środa, 26 września 2012

Wpis15

Obudziły mnie promienie porannego światła, czyli już nastała ta godzina. Śnieżynek czekał już na mnie, aż dam mu jego ulubiony śnieg. Pobawiłem się z nim trochę i udałem się do centrum Hamel. Miasto, jak zwykle tętniło życiem, pełno stoisk, handlarzy, aktorów i pokazy różnego rodzaju. Na samą myśl, że miasto jak i ludzie mogą zginać przez ślepą miłość Rana, aż ogarnia mnie strach. Mam jasno wyznaczony cel, zadanie, które muszę wykonać nawet za cenę własnego życia! Idąc dalej spotkałem moich znajomych z gildii i udałem się im pomóc w misji. Odwiedziliśmy Mroczne Wrota, a później udałem się na rynek. Tak.. Widziałem dziś na sprzedaż górę avatara, której potrzebuję.. Jednak trochę mi brakowało, a Sylph'a nie było. Kiedyś zrobię mu wjazd do domu. No ileż można spać!? Biorąc pod uwagę fakt, że jest Nazoidem. Gdy wybiła godzina 15;00 udałem się zgłosić do Penentio, iż wybieram się zakończyć koszmar, który nas otacza. Zmartwiony trochę tym, że sam idę życzył mi powodzenia, oraz bym wrócił do nich. Wychodząc z Hamel po drodze żegnałem się z ludźmi, którzy pomogli mi nie raz podczas poprzednich misji. I tak.. Czas wyruszyć do Wodnej Świątyni. Jak tylko sprawdziłem swój ekwipunek ruszyłem przed siebie, prosto do mojego celu - Ran szykuj się! Twoje godziny zostały policzone! W świątyni znowu roiło się od potworów, jednak dla mnie to żadna przeszkoda. Biegnąc dalej i zabijając te bezmózgie kreatury, zbliżałem się do Rana(dziś już nic nie przeszkodzi moim planom) i tak dotarłem do niego. Jak wielki pan, siedział na tym swoim tronie i łaskawie ruszył się by walczyć ze mną. Wiedziałem, że nie będzie łatwo jednak nie zamierzam się wycofać. Pokażę mu, jak wielka siła drzemie w moim Cornwell'u i, że nie należy mnie lekceważyć! Walka była zacięta(pomimo swojego siedzenia jednak coś potrafi). Były gorsze i lepsze momenty podczas starcia, czasem myślałem, że nie dam rady.. Jednak w takich momentach myślę sobie: "Nie walczę sam, mam wsparcie moich przyjaciół, mieszkańców, którzy czekają na wolność" Tak i ja zamierzam spełnić ich marzenie! Zadałem ostateczny cios i zniknął(?). http://www.youtube.com/watch?v=klHWnY4ejX0
Poszedłem sprawdzić czy z Sashą i kulą od kontrolowania wody nic się nie stało. Na szczęście wszystko jest tak jak powinno być, a moja misja dobiegła końca. Poraniony i wykończony, usiadłem by nabrać trochę sił na powrót do Hamel. Zamknąłem oczy i myślałem sobie co by było gdyby:
-Aisha zobaczyła mnie w takim stanie-zaczęła by panikować, że zaraz umrę.
-Rena zaczęła by pytać-czy wszystko ze mną w porządku i czy dobrze się czuje.
-Raven by wsparł mnie swoimi słowami-że odwaliłem kawał dobrej roboty.
-Chung zapewne żółwik i dopowiedzenie-"Jesteś niemożliwy".
-Sylph zapewne by mnie ochrzanił(na pewno to zrobi), że sam wybrałem się na tę misję- jednak dobrze wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
Gdy już nabrałem sił, udałem się w drogę powrotną do Hamel. W końcu miasto, ludzie są wolni i nie muszą się niczym martwić. Idąc w stronę miasta z daleka zobaczyłem, że jakaś grupa ludzi stoi przed wejściem. Zbliżając się rozpoznałem, że to mieszkańcy z Hamel, Penentio z resztą, którzy mi pomagali oraz moi przyjaciele. Penentio w imieniu całego Hamel podziękował za pomoc, a przyjaciele heh.. Stało się tak jak sobie myślałem. Po tak "uroczystym" przyjęciu mnie udałem się do mojego domu. Podczas powrotu natknąłem się na jakiegoś starca, który ciągle coś mówił o sztuce i literaturze pięknej. Ludzie pobliscy omijali go szerokim łukiem,(nie dziwię się) jedynie kilka osób stała i go słuchała. Jak dla mnie głupie gadanie starego człowieka. Machnąłem ręką i poszedłem w stronę domu. Przechodząc obok tablicy rynkowej zauważyłem, że.. WYKUPIONO GÓRĘ UNICORNA. Szczęka mi opadła.. Gdy ja walczę o wolność narażając życie, jakiś imbecyl mi wykupił mojego avatara. Wpadłem w dołek psychiczny... Wróciwszy do domu, Śnieżynek grzecznie na mnie czekał. Ah.. Ta jego radość jak przychodzę, zawszę mnie pociesza na duchu. Gdy go trochę udobruchałem poszedłem odpocząć(w końcu coś mi się należy w życiu).
I tak dzień się zakończył. Nikt już nie musi się martwić, każdy może prowadzić w spokoju swoje życie i planować sobie przyszłość, a ja będę musiał sobie znaleźć jakieś zajęcie ale to dopiero jutro na dziś mam dość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz