środa, 26 września 2012

Wpis3

Wstałem dziś pełen energii, że nawet poszedłem sobie na treningowe pvp z przyjaciółmi z gildii. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Przy okazji przypomniałem sobie... Jak się walczy? Taką długą sobie przerwę zrobiłem, że aż sam sobie dziwię. Będę musiał to zmienić. Znowu sobie polatałem, ale tym razem za sprawą kogoś innego.Następnie popytałem paru członków, czy wiedzą coś na temat Sylpha, gdzie tak nagle zniknął. Niestety nikt nic nie wiedział. Świetnie.. Jak tak dalej pójdzie, to wrócę do Belder zobaczyć, czy tam coś o nim wiadomo. Gdy wychodziłem Camilla znowu mnie zaczepiła o pvp oficjalne.
-To jak wchodzisz?
-Nie, co Ty, daj spokój wyszedłem z wprawy.
-No widzisz, takie są skutki jak nie chodzi się na pvp! - Odrzekła stanowczym tonem
-Tak, tak.
-Poczekaj zaraz odbiorę Ci tę 1-sze miejsce.
-No jasne, nie możesz. - Odrzekłem pewny siebie, akurat znam zasady panujące w rankingu.
-A idź mi z oczu, jak nie walczysz. - Pogoniła mnie stąd.
-Poczekaj jak wrócę do formy, to tak wyganiać mnie nie będziesz.
Odparłem z swoim uśmieszkiem, odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Przechodząc koło Glave zobaczyłem, że niektórzy wybieraj się tam. Więc nie czekając dłużej poszedłem z nimi. Przy okazji udało mi się w końcu zaliczyć misję od niego, na tytuł Dungeon'a Master'a. Cieszyłem się, że w końcu z tym skończyłem. Chociaż jakbym nie był taki leniwy to bym szybciej miał to z głowy.
Czas szybko zleciał i już nastało popołudnie. Chodziłem to tu i tam szukając zajęcia. Jak już tak przechodziłem koło parku postanowiłem sobie trochę odpocząć. Usiadłem na pobliskiej ławce i... Wyczułem na sobie wzrok wszystkich ludzi w około? Z czego oni robią taką sensację? Albo mi się zdawało... Zamknąłem oczy i starałem się nie myśleć o niczym. Po dłuższym czasie wyczułem cień nad sobą i z tym moje piękne chwile, zostały szybko posłane do piekła. Otwarłem jedno oko i ujrzałem Aishę, która patrzała na mnie z wściekłością. A jej co znowu odwaliło?
-Można wiedzieć dlaczego jesteś zła?
-Jesteś bezczelny! Szukałam Cię wszędzie. W domu nie ma, skierowali mnie do Camilli, bo poszedłeś tam. Byłam u Camilli, a ona mówi, że poszedłeś gdzieś. No to myślę, pewnie Henir, ale nie, nie ma Cię. Rynek też nie. A potem zobaczyłam Cię wylegującego się tu? Nawet przez myśl Ci nie przeszło by ze mną się spotkać!? - Mówiła głośno ale nie aż tak by inni usłyszeli.
-I co podnosisz ton. - Odparłem z stoickim spokojem. - Siadaj, a nie będziesz się wieszać. - Aisha jeszcze bardziej się zdenerwowała. Uderzyła mnie w głowę, a następnie usiadła koło mnie. Trzymałem się ręką za głowę, tym razem uderzyła dosyć mocno.
-Jesteś wredny.. - Odparła już nieco ciszej. Wyczułem w jej głosie smutek.
-Możliwe.. - Uparłem się jedną ręką o oparcie ławki, a drugą poprawiałem jej grzywkę. Z czasem odwróciła się w moją stronę i przytuliła. Objąłem ją.
-Masz jakieś plany na wieczór?
-Może.. - Spojrzała na mnie pytająco. - O ile się zgodzisz...
-Na co?
-A... niespodzianka.
-Niespodzianka tak? - Uradowana ciągle mnie obserwowała.
-Tak. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Uśmiechnąłem się po czym ją pocałowałem. Następnie udaliśmy się do miejsca do którego ją chciałem zabrać. Minęliśmy jedną ulicę, drugą. W końcu dotarliśmy na miejsce. Jako, że Aisha nie zna wszystkich wejść na moja posiadłość udało mi się to wykorzystać. Przeszliśmy przez bramę.
-Zamknij oczy.
Zrobiła, co jej kazałem. Powoli kierowałem się z nią na miejsce. Kazałem służbie włączyć światła w ogrodzie. Stanąłem za nią i ją objąłem.
-Możesz otworzyć.
Z zaskoczeniem przyglądała się miejscu. Była w szoku. Nie umiała nic powiedzieć. Przyglądała się wszystkiemu z ciekawością i radością. Kazałem kupić ulubione kwiaty Aishy i przystroić nimi ogród, poustawiać świece w okół drogi prowadzącej do altanki i przygotować coś wyjątkowego na kolację. Jako iż wiedziałem, że czegoś będzie oczekiwać dziś ode mnie nie mogłem jej zawieść.
-I jak Ci się podoba?

-To jest... Piękne.. Brak mi słów.. - Przytuliłem ją mocniej do siebie.
-To się cieszę, a teraz zapraszam na kolację.
Wziąłem ją za rękę i skierowaliśmy się do altany. Tam usiedliśmy i zjedliśmy posiłek. W każdej wolnej chwili patrzałem na nią . Widząc jej uśmiech wiedziałem, że jest zadowolona i to mi w zupełności wystarczyło.
-Zaskoczyłeś mnie.. - Odrzekła, gdy już skończyła jeść. Uśmiechnąłem się tylko do niej nic nie mówiąc. - Nie spodziewałam się czegoś takiego po Tobie.
-Dlaczego? - Spytałem zaciekawiony, w sumie to ciekaw byłem co mi odpowie.
-Bo, no wiesz.. - Wstała, podeszła do mnie i szepnęła do ucha. - Bo jesteś wredny i typ romantyka do Ciebie nie pasuje. - Nie wiedziałem czy wybuchnąć śmiechem, czy pozostać obojętny z tym co powiedziała.
-No widzisz, nawet ktoś taki jak ja, potrafi się zmienić na te kilkanaście minut. - Zaśmiała się po czym wyszła na zewnątrz. Spojrzała w niebo.
-Dziś jest dużo gwiazd.
Podszedłem do niej i spojrzałem w niebo. Faktycznie dziś jest ich wyjątkowo dużo. Usiadłem na ławce obok, a Aisha mi na kolana. Objąłem ją i tak oglądaliśmy gwieździste niebo. Po dłuższym czasie:
-Wiesz..
-Hm? - Położyła swoje ręce na moich.
-Chciałabym, by ta chwila trwała wiecznie.
-Nie tylko Ty... - Odwróciła się w moją stronę. Pocałowała i przytuliła.
-Dziękuje za wszystko.
Nie odpowiedziałem nic tylko ją przytuliłem do siebie. Było już późno. Tak jak wczoraj odprowadziłem ją do domu i wróciłem do siebie. Położyłem się do łóżka i myślałem skoro w życiu są piękne tylko chwile, to ta była najpiękniejsza w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz