-Co zrobisz, jak jednak Cię wyda?
-Nie wiem, ale wątpię, by to zrobiła.
-Wiesz jak to z nimi jest hehe~
-A coś się tak zainteresował co?
-Skoro jestem w Tobie to chyba muszę wiedzieć o Twojej obecnej sytuacji czyż nie?
-Nie nie musisz, jedyne co masz wiedzieć to to, że jak chce Twojej mocy masz mi ją dać i tyle wystarczy.
-Jak tam chcesz...
Udałem się teraz na rozmowę z Cornwellem. Jak zwykle siedział przy swoim stole.
-Można?
-Siadaj chłopcze. - Usiadłem jak zwykle naprzeciw niego. - Co Cię sprowadza?
-Wiesz zapewne o tym... No wiesz o czym..
-Tak. Powiedziałem Ci już, to zależy od siły Twojej woli.
-Jeśli.. Zdarzyłoby się, że by przejął kontrolę są szanse się z tego wyrwać? - Musiałem znać odpowiedź jeśli nie będzie pozytywna to będę musiał coś z nim zrobić..
-Można, siła woli, dobroć w Twoim sercu wtedy będzie potrzebna. Oczywiście nie zapominaj, że wtedy też Ci pomogę. - Ulżyło mi trochę.
-Dziękuje.. A powiedz mi, czy powinienem coś z nim zrobić, ograniczyć jego swobodę?
-Jak wolisz. Jeśli jesteś dość silny, wtedy nie będą potrzebne
ograniczenia, natomiast jeśli nie będziesz mieć wystarczającej siły by z
nim wygrać, będziesz musiał go zniewolić.
-Powiesz mi jak to zrobić?
-Powiem ale innym razem. Teraz wracaj do siebie już.
Obudziłem się późnym porankiem. Udałem się do miasta zamyślony tym
wszystkim. Stanąłem przy tablicy i przeglądałem z nudów ranking i inne
wiadomości. Wtedy podbiegł do mnie Chung. Zmachany jakby przebiegł 2km.
-A Ty co taki zmachany.
-Nie uwierzysz jak Ci powiem.
-Hm? - Odeszliśmy kawałek dalej i usiedliśmy na ławce i oczywiście w oddali pełno rozpoczęło się szeptów. Zgaduje, że na nasz temat.
-To co się stało.
-Więc tak. Udałem się do Altery podziękować
Ponggosom za zrobienie dla mnie działa jak i mojej zbroi. Dowiedziałem
się, że to ich zasługa. No więc poszedłem tam i..
-I?
-I potem gdy podziękowałem podszedłem pod tablicę no wiesz tam no nie..
-No. - Ciekawe co to się tam wydarzyło.
-I wtedy jakaś nie wiem dziewczyna stanęła i jakby ją zamurowali.
-Aha?
-No Ty się śmiej to jakaś fanatyczka, odszedłem dalej i kierowałem się do wyjścia, a ta za mną biegnie.
-I co wydarzyło się dalej? - A mnie zaciekawił ciekawe co zrobił.
-No co wydarzyło się dalej wejrzałem na nią ta się odwróciła i zalana cała rumieńcami.
-Zakochała się chyba.
-Elsword! Dla Ciebie może to nic ja nie zamierzam mieć nikogo.
-Serio?
-No przynajmniej teraz... - Zaśmiałem się. - To jest paranoja ja tak nie chce... - Zakrył twarz w dłoniach.
-Nie przejmuj się.
- Poklepałem go po plecach. - Z czasem będziesz mieć większy fan club i do wyboru do koloru..- Wejrzał na mnie poirytowany.
-Daj już spokój co.
-Dobra ok ok. Może pvp dla rozluźnienia atmosfery?
-Może być.
Udaliśmy się do Camilli a za nami masa wlepionych oczu. Przywitaliśmy
się z Camillą i dołączyliśmy do wybierania przeciwników. I dobrało w
końcu. Przeniosła nas na arena a za przeciwników mieliśmy.. 2
dziewczyny? To szybko pożegnają się z areną. Spojrzeliśmy na siebie i
face palm. Gdy rozległ się dźwięk rozpoczynający walkę ruszyliśmy na
nie. Jedna z nich obrała drogę Dimension Witch, a druga Wind Sneaker'a.
Śmieszne były ich ataki. Szybko zyskaliśmy dużą przewagę nad nimi.
Jeszcze kilka wyprowadzonych ataków i zakończymy to. Ja zająłem się WS, a
Chung DW. Pomimo, że tylko kilka ataków brakowało by ją wykończyć to
się nie dała trafić. Skaczę jak nie wiem co i te strzały do tego. Nosz
kurde.. W końcu doszło do starcia moje miecze zostały zatrzymane przez
jej łuk. No to już po niej, akurat mam więcej siły i ją pokonam z
łatwością. Wtedy nie wiadomo skąd platformy nad nami zaczęły się walić.
Wejrzałem na górę tamta też. Wziąłem ją i odskoczyłem w bezpieczne
miejsce.
-Chung! - Krzyknąłem do niego.
-Już.
Zmienił szybko na Berserka i wziął DW ze sobą. Rzuciłem w jego stronę
Harsha by pomóc uciec z tych spadających skał. Złapał i przyciągnąłem do
siebie ich. Bezpiecznie Chung wylądował na ziemi z DW.
-W porządku? - Spytałem
-Pewnie nic mi, nam nie jest. -
Wejrzał na zszokowaną dziewczynę. Uśmiechnęliśmy się do siebie i
przybiliśmy piątkę. Po chwili na dole znalazła się Camilla ochrona,
lekarze, strażacy, a się porobiło...
-Boże nic wam się nie stało? - Podbiegła do ans zmartwiona Camilla
-Nie nic znaczy chyba. - Podszedłem do tej całej WS. - Jesteś cała?
-Ta. Chyba ta. - Trzymała się za
głowę. Lekarze od razu zajęli się dziewczynami nam akurat nic nie było
więc szybko odesłaliśmy ich z kwitkiem.
-Dziwne, że arena się zawaliła. Musze to jak najszybciej zgłosić.
-No lepiej się pośpiesz bo chciałbym powalczyć trochę.
Od razu poszła wraz z ochroną do naszego pseudo władcy powiedzieć, co
się wydarzyło. Wraz z Chungiem wróciliśmy na miasto i udaliśmy się do
pobliskiego baru. Przesiedzieliśmy tam trochę, aż w końcu wróciłem
rozeszliśmy się w swoje strony. Mam nadzieję, ze już nic dziś się nie
wydarzy. Dopiero zbliżał się wieczór..
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz