środa, 26 września 2012

Rozdział II Przyjaźń, a może miłość? Komplikacje spraw.. Wpis1

Nastał kolejny dzień tyle, że inny niż zwykle - nie ma już żadnych zmartwień. Ran zniknął, liczba potworów zmniejszyła się prawie do zera, jedynie pojedyncze przypadki, a ja.. nie mam na nic sił, najlepiej to bym przeleżał cały dzień, ale nie nie nie! Bo znowu mi wykupią avatara.. Wtedy nagle do mojego domu wparowała Aisha(a tej co się stało?) i zaczyna nawijać, jak się cieszy, że nie może się doczekać, że ma nadzieję, że wiem co jutro jest za dzień. No kurde co ona myśli, że ja jakiś tępy jestem czy jak?! Pewnie, że wiem co jutro jest - test na zwiększenie swojego poziomu. Liczę, że da sobie radę, bo jednak do słabych osób ona nie należy( jak zda to znowu mi wparuje do domu i zacznie krzyczeć w niebo głosy jaka to szczęśliwa itd. itp.). Życzyłem jej powodzenia, pozwoliłem zająć się Śnieżynkiem i udałem się na rynek i w sumie 3/4 dnia tam spędziłem. Gapiłem się ciągle w tę tablice i czekałem, czekałem, godziny mijały, góry avatara nie ma.. Załamałem się.. Liczyłem, że może ktoś inny da na sprzedaż.. Zdruzgotany udałem się do Mrocznych Wrót z gildią. Mam zamiar sobie craftnąć acc co posiadam i mam nadzieję, że się uda. Poszedłem również na małe pvp.. Jednak to był duży błąd. To co ja wyprawiałem dziś to ludzkie pojęcie przechodzi. Od razu sobie odpuściłem.. Potem już w nie najlepszym nastroju zaliczałem z towarzyszami Henira, a następnie udałem się do domu. To był okropny, wręcz koszmarny dzień, już wolę uganiać się za potworami, jak przechodzić to co dziś..
Coś czuję, że jutro posłużę jako "worek treningowy" eh.. Biedny ja..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz