środa, 26 września 2012

Wpis17

Rena wystrzeliła kilka strzał, ominąłem je bez problemu i zaatakowałem ją mieczem. Atak został zatrzymany przez jej miecz. Od razu Raven ruszył w moją stronę, uskoczyłem do tyłu. Sylph zaatakował mnie z góry laserami. Użyłem cuttera i tym samym siebie obroniłem, a wszystkich w pobliżu poraniły przywołane Cornwelle. Sylph leżał na ziemi. Użyłem Sword Falla by go wbić. Jak już leży to niech tak zostanie. Jego krzyk z bólu ledwo obił mi się o uszy. Spojrzałem na niego. Skoro nie stanowi już zagrożenia to reszta. Wejrzałem w kierunku Reny i Ravena.
-Hellfire Gatling!
Robi się niebezpiecznie. Odsunąłem się z linii ataku, jednak kilka razy dostałem. Cholerny Raven... Dobrze, że ten atak działa tylko w linii prostej i nie można skierować ataku gdzie indziej. Spojrzałem na miejsce gdzie wystrzelił. Schody zostały całkowicie zniszczone i teraz nie idzie się dostać na górę w żaden sposób. No to zapłaci mi idiota za niszczenie mi domu. Gdy atak ustał wyskoczyłem i podbiegłem szybko w jego kierunku wraz z 3 Cornwellami za plecami. Przebiłem się przez niego. Moment gdzie Rena?.. Z boku zaatakowała mnie Fatalitym. Niech to szlag... Przebiła się szybko przeze mnie, po chwili miałem poważnie rozcięty lewy bok. Krew wytrysnęła i splamiła podłogę jak i miecz Reny. Trzymałem się ręką za ranę, jednak nie spuściłem gardy i użyłem na Renie Harsha. Przebiłem ją na wylot. Znowu krew rozlała się na podłogę i kanapę. Tam też upadła. Raven spojrzał w jej stronę.
-Rena!
Już chciał do niej biec jednak użyłem na niego Phantoma. Po tym ataku odrzuciło go lekko i leżał na ziemi z rozcięciem na klatce piersiowej. Upuściłem swój miecz i trzymałem się za bolące miejsce. Cholerna rana strasznie się męczyłem przez utratę krwi, powoli traciłem kontakt z otoczeniem. Uklękłem na podłodze i ciężko oddychałem. Spojrzałem na moich przyjaciół których sam doprowadziłem do takiego stanu.

-
Co Ty robisz?
-Staruszek.. Ja...
-Spójrz co zrobiłeś bliskim Ci osobom... Odwołaj mroczne moce.
-Nie wtrącaj się staruchu. On należy do mnie. - Mroczna strona chciała przekroczyć barierę, która dzieliła staruszka, a jego. Mojej strony dobra od złej..
-Zostań tam. - Skierowałem Cornwella(miecz) w jego stronę i umocniłem pieczęć, która go tam trzymała.
-Nie bądź głupi, razem osiągniemy więcej jak z nim.
-Tyle, że ja potrzebuje tak samo jak Ciebie.
-Aż tak źle Ci było teraz podczas walki? Znowu poczułeś te emocje związane z walką.
-Walka walką ale nie kosztem przyjaciół.
-Sam ich doprowadziłeś do takiego stanu hehehe. - Miał rację mogłem się opanować i nie dopuścić do tego... Jednak chęć walki była silniejsza.

Spojrzałem na Aishę, która wystraszona stała i przyglądała się temu wszystkiemu. Łzy leciały jej z oczu.. Co ja zrobiłem.. Ledwo stanąłem na nogi. Dostrzegłem kątem oka, że Sylph się podnosi z ziemi. Skierowałem się w jego stronę. Ledwo wstał i wejrzał na mnie. Jego wzrok był przepełniony złością, gniewem podobnie jak mój. Zaatakował mnie swoimi modułami. Kontratakowałem ataki Phantomem. Po dłuższej wymianie ciosów użył Thousanda. Z tym atakiem nie ma żartów. Nie mogę dać się trafić. Ruszyłem w jego kierunku. Ciężko mi się teraz walczyło przez ranę i ciągle ubywającą krew. Phantom zniknął, trudno będę musiał polegać teraz na Cornwellu. Zaatakowałem go, uniknął i zaczął wyprowadzać serię cisów we mnie. Unikałem ich wszystkich jednak popełniłem błąd i ledwo mnie dotknął.

-Jesteś mój. - Cholera... Odskoczyłem do tyłu. - Thousand Star!
-Nie byłbym tego taki pewny. Final.... - Obym zdążył. - Strike!
-PRZESTAŃCIE!!!!!!
Nastąpił jasny wybuch wywołany przez Finala, który wciągnął Thousanda. Odrzuciło mnie do tyłu i jak na nieszczęście wbiłem się w wystającą ozdobę z świecznika. Sylpha odrzuciło, aż przeleciał przez szklane drzwi prosto do ogrodu. Odepchnąłem się od ściany i z przebitym brzuchem zeskoczyłem na ziemię. Super znowu trafię do tych psychopatów.. Mrok mnie opuścił, wróciłem do normalności.. Po chwili usłyszałem krzyk.. Aisha.. Podbiegła do mnie i zaczęła leczyć moje rany.
-Przestań.. Jeszcze Ciebie zabije.
-Nie..
Odrzekła cichym, drżącym głosem. Łzy nadal spływały jej po twarzy. Patrzałem przed siebie. Sylph powoli wstawał z ziemi. Gdy stanął na równe nogi kierował się w moją stronę. Po dłuższym czasie doszedł do mnie i uklęknął przede mną. Patrzeliśmy sobie w oczy.
-I tak Ci pomogę z tym walczyć bez względu na wszystko czy Ci się to podoba czy nie.
Zamurowało mnie. Po tym wszystkim... Nie odpowiedziałem nic tylko uśmiechnąłem się.
-Dziękuje.
Po dłuższej chwili wypowiedziałem te słowa, na które pewnie czekał. Wstał i skierował się do Reny i Ravena, którzy wyglądają o niebo lepiej od nas.. Raven i Rena siedzieli obok siebie. Rozmawiali o czymś razem z Sylph'em. Usiadłem na ziemi i oparłem się o ścianę. Aisha cały czas leczyła moje rany. Nadal się trzęsła z strachu. Znowu doprowadziłem ją do łez.
-Wybacz mi.. Aisha..
-Wybaczam.. - Wejrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz