Siedziałem na łóżku oparty o poduszki, a Aisha cały czas była blisko
mnie. Ciągle Rena zasypywała mnie pytaniami czy wszystko ze mną w
porządku już miałem powoli tego dość.. Rozumiem troskę, ale to jest
przesada. Musiałem przerwać to jakoś..
-Chung liczę, że nas nie zawiedziesz i zdasz test jak my.
-No pewnie, nie mam zamiaru być gorszy do was.
-Na pewno sobie poradzi, bo to zuch chłopak. - Powiedziała Rena po czym go przytuliła do siebie. Z jego miny wnioskowałem, że mu się jednak to nie podobało.
-Wracaj szybko do zdrowia, bo muszę potem trenować.
-Postaram się.
-Zapewne Ammo chciałby pobyć sam i trochę uporządkować wszystko, więc proponuje zostawić go samego.
-Co? Wątpię, raczej teraz potrzebuje przyjaciół, a nie samotności.
-Rena.. - Wejrzał na Aishe, potem na nią.
-Aaa, no to dobrze przyjdziemy jutro. Trzymaj się. -
Wzięła szarpnęła Chunga za ramię i wyszli, a Raven za nimi. Zostałem
tylko ja i Aisha. Cały czas siedziała blisko mnie i trzymała za rękę.
-Ponoć to dzięki Tobie, udało się jakoś podtrzymać mnie przy życiu.
-Taa.. - Spojrzała na mnie po czym spuściła głowę.
-Coś się stało? - Odgarnąłem jej grzywkę z twarzy, z oczy spłynęła jej łza.
-Nie nic, tylko.. Jestem szczęśliwa, że żyjesz.
-Chodź do mnie. - Przytuliłem ją do siebie, teraz chce być tylko z nią i nikim więcej. - Dziękuje... Za wszystko.
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas. Miałem wrażenie, że czas wolniej
leciał ale tylko mi się zdawało, bo powoli promienie zachodzącego słońca
przestały wpadać do sali.
-Rena mówiła coś 3 dni co miała na myśli?
-Słyszałeś naszą rozmowę? - Dźwignęła głowę i spojrzała na mnie
-Częściowo..
-No bo ja.. Ja ten czas co leżałeś i lekarze walczyli o Twoje życie byłam przy Tobie.. I Rena się martwiła ze się wykończę.
-Zgłupiałaś? Powinnaś o siebie zadbać, a nie o człowieka który jedną nogą był na drugim świecie. - Mogłem się tego spodziewać po niej..
-Przepraszam..
-Wróć do domu i odpocznij. Jak nabierzesz sił to przyjdź do mnie.
-Dobrze..
Ucałowałem ja w policzek i skierowała się do wyjścia. Lekarze, co 5 -10
min wchodzili pytali, badali. No mam już dość, chcę wrócić do siebie.
Był już późny wieczór i ktoś zapukał do drzwi. Odrzekłem iż można wejść.
To był Sylph. No przyszedł jakby wiedział, że chce z nim rozmawiać.
Zadałem mu konkretne pytania. Oczywiście na wszystko odpowiedział.
Jednak, gdy spytał się o moje mroczne ja, od razu go musiałem odwrócić
od tego tematu. Nie mam zamiaru o tym z nikim rozmawiać póki co.
Następnie wyszedł i zostałem sam.
-Będziesz należeć do mnie nawet ten stary dziadyga Ci nie pomoże.
Nienawidzę go, ten głos.. Przyprawia mnie zawsze o ból głowy. Chyba położę się spać i minie ten koszmar.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz