środa, 26 września 2012

Wpis6

Dotarliśmy w końcu do Altery. Oddałem Pongosom książki, które pożyczyłem i poszedłem zobaczyć czy coś ciekawego jest na rynku. Cały czas na oku miałem malucha, bo jeszcze gdzie pójdzie.. Szliśmy w kierunku tablicy i tam spotkałem Chunga. 
-Siema Chung. -Odwrócił się w nasza stronę, zdziwił się naszym widokiem
-Siema ema. - Przyglądał się mojemu bratu. - Kto to jest? Twój brat?
-Taa.. Nazywa się Anima i przyjechał do mnie na tydzień.
-O to pewnie masz dużo roboty z nim.
-Żebyś wiedział... - Odrzekłem chłodnym tonem i spojrzałem na małego.
-Hmm coś mam wrażenie, że ciągle się kłócicie w domu.
-Huh? - Wejrzałem na niego.
-No, bo skoro jesteście braćmi, to pewnie macie taką samą kłótliwą naturę. - No to mnie teraz wkurzył. Zacisnąłem rękę w pięść i spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
-Zaraz...
-Em em przepraszam.. Nie chciałem Cię zdenerwować. Mój błąd. - Zaśmiał się po cichu. Ale w sumie miał rację..

Pożegnaliśmy się i udaliśmy się w drogę powrotną. Gdy wracaliśmy, Anima wypytywał ciągle się o Chunga, jak i reszty moich przyjaciół.
-A czyli Chung z wami od niedawna współpracuje.
-Tak
-A Raven, jaki jest?
-Cichy, nie lubi pakować się w kłopoty, świetny wojownik, denerwuje mnie czasem jego stoicki spokój.
-A ta w zielonych włosach?
-Rena nadopiekuńcza, martwi się o każdego, wyborowa łuczniczka, od niedawna posługuje się mieczem nawet dobrze jej to wychodzi. Lepiej jej nie denerwować, bo wtedy jest straszna..
-Taa tyle to już wiem.. A ta nazoidka?
-Weź daj mi z nią święty spokój. Ma takie skoki nastroju, gorzej jak Aisha.. Nie potrafię jej zrozumieć.. Raz fajnie się gada, a po chwili wygląda, jakby chciała cię zabić na miejscu. Straszna jest..
-A Aisha to..?
-Czarodziejka, ta w fioletowych włosach wiecznie wesoła.
-Aaa już wiem która, to ona jest z Tobą prawda? - Wejrzałem na niego, potem znowu przed siebie.
-Nie, nie jest. Mówiłem Ci już przyjaźnimy się tylko.
-Yhmm... - Patrzał się na mnie ciągle
-No co Ty chcesz? - Już mnie to irytowało.
-Nie nic.. Tylko mam wrażenie, że ona jest szczególnie dla Ciebie ważna.
-Pff wydaje Ci się..
Dotarliśmy do Hamel.. W końcu. Był już wieczór. Gdy tylko weszliśmy do domu jeden, z służących podszedł do mnie i wręczył mi list. Mówił że od Aishy. Od razu wziąłem go i otwarłem.
-I niby nie jest dla Ciebie ważna. - Spojrzałem na niego gniewnym wzrokiem
-Idź się zajmij sobą.
Poszedł do salonu, a ja otwarłem list.
Elsword!
Udało mi się zakończyć trening i teraz posiadam kilka nowych czarów, które muszę Ci pokazać. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku. Wracam za kilka dni i nie mogę się doczekać Twojej reakcji na mój nowy wygląd.

Do zobaczenia.. Tęsknie.

Za kilka dni.. Mam nadzieję, że ten mały potwór już pojedzie. Złożyłem list, schowałem do koperty i kazałem odłożyć go tam, gdzie poprzedni. Udałem się do salonu i tam Anima w najlepsze już wcinał kolację.
-I kiedy wraca Twoja dziewczyna? - Spytał z pełnymi ustami.
-Zjedz, a potem coś mów. - Usiadłem na krześle. - Nie Twoja sprawa. - Zacząłem spożywać posiłek.
-Nie zaprzeczyłeś, czyli jest Twoją dziewczyną. - Zaśmiał się.
-Nie czepiaj się moich wypowiedzi. Zresztą mało Cię to powinno interesować brzdącu.
-No ale jesteś nigdy nic nie mówisz. - Znowu ten wyraz twarzy..
-To są moje prywatne sprawy, mówiłem Ci już.
-Tak tak. - Pobiegł do salonu i tam zaczął się bawić wszystkim, co mu wpadło pod rękę.
Gdy skończyłem jeść spojrzałem na niego, jak się bawił. Przypomina mi mnie, gdy byłem mały. Wracają wspomnienia.. Z jednej strony ciesze się, że mam brata ale z drugiej, zajmowanie się nim to utrapienie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz