środa, 26 września 2012

Wpis10

Wstałem później niż zwykle. Na szczęście nic mnie nie boli i jestem pełen energii do dzisiejszych zadań. Na początek Henir. Udało mi się znaleźć dobre party, które nie szło jednorazowo tylko od razu wszystkie 5. Trochę kostek wpadło, więc kasa będzie i oddam długi za wczoraj. Następnie sekrety. Jednak tym razem z gildią udałem się tam. Szybko poszło, nawet Typ-H był bezbronny względem nas. Muszę przyznać, że poprawiliśmy się od poprzedniego spotkania z nim. Cieszy fakt, iż ludzie z gildii stają się silniejszy i nasza liczba wzrasta. Nie wiem czy pisałem już, ale jestem jednym z zarządców w niej. Więc muszę pilnować też ich poczynania, dlatego też niektóre wpisy do pamiętnika były chaotyczne i krótkie. Ile to już razem przeszliśmy.. Miło się wspomina nasze wspólnie wypady na mapy, pomoce nawet kłótnie, która występują wszędzie i na sam koniec zgoda. Chodziłem po Hamel w poszukiwaniu.. No właśnie niczego w sumie, ale jednak lubię pospacerować tak bez celu, rozmyślając czy wspominając coś. O właśnie.. Sylph, miałem iść do Altery zobaczyć co on tam tak długi robi jednak z natłoku wydarzeń nie miałem kiedy. Teraz w sumie mogę iść zobaczyć, jednak.. Nie chce mi się cały dzień spędzać na drodze tam i z powrotem, a efekt końcowy może być taki, że jest zupełnie gdzie indziej. Jak to nazoidy, podążają według własnego układu.. Poszedłem do Camilli pooglądać walki bo nic ciekawszego do roboty nie miałem. Jak zwykle Cami przywitała mnie uśmiechem.
-Wchodzisz?
-Nie nie, dziś popatrzeć tylko. Może jutro.
-Ok.
Stałem obok niej i przyglądałem się walką raz 1v1, a raz 3v3. Jestem pod wrażeniem niektórych umiejętności tutejszych wojowników. Osobiście ciężko by mi było walczyć z nimi ale jednak myślę, że i tak bym wygrał, chociaż kto wie. Wtedy nie wiem skąd poczułem silną ręke na moim ramieniu. Odwróciłem się. To był mój tata.
-I co? - Uśmiechnął się do mnie
-Możesz być już spokojny, udało mi się załatwić Twój stały pobyt w Hamel.
-Poważnie? - Nadal nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Byłem szczęśliwy.
-Tak. - Przytuliłem się do niego.
-Dziękuje. - Położył ręke na mojej głowie.
-Nie masz za co. - Odsunąłem się od niego i patrzeliśmy na siebie nawzajem. - Na prawdę jestem z Ciebie dumny Elsword. Tyle już osiągnąłeś, tyle już przeszedłeś. Stałeś się dużo silniejszy od kiedy nas opuszczałeś, zmieniłeś się, dojrzałeś. Jestem szczęśliwy wiedząc, że mam tak wspaniałe dzieci. - Jego słowa.. Były dla mnie bardzo ważne, w końcu.. Dostrzegł mnie i zauważył moją zmianę. Jeszcze tylko moja siostra musi się odnaleźć i będę mógł się z nią zmierzyć i pokazać jaki silny jestem.
-Ciszę się z tego powodu jednak nie zamierzam na tym zakończyć. Będę szedł dalej by być jeszcze lepszy.
-Mam taką nadzieję. Na mnie już pora. Wracam do domu pochwalić się matce Tobą, liczę że nie długo znowu się zobaczymy.
-Ja również.
Pożegnaliśmy się i wróciłem do oglądania walk. Po kilkunastu minutach podeszła do mnie Aisha.
-Hej!
-O.. Hej. - Trochę zaskoczyła mnie tutaj swoją obecnością. Pocałowałem ją na przywitanie i stanęła obok mnie przytulając się.
-Oglądasz walki?
-Tak nudzi mi się.
-Hmm to może zawalczymy co?
-Jesteś tego pewna? - Wejrzałem na nią.. Ona na serio chce walczyć?
-Tak, co nam szkodzi. - Odrzekła uśmiechając się.
-No niech Ci będzie, ale nadal uważam, że to zły pomysł.
-Oj tam, oj tam.
No nic poszliśmy na dobieranie walk. Za przeciwników mieliśmy dwie Eve Code Electre. Ciężko będzie ale myślę, że damy radę. Walka przechodziła gładko, raz my mieliśmy przewagę raz oni. Stanęli na górze w końcu jest szansa wygrać. Razem z Aishą weszliśmy na górę i biegliśmy w ich kierunku. Wtedy jedna z Eve włączyła sobie dopalacz. Wiedziałem czym zaatakuje. Od razu się odwróciłem i zepchnąłem Aishę na dół. Już miałem zeskakiwać w dół jednak nie zdążyłem. Cały atak Gigi Stream we mnie wszedł. Runąłem jak długi na platformie. Nie miałem sił by wstać, przez całe ciało przechodził nie do opisania ból. Powoli czułem jak moje ciało staje się ciężkie, nie byłem w stanie nawet ręki dźwignąć. Wyczułem pod sobą krew.. Moją krew, która powoli zalewała pode mną platformę. Nie byłem w stanie już dłużej trzymać mojego miecza i go upuściłem. Po chwili usłyszałem krzyk Aishy i alarm, że czyjeś życie jest zagrożone.. Więc to moje.. Ciężko mi się oddychało, czułem się strasznie słaby i jeszcze ten nieprzenikniony ból, w miejscu gdzie dostałem z Strem'a. Wtedy poczułem czyjąś dłoń na mojej głowie i ręce i głos.. To była Aisha..
-Trzymaj się zaraz będą lekarze.. - Mówiła wystraszonym głosem, cała drżała. Ostatkiem sił dźwignąłem rękę by móc dotknąć jej twarzy. Nachyliła się do mnie.
-Aisha.. - Ledwo udało mi się wypowiedzieć jej imię.
-Nic nie mów proszę.. - Łzy leciały z jej oczu i kapały prosto na moją twarz.
-Pamiętaj... Że... Zawsze... Będę... Cię.... Kochać....
Gdy to wypowiedziałem moja ręka bezwładnie upadła. Powoli zamknąłem oczy z zmęczenia.. Słyszałem jeszcze dużo dźwięków w okół mnie.. Jednak z czasem zaczęły się wyciszać, aż w końcu nastała martwa cisza i nieprzenikniony mrok... Nie czułem już nic, nie słyszałem nic, nie widziałem nic...
http://www.youtube.com/watch?v=Z2ubXfpMo2U

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz