środa, 26 września 2012

Wpis11

-Co zrobisz, jak jednak Cię wyda?
-Nie wiem, ale wątpię, by to zrobiła.
-Wiesz jak to z nimi jest hehe~
-A coś się tak zainteresował co?
-Skoro jestem w Tobie to chyba muszę wiedzieć o Twojej obecnej sytuacji czyż nie?
-Nie nie musisz, jedyne co masz wiedzieć to to, że jak chce Twojej mocy masz mi ją dać i tyle wystarczy.
-Jak tam chcesz...
Udałem się teraz na rozmowę z Cornwellem. Jak zwykle siedział przy swoim stole.
-Można?
-Siadaj chłopcze. - Usiadłem jak zwykle naprzeciw niego. - Co Cię sprowadza?
-Wiesz zapewne o tym... No wiesz o czym..
-Tak. Powiedziałem Ci już, to zależy od siły Twojej woli.
-Jeśli.. Zdarzyłoby się, że by przejął kontrolę są szanse się z tego wyrwać? - Musiałem znać odpowiedź jeśli nie będzie pozytywna to będę musiał coś z nim zrobić..
-Można, siła woli, dobroć w Twoim sercu wtedy będzie potrzebna. Oczywiście nie zapominaj, że wtedy też Ci pomogę. - Ulżyło mi trochę.
-Dziękuje.. A powiedz mi, czy powinienem coś z nim zrobić, ograniczyć jego swobodę?
-Jak wolisz. Jeśli jesteś dość silny, wtedy nie będą potrzebne ograniczenia, natomiast jeśli nie będziesz mieć wystarczającej siły by z nim wygrać, będziesz musiał go zniewolić.
-Powiesz mi jak to zrobić?
-Powiem ale innym razem. Teraz wracaj do siebie już.


Obudziłem się późnym porankiem. Udałem się do miasta zamyślony tym wszystkim. Stanąłem przy tablicy i przeglądałem z nudów ranking i inne wiadomości. Wtedy podbiegł do mnie Chung. Zmachany jakby przebiegł 2km.

-A Ty co taki zmachany.
-Nie uwierzysz jak Ci powiem.
-Hm? - Odeszliśmy kawałek dalej i usiedliśmy na ławce i oczywiście w oddali pełno rozpoczęło się szeptów. Zgaduje, że na nasz temat.
-To co się stało.
-Więc tak. Udałem się do Altery podziękować Ponggosom za zrobienie dla mnie działa jak i mojej zbroi. Dowiedziałem się, że to ich zasługa. No więc poszedłem tam i..
-I?
-I potem gdy podziękowałem podszedłem pod tablicę no wiesz tam no nie..
-No. - Ciekawe co to się tam wydarzyło.
-I wtedy jakaś nie wiem dziewczyna stanęła i jakby ją zamurowali.

-Aha?

-No Ty się śmiej to jakaś fanatyczka, odszedłem dalej i kierowałem się do wyjścia, a ta za mną biegnie.

-I co wydarzyło się dalej? - A mnie zaciekawił ciekawe co zrobił.
-No co wydarzyło się dalej wejrzałem na nią ta się odwróciła i zalana cała rumieńcami.

-Zakochała się chyba.
-Elsword! Dla Ciebie może to nic ja nie zamierzam mieć nikogo.
-Serio?
-No przynajmniej teraz... - Zaśmiałem się. - To jest paranoja ja tak nie chce... - Zakrył twarz w dłoniach.
-Nie przejmuj się.
- Poklepałem go po plecach. - Z czasem będziesz mieć większy fan club i do wyboru do koloru..- Wejrzał na mnie poirytowany.
-Daj już spokój co.
-Dobra ok ok. Może pvp dla rozluźnienia atmosfery?
-Może być.  


Udaliśmy się do Camilli a za nami masa wlepionych oczu. Przywitaliśmy się z Camillą i dołączyliśmy do wybierania przeciwników. I dobrało w końcu. Przeniosła nas na arena a za przeciwników mieliśmy.. 2 dziewczyny? To szybko pożegnają się z areną. Spojrzeliśmy na siebie i face palm. Gdy rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę ruszyliśmy na nie. Jedna z nich obrała drogę Dimension Witch, a druga Wind Sneaker'a. Śmieszne były ich ataki. Szybko zyskaliśmy dużą przewagę nad nimi. Jeszcze kilka wyprowadzonych ataków i zakończymy to. Ja zająłem się WS, a Chung DW. Pomimo, że tylko kilka ataków brakowało by ją wykończyć to się nie dała trafić. Skaczę jak nie wiem co i te strzały do tego. Nosz kurde.. W końcu doszło do starcia moje miecze zostały zatrzymane przez jej łuk. No to już po niej, akurat mam więcej siły i ją pokonam z łatwością. Wtedy nie wiadomo skąd platformy nad nami zaczęły się walić. Wejrzałem na górę tamta też. Wziąłem ją i odskoczyłem w bezpieczne miejsce.
-Chung! - Krzyknąłem do niego.
-Już.

Zmienił szybko na Berserka i wziął DW ze sobą. Rzuciłem w jego stronę Harsha by pomóc uciec z tych spadających skał. Złapał i przyciągnąłem do siebie ich. Bezpiecznie Chung wylądował na ziemi z DW.
-W porządku? - Spytałem
-Pewnie nic mi, nam nie jest. - Wejrzał na zszokowaną dziewczynę. Uśmiechnęliśmy się do siebie i przybiliśmy piątkę. Po chwili na dole znalazła się Camilla ochrona, lekarze, strażacy, a się porobiło...
-Boże nic wam się nie stało? - Podbiegła do ans zmartwiona Camilla
-Nie nic znaczy chyba. - Podszedłem do tej całej WS. - Jesteś cała?
-Ta. Chyba ta. - Trzymała się za głowę. Lekarze od razu zajęli się dziewczynami nam akurat nic nie było więc szybko odesłaliśmy ich z kwitkiem.
-Dziwne, że arena się zawaliła. Musze to jak najszybciej zgłosić.

-No lepiej się pośpiesz bo chciałbym powalczyć trochę.
Od razu poszła wraz z ochroną do naszego pseudo władcy powiedzieć, co się wydarzyło. Wraz z Chungiem wróciliśmy na miasto i udaliśmy się do pobliskiego baru. Przesiedzieliśmy tam trochę, aż w końcu wróciłem rozeszliśmy się w swoje strony. Mam nadzieję, ze już nic dziś się nie wydarzy. Dopiero zbliżał się wieczór..



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz