - Chung wejrzał i razem podeszliśmy do działa.
-No pięknie. Ktoś wlał coś do mojego działa. To sobie powalczyłem.. - Posmutniał trochę.
-Może ogarniemy to i zadziała dziś.
-No można, ale muszę wystrzelać ten płyn. - Wystrzelać? Hahaha, a będzie się działo.
-Wystrzelać?! Niby gdzie?
-Tam o. - Wskazał na dalszy pokój. Poszliśmy tam. Ale on ma wypasioną sale treningową...

-Ah jeszcze amunicja. - Wrócił się po nią, a ja starałem się nie śmiać z tego. Po chwili wrócił i załadował do działa amunicje. Teraz będzie jazda.
-To może lepiej się odsunę...
-No lepiej tak. - Odsunąłem się i pierwszy wystrzał. Poleciała czerwona plama prosto w szybę. W sam środek.
-Ale Ty masz cela stary.
-Się wie. - Wystrzelił drugą, trzecią i nagle wybuchło coś w dziale i wyprysnęło zarówno amunicja jak i płyn w nim prosto na Chunga.
-Hahahah. - Nie mogłem ze śmiechu. W jednej chwili stał się mikołajem.
-Bardzo... Śmieszne... - Odstawił działo i zaczął wycierać swoją twarz. Następnie wziął działo i potrząsnął nim. Ostatnie krople płynu wyleciały - W końcu pusty. Teraz go umyć.
-Hm to może ja wrócę do domu? Chyba dziś kicha z wszystkiego.
-Na to wygląda... - Spojrzał bezradnie na swoją broń.
-To narka. - Skierowałem się w stronę wyjścia i ujechałem na czymś na podłodze i się przewróciłem. Kurde sam wpaść w własną pułapkę.. Chung podbiegł w moją stronę.
-Co się stało? - Pomógł mi wstać.
-Nie wiem.. - Wejrzeliśmy na zbroje, z której ciekła woda i jak sroki z dziwnym spojrzeniem patrzeliśmy na nią.
-Aaaa.. aha?
-Em no to, ktoś majstrował chyba przy Twoim sprzęcie.
-Jakiś kretyn o małym móżdżku chyba.. - Aż się we mnie zagotowało. Czekaj no jak Ci skopie 4 litery na pvp
-Ogarniesz to sam czy pomóc? - Wejrzałem na niego.
-Nie trzeba dam sobie radę. - Odrzekł uśmiechając się z entuzjazmem w moją stronę.
-To idę do siebie.
Wyszedłem z jego domu zadowolony. Chung zaliczony. Teraz Raven, tu trza pomyśleć, bo do tępych ludzi nie należy.. No ale to potem muszę coś Aishy kupić i przygotować na wieczór.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz