środa, 26 września 2012

Wpis10

Z rana udałem się na rynek, zobaczyć jak się mają towary. Dużo nowych rzeczy się pojawiło i na szczęście nadal było acc, które chce sobie kupić. Jednak póki co, to muszę wziąć się za zarabianie, a opornie to wychodzi.. Dziś Chung miał swój test. Jestem ciekaw jak mu poszło. Skierowałem się do Camilli.
-Siema. - Spojrzała na mnie.
-Hej hej Elsword. Przyszedłeś zobaczyć jak radzi sobie Twój przyjaciel?
-Czyli zdał? - Spytałem i oparłem się o barierkę.
-Ta jak każdy z was.
-To dobrze, pokaż mi jego arenę. - Od razu przełączyła ekranik walk na arenę Chunga. Tak patrzałem na niego...
-To na pewno on? - Spytałem nieco zdziwiony.
-Tak, nie poznajesz?
-No nie za bardzo.. Zmienił się trochę.
-Jak każdy z was, Ty też nie miałeś tej czupryny, co masz teraz i odcień czarnego w włosach.
-Ta tyle, że ja zawsze miałem, mam i będę mieć czerwone włosy, a on? - Wskazałem na ekranie. - W ogóle nie podobny. - Zaczęła się przyglądać i porównała wcześniejsze zdjęcie w papierach.
-No może trochę..
-Dobra mniejsza wpuść mnie. - Wpuściła mnie do Chunga, a ten odwrócił się do mnie radosny.
-Cze Els.
-No siemka siemka. -Przywitaliśmy się po czym zmierzyłem go wzrokiem. - No nieźle Cię odwalili.
-Weź daj spokój.. Nie podoba mi się te wystrojenie.. - Usiadł na swoim dziale? O ile można tak to nazwać..
-Coś nie tak?
-Jak wyjdziemy na zewnątrz to się dowiesz.. - Trochę się zastanawiałem, o co mu chodzi.
-Aaaaaaa, o to chodzi!. - Kiwnął głową i schował swoją twarz w dłoniach. - Nie martw się przyzwyczaisz się.
-Tyle, że ja nie chce i wole by było jak kiedyś o tak, w cieniu...
-E tam mówisz. Poza tym - Podszedłem do niego i położyłem rękę na jego ramieniu. - Jak będziesz potrzebować pomocy, to wiesz gdzie się skierować. - Wejrzał na mnie.
-Teraz już wiem. - Przyglądałem się temu działu.
-Co to jest? - Wskazałem na jego bron.
-To.. -Wstał i stanął obok mnie. - To moje nowe działo. Zmienili je trochę bym mógł łatwiej dostosowywać ataki. Dodali kilka nowych możliwości, dużo szybciej mogę namierzać wrogów ogólnie fajna sprawa.
-Aha. - Dużo wiedziałem.
-Nie potrzebnie tamtą czyściłem, no ale trudno.
-Dobra to co, idziemy uczcić Twój zdany test?
-No można ale wiesz... - Odrzekł trochę zniechęcony.
-No nie martw się, aż tak źle nie będzie. Zresztą spójrz na to z drugiej strony. Jak będziemy się gdziekolwiek pokazywać, to będą ciągle do nas się przystawiać, a Ty na tym zyskasz.
-Ciekawe co.. - Wejrzał na mnie
-No nie wiem staniesz się sławniejszy i może znajdziesz sobie kogoś. - Zaśmiałem się na koniec.
-Nie śpieszy mi się wiesz.. A na sławie mi nie zależy.
-I tak jesteś znany, bo z nami uratowałeś nie jedno miasto. A teraz to.. - Skierowałem się do wyjścia. - Idziesz?
-Ta już.
Wziął ze sobą swoją "zabawkę" i Camilla nas wypuściła. Pożegnaliśmy się i skierowaliśmy się do miasta. Tylko wyszliśmy z areny i już miliony gapiów na nas patrzy. Szliśmy jakby nigdy nic rozmawiając to o pvp, o Hamel i innych miastach, o rankingu, rynku, Henirze, a każdy nas obserwował z góry na dół. Teraz wiem, co miał na myśli. Spotkaliśmy Aishę pod sklepem odwróciła się w naszym kierunku i zamarła jak pozostali.
-Widzisz mówiłem Ci nawet Aisha.. - Odrzekł załamanym głosem. Podeszła do nas.
-Mój Boże Chung normalnie.. Brak mi słów... A się zmieniłeś nie do poznania i w ogóle. Nie mogę oderwać od Ciebie wzroku poważnie. - Wejrzałem na nią wkurzony. Co to kurde miało być?!
-Aha.. - Odrzekłem krótko i wejrzała na mnie.
-Oh wybacz, nie chciałam Cie urazić. - Podeszła do mnie i się przytuliła.
-Tylko żeby przeze mnie nie było kłótni między wami.. - Odrzekł zmartwionym tonem.
-Nie przejmuj się ona czasem ma odloty, więc nie masz się o co martwić. - Wejrzała na mnie morderczym wzrokiem i uderzyła w ramię.
-Nie rób ze mnie jakiejś fanatyczki.
-No ale taka prawda.
-Gówno prawda, a nie prawda.
-Od razu się złościsz, a nie ma o co, tylko żartuje.
-Ta Ty i te Twoje żarty..
-Dobra nie to nie, więc dziś zaplanuje sobie tak dzień bym nie miał czasu dla Ciebie.
-Co?!
-No Chung to co, idziemy dziś do Ciebie nie?
-E no ten...
-Teeee no teraz to przesadzasz. Poczekaj się doigrasz.
-Tak tak.. - Odwróciła się i poszła bez pożegnania zezłoszczona na cały świat.
-Na pewno nic z tego nie będzie poważnego?
-Nie, minie jej z czasem jak zawsze.
Wejrzeliśmy na siebie i już zapomnieliśmy o całej sprawie. Wypytywałem Chunga jak wyglądał test i inne. Do późnego popołudnia u niego siedziałem. Miło spędziło się ten czas z przyjacielem. Skierowałem się do domu. Nie wiem jak i skąd Aisha się w nim wzięła.
-Co Ty tu robisz? - Siedziała wygodnie na kanapie i trzymała coś w rękach.
-A nic czekam na Ciebie. - Podszedłem bliżej i rozpoznałem zeszyt w jej rękach.
-Skąd to masz? - Spytałem chłodno.
-Co? - Wejrzała na zeszyt. - A to.. Znalazłam. Może coś wyjaśnisz mi hm?
-Wyjaśnić!? Chyba Ci coś na głowę spadło. Wpadasz do mojego domu jakby nigdy nic i grzebiesz po moich szafkach?! To Ty mi wyjaśnił z jakiej racji mi grzebiesz w moim domu? - Wkurzyła mnie i to nie na żarty.
-Najpierw odpowiedz na moje pytanie, potem odpowiem na Twoje. - Teraz do przegina.
-Oddaj to.
-Nie.
-Powiedziałem oddaj do cholery i nie denerwuj mnie!

-
Kto by pomyślał, że to ona będzie głównym powodem Twoich zdenerwowań.
-A Ty wypierdalaj do siebie. Na razie Cię nie potrzebuję.
-Na razie....

-
Oddam, jak mi wyjaśnisz, dlaczego to zrobiłeś i okłamałeś mnie jak i i resztę.
-Miałem swoje powody zresztą nic Ci do tego. Oddaj to. - Wejrzała na zeszyt.
-Hmm nie.
-Nie igraj ze mną. - Jeszcze chwila, a podejdę do niej i uderzę.
-Nie rozumiem, o co się złościsz. Nawet jeśli oddam Ci zeszyt, to będę posiadała wiedzę na ten temat. Więc będę mogła w każdej chwili powiedzieć prawdę.
-Ah tak, więc zamierzasz mnie wydać przed resztą tak? - W sumie miała rację. Nawet jak odda i tak wie że to ja zrobiłem.To teraz wpadłem..
-Tego nie powiedziałam.- Odłożyła zeszyt na stół . Patrzałem na nią gniewnym wzrokiem; w co ona pogrywa... - Powiedzmy, że teraz jesteś skazany na mnie i jedno przewinienie, a jesteś wydany. - Odrzekła z wrednym uśmieszkiem.
-Chyba sobie żartujesz. Nie będziesz mnie szantażować.
-Owszem będę. - Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę i szarpnąłem w swoją stronę.
-Słuchaj no. Zabawa zabawą, ale teraz przeginasz i uwierz mi, jeśli będziesz chciała zacząć te gierkę, to nie ręczę jakie będą jej skutki. - Patrzała na mnie stanowczym, zdeterminowanym wzrokiem by jednak zrobić to co zamierza.
-Niby co mi zrobisz co?
-Wszystko, co jest możliwe. Możesz wmawiać sobie, że tego nie zrobię, że nie będę mieć odwagi na to. Jednak jeśli zamierzasz tak pogrywać to nie będę miał wyboru.
-Uderzysz mnie tak?
-Jeśli będzie taka potrzeba.
-Jesteś potworem.
-A Ty wiedźmą. - Odwróciła głowę po czym chciała się wyrwać.
-Puść mnie! - Wykrzyknęła
-Puszczę jak będę mieć pewność, że nie zrobisz tego co zamierzasz.

-Nie będziesz mi mówić co mam robić! - Chciała użyć magi jednak szybciej przywołałem Cornwella i zablokowałem jej użycie różdżki.
-I co zamierzasz teraz zrobić? - Patrzała na mnie zdenerwowana tym wszystkim.
-Nic.
-Nikomu nie powiesz o tym?
-Może.. - Cholera nie mam wyboru. Jak mnie to wkurza, że zawsze znajdzie sposób na to by..
-Co chcesz w zamian?
-To co zawsze, a wtedy będziesz mieć pewność, że nikomu nic nie powiem.
-Wredna jesteś ale zgoda. Niech Ci będzie. Jeśli natomiast ktoś się dowie, to będę wiedzieć, że od Ciebie, a wtedy pożałujesz za okłamanie mnie i wykorzystanie dla swoich korzyści.
-Nie jestem taka i dobrze o tym wiesz. Zresztą muszę mieć jakieś sposoby by wydusić od Ciebie to co chcę.
Odwołałem Cornwella i zostałem zmuszony przez sytuację do spędzenie dzisiejszego wieczoru z Aishą. Chciałem w spokoju odpocząć to mi nerwy poszarpała tylko. Uroki bycia z kimś.. Jak mówiła, że się doigram to się doigrałem. Jeśli ona cokolwiek powie to ją zabiję, albo posłużę się moją ciemną stroną by odwalił za mnie brudną robotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz