środa, 26 września 2012

Wpis19

Siedzieliśmy razem w ciszy. Nie dziwię się jej w sumie, po tym wszystkim mi samemu nie chce się o niczym rozmawiać. Przytuliła się do mnie i łzy spłynęły jej po twarzy. Przeze mnie musi przez to wszystko przechodzić.. Gdyby był jakiś inny sposób, żeby innych nie krzywdzić. Wypowiedziałem półszeptem, żeby nie płakała i że wkrótce ten koszmar się skończy. Przytuliłem ją do siebie, chciałem by została ze mną jak najdłużej, tylko ona.. Tylko dzięki niej czuje się taki spokojny i szczęśliwy..
Zbliżała się późna godzina, Aisha musiała już wracać, chciałem żeby została ale wtedy kto wie co by się stało. Odprowadziłem ją do drzwi i kazałem jednemu z służących odprowadzić ją. Gdy poszli wróciłem do zdemolowanego salonu. Wezwałem wszystkich co w domu pracowali by to jakoś ogarnęli, powiadomili ojca, że potrzebuje nowe schody, szklane drzwi i okna. Sam udałem się do swojego pokoju na górze. Całe szczęście, że dobudowałem dodatkowe schody po drugiej stronie, bo by był kłopot. Położyłem się padnięty na łóżko. Wszystko mnie bolało i byłem strasznie zmęczony. Zasnąłem w kilka minut z wyczerpania. Jednak tak: śpię sobie, a podświadomie se prowadzę pogawędki z Cornwellem.. Czyli niby odpoczywam, a jednak tego nie robię. Wyłożyłem się jak długi na stole.
-Zmęczony?

-Noooooooo..
- Zaśmiał się i dalej pił swoją kawę. Przeglądał dalej książki. Opornie dźwignąłem głowę i spojrzałem na niego. - Masz coś już gdzie te składniki brakujące?
-Tak, właśnie skończyłem. - Zamknął książki coś zanotował na kartce i mi ją dał. Przyglądałem się.
-Huh? Przecież to z ....
-Tak, z tego co wiem to na Terenie Skażonym byłeś i Iluzji Belder.
-Noo i nie tylko. - Jak żywy dźwignąłem się i usiadłem. - Tylko wiesz mnie interesowało, co innego jak tam chodziłem.
-Ale chyba niektóre składniki posiadasz?
-Możliwe.. - Przyjrzałem się liście. - Serce Nasod Inspector? Co to niby jest?
-Te światełko co migocze. - Wejrzałem zdziwiony an niego.
-I co, że niby ja to mam mu zabrać? Przecież to niewykonalne dla mnie. - Co on myśli, że ja jakiś super bohater czy co, że będę skakać po tym wielkim robocie i serce mu odbierał?
-Masz przyjaciół, pozwoliłeś im by Ci pomogli.
-Powiedziałem, że mogą mi pomóc ale w osobnych grupach.. - Wejrzałem z przymrużonymi oczami na niego. Czy on słuchał co ja mówiłem?
-Nie wiem jak to zrobisz, ale wiem, że sobie poradzisz.
-Tia.. - Wejrzałem dalej na listę. Krew smoka.. E aha... 1litr.. 1litr!?!? No kto to wymyślił.. Dalej 5zarodników. Hmm to chyba nawet mam oraz 5 próbek Hoakina. To też powinienem mieć. To zostało mi zaliczyć tego głupiego robota i smoka.. Chyba wiem jak to załatwię.
-Dobra dzięki staruszku, teraz wiem czego szukać.
-Jak już znajdziesz to jak zamierzasz zrobić miksturę i inne przygotowania do jego przyjęcia? - Wstałem i skierowałem się do "wyjścia".
-Znam pewną osobę która jest w tym najlepsza. - Odrzekłem uśmiechając się w jego stronę.
W rzeczywistości był już ranek. Ogarnąłem się szybko i zszedłem na dół. Wszystko ładnie wysprzątane i.... Masa ludzi którzy pracują? Nieźli są skoro mnie nie obudzili. Podszedł do mnie jeden z lokai i powiedział, że wczesnym rankiem przyjechali i zaczęli już zajmować się domem. No muszę napisać list do ojca, że tak szybko zmobilizował ludzi. Ciekawe ile to mnie wykosztuje... Gdy zjadłem śniadanie udałem się na miasto. Skierowałem się do Glave, zaliczać wyzwania. Grupę szybko znalazłem co mnie zdziwiło, gdyż cześć ludzi, jak nie całe miasto wie o "tym". Gdy już to miałem za sobą poszedłem sprzedawać różne śmieci. W końcu nie jestem taki biedny, albo inaczej będę biedny, bo długi muszę oddać... Udałem się do miejsca gdzie zwykle spotykaliśmy się. Spotkałem tam Aishę od razu do mnie podbiegła i rzuciła się na szyje.
-Elsword tak się cieszę, że Cię widzę. Jak się czujesz?

-Dobrze, nie wspominając, że zaraz mi połamiesz kark.
-Oh wybacz. - Pocałowałem ją i usiedliśmy na ławce.
-Mam już listę brakujących składników. Trzeba będzie poinformować resztę.
-Zostaw to mnie.- Odrzekła z uśmiechem.
Telepatycznie skontaktowała się z resztą. Po dłuższym czasie odrzekła że zaraz przyjdą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz