środa, 26 września 2012

Wpis2

Nie chciało mi się dziś nic. Najchętniej to bym cały dzień spędził w pokoju. Gdy się już ogarnąłem, położyłem się w salonie, nawet wychodzić na codzienny spacer mi się nie chciało. Leżałem i starałem się nie myśleć o niczym. Do południa nikt nie zakłócał mi spokoju. Wybiła 12. Ktoś zadzwonił do drzwi. Jak usłyszałem dźwięk dzwonka, już wiedziałem, kto tu zaraz wleci i będzie nawijać. Nie minęło 5 sek od kiedy wpuszczona osobę do środka.
-Elsword! No chyba sobie żartujesz. Zbieraj się! Idziemy zobaczyć ten nowy sklep. - Wpadła do pokoju i mówiła głośnym tonem.
-Nie chce mi się. - Odparłem beztrosko leząc nadal z zamkniętymi oczami na kanapie. Podeszła do mnie i pochyliła.
-Co proszę? - Już jej dobry humor minął.
-Słyszałaś, nie chce mi się nic. - Otwarłem jedno oko i spojrzałem na nią.
-Mówiliśmy przecież o tym wczoraj!
-Tyle, że to Ty za mnie podjęłaś decyzję, bo ja ani się nie zgodziłem, ani nie zaprzeczyłem.
-Czyli jesteś w tej kwestii obojętny, czyli mogę decydować nie? - Usiała wygodnie na fotelu.
-Nie. To, że jestem na coś obojętny, nie znaczy, że ktoś będzie za mnie podejmować decyzję.
-Jesteś wredny!
-Vice versa.
-Najlepiej to byś non stop w domu siedział!
-Żebyś wiedziała. - Wstała już z zdenerwowania.
-Jak do Ciebie kurde trzeba mówić, w ogóle rozmawiać!
-Właśnie to robisz. - Ja nadal leżałem i odpowiadałem na jej jakże interesujące zaczepki.
-Aaaa. Mam Ciebie dosyć! Idę sobie!
- Odwróciła się i skierowała do wyjścia.
-Tylko nie zapomnij zamknąć drzwi. - Wyszła z salonu. Daje 10sek i zaraz tu wróci.
Po 10 sekundach z powrotem weszła do salonu i usiadła koło mnie.
-Proszę chodź tam tylko na 10minut, potem możesz wrócić i robić, co chcesz. - Patrzałem na nią, a ona niewinne spojrzenie.
-Przed chwilą się na mnie wydzierałaś.
-Nie czepiaj się. - Odwróciła głowę w drugą stronę
-Dobra pójdę, ale chce coś w zamian. - Wstałem oparłem się jedną ręką o kanapę, a następnie zbliżyłem się do Aishy i wyszeptałem. - I dobrze wiesz co.
-Tak tak.
Wstała uśmiechnięta, przewróciłem oczami, wstałem i razem poszliśmy do nowego sklepu. Spotkaliśmy tam Rene, która na nas chyba czekała. Zaczynają się wielkie nudy..... Weszliśmy i zaraz zaczęły wszystko dokładnie sprawdzać, komentować. Potem radość i wzdychanie, jakie to jest piękne i tak w kółko. Dlatego nienawidzę, gdziekolwiek iść z nimi. Miało być 10minut, a minęła ponad godzina. Wyszliśmy i usiedliśmy na pobliskiej ławce. Oczywiście nie obyło się bez kupienia czegoś.
-Ah ta torebka jest po prostu boska. - Cieszyła się Aisha, swoim nowym zakupem.
-Ty się ciesz torebką, ja się cieszę z tych nowych butów.
-Jednak to był dobry pomysł wybrać się tam.
-Jak dla kogo... - Wejrzałem na nią katem oka.
-Oj tam, fajnie było ah i dziękuje, że dotrzymałeś mi towarzystwa. - Przytuliła się do mnie.
-Tak tak.. - Jeszcze bardziej mnie ogarnęła nuda.
-Dobrze to teraz wracam do siebie. Później może się zobaczymy. Na razie. - Wstała wzięła swoje zakupy i ruszyła do domu. Odprowadziliśmy ją wzrokiem po czym.
-To co teraz porobimy hm? - Oparła się ramię i patrzała na mnie.
-Nie wiem. Najlepiej to bym..
-Wrócił do domu, by mieć święty spokój?
-Dokładnie.
-To wracamy.
Aż zdziwiony byłem, że sama wiedziała, o czym akurat pomyślałem. Gdy wróciliśmy, położyłem się z powrotem na mojej kanapie, a Aisha usiadła w fotelu i zaczęła czytać książkę. Po kilkunastu minutach wspomniało mi się o czymś.
-Aisha, chyba zapomniałaś czegoś zrobić. - Otwarłem oczy, odwróciłem głowę w jej stronę. Przestała czytać i wejrzała się.
-Niby co takiego? - Spytała zdziwiona.
-Powiedziałem, że nie pójdę tam, jeśli nie dostanę czegoś w zamian i do teraz się jakoś tego nie doczekałem. - Odwróciłem z powrotem głowę i patrzałem w sufit.
-Oh zapomniałam, wybacz.
Podeszła do mnie i usiadła. Złapałem ją za ramiona i przyciągnąłem do siebie. Jedną ręką dotknąłem jej twarzy, a drugą wplotłem w włosy. Aisha zrobiła to samo i zaczęliśmy się całować. Tym razem nikt nam nie przeszkodził, a jakby ktoś to zrobił, to bym chyba zabił. Trwaliśmy tak przez dłuższa chwilę. Potem Aisha się do mnie przytuliła i położyła obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać znowu o różnych rzeczach, w tym dlaczego nigdzie nie ma śladu po Eve. Chyba będę musiał podjąć odpowiednie kroki w tej sprawie.
Nastał już wieczór. Nadal leżeliśmy koło siebie.
-Chyba powinnam się już zbierać. - Odrzekła cicho, że ledwo, co słyszałem mimo, że była koło mnie.
-No chyba nie. Aż tak źle Ci ze mną? - Odgarnąłem grzywkę z jej oczu i przyglądałem jej się.
-Nie o to chodzi idioto. - Powinienem się zdenerwować, że znowu zaczyna te swoje wyzwiska, ale jakoś mnie to teraz bawiło. - Tylko późno już jest.
-Hm, no jak tam chcesz. Myślałem, że chciałbyś ze mną zostać dziś, no ale skoro tak Ci śpieszno do domu to Cię odprowadzę. - Wstałem, a Aisha zaraz mnie ręką zatrzymała i spojrzała na mnie.
-Ty mówiłeś to na serio? - Wejrzała swoim detektywistycznym spojrzeniem.
-Ta, ale skoro chcesz wracać, to moje słowa na nic się zdadzą. - Wziąłem ją na ręce i skierowałem się do drzwi.
-Hej ej no, czekaj czekaj... - Zaczęła się szarpać, Postawiłem ją.
-Hm?
-Skoro mogę u Ciebie zostać, to ja z chęcią. - Objęła mnie w okół szyi.
-Teraz już z chęcią, a wcześniej muszę wracać. Według starego powiedzenia pierwsze słowo do dziennika, drugi do śmietnika, więc wracasz do siebie. - Odrzekłem z wrednym uśmieszkiem.
-Jesteś podły!
-Ta, ale nadal mnie obejmujesz.
-Pf. - Od razu przestała się na mnie wieszać. Odeszła i wzięła swoje zakupy i potem wrzuciła mi je na ręce. - To jak już wracam do siebie, to przydasz się na coś.
Odparła z tą irytującą pewnością siebie i pewnym krokiem ruszyła do wyjścia. Poszedłem za nią. Gdy wyszliśmy, szliśmy kolo siebie, z czasem Aisha złapała mnie za ręka. Dotarliśmy w końcu na miejsce. Oddałem jej rzeczy, pocałowałem na pożegnanie i rozstaliśmy się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz