sobota, 29 września 2012

Wpis9

Następnego ranka wypoczęty wstałem i udałem się na dół. Gdy już się ogarnąłem udałem się na miasto, w poszukiwaniu dupka i Aishy. Jeśli będzie trzeba to zabije go przy wszystkich. Przechodziłem przez uliczki, drogi, rynek ani śladu. Udałem się do centrum. Cisza. Dziwne gdzie oni się podziali.. Udałem się do Camilli. Tam też ich nie było. Wróciłem się i skierowałem do parku. No kurwa mać gdy człowiek chce kogoś zabić to go nie ma. Po chwili dostrzegłem Chunga, który biegnął w moją stronę. Z jego wyrazu twarzy wnioskowałem, że coś się stało.
-Widziałeś Aishę?

-Nie, a Ty widziałeś tego frajera?

-Nie... Cholera..
- Zastanawiałem się, co się dzieje.. Po kilku minutach myślenia o co chodzi....
-Ty nie myślisz chyba, że..

-Na to wygląda..
- Patrzał na mnie zdenerwowany i zmieszany. Teraz to mnie dupek wkurwił i to nie na żarty... Zacisnąłem dłoń w pięść.
-Idziemy ich szukać.

Skinął głową i od razu skierowaliśmy się do jego domu. Pusto.. Zbadaliśmy jego klinikę. Sekretarka powiedziała nam, że dziś ma wolne. No pięknie.. Udaliśmy się do mieszkania Aishy może tam ma potrzebne informacje. Gdy nas lokatorki wpuściły dały nam wolną ręką, a one zajęły się czymś w kuchni. Mniejsza z tym.. Weszliśmy do pokoju Aishy. Skierowałem się do jej biurka. Leżał na nim zeszyt, albo... Wziąłem do ręki. Był to jej pamiętnik. Przewertowałem go na szybko, żadnych karteczek ani nic. Otworzyłem na wpisy z ostatnich dni, a dokładniej sprzed 4 dni. Miała wszystko opisane. Szukałem głownie informacji na temat Constantina, a znalazłem zupełnie inne...
-Co tam masz?
- Spytał Chung i wyrwał mnie z lektury.
-Jej pamiętnik. Może tu coś jest napisane.

-Ona Cię zabije jak się dowie.
- Podszedł i usiadł na krześle.
-Trudno.

Wróciłem do czytania. Co 2 zdania była wzmianka o mnie. Opisała dokładnie wszystko z tych dni. Co się wydarzyło, jak się czuła.. Przez ten cały czas cierpiała jak ja.. Rena miała rację.. Trzeba będzie porozmawiać jak to wszystko się skończy. Czytałem dalej i w końcu trafiłem na coś.
"Zaczął strasznie opowiadać i wtajemniczać mnie w historię laboratorium na obrzeżach Hamel. Ciekawe dlaczego tak o tym wspomina.."

-Zbieramy się Chung. Już wiem gdzie jest.

Dźwignął głowę, podniósł swoja broń i skierowaliśmy się do wyjścia. Odłożyłem pamiętnik. Mieliśmy wychodzić i wtedy się wróciłem. Na ostatniej kartce dopisałem jej jedno zdanie.. Teraz udaliśmy się do laboratorium. Na 100% tam są.

Było już późne południe. Biegliśmy do laboratorium na obrzeżach Hamel. Gdy zbliżyliśmy się do drzwi, Chung sprawdził czy ma amunicje w broni a ja złapałem rękojeść miecza i trzymałem go blisko siebie. Spojrzeliśmy na siebie i powoli otworzyliśmy drzwi. Drzwi zaskrzypiały i się otwarły. Wszędzie pełno kurzu, pajęczyn i mysz. Okropne miejsce... Zdemolowane do takiego stopnie iż nie da się tego naprawić. Kierowaliśmy się przed siebie i rozglądaliśmy się po pomieszczeniu. Usłyszeliśmy huk. Od razu pobiegliśmy tam. W sąsiednim pomieszczeniu znajdowała się grupka robotów.. Takich jak w Zamku Robo. Dziwne co one tu robią.. Schowaliśmy się za pobliskimi skrzyniami i obserwowaliśmy co oni robią. Przenosili coś z miejsca na miejsce. Po krótkiej chwili w naszą stronę poleciała rakieta. Odskoczyliśmy i przygotowaliśmy się do natarcia na wroga. Armia puszek skierowała się w naszą stronę. Przywołałem Cornwella, Chung przyjął pozycję do strzelania.
-Obiekt zidentyfikowany. Intruz. Pozbyć się.

-Hooo popatrz Chung nawet umieją mówić.

-No aż dziwne.

-Kto jest za to wszystko odpowiedzialny
? - Spytałem spokojnie może coś się uda wyciągnąć od nich
-Nasz mistrz, nie życzy sobie, by ktokolwiek mu przeszkadzał.

-Kto jest mistrzem?

-Nasz mistrz jest zajęty dziewczyną.

-Nasze pokolenie narodzi się na nowo
- Odrzekł drugi
-Dzięki niej
. - Przymrużyłem oczy i posłałem im wredny uśmieszek
-Przykro mi ale dziewczyna wraca ze mną, a wy tam gdzie wasze miejsce, czyli na złom. Ruszamy Chung!
Pobiegłem przed siebie kierując w ich stronę Cornwella, a Lorien z tyłu mnie ubezpieczał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz