środa, 26 września 2012

Rozdział V Moje drugie "ja" Wpis1

-Elsword... Elsword - Usłyszałem czyjś głos. Otwarłem oczy, rozejrzałem się do o koła. Miejsce ciemne, czarne bez końca. - Elsword otwórz swoje serce i uwolnij się z tego mroku. - Serce? Ten głos.. Poznaje go.. Sylph ale.. Wspomniałem sobie chwile, najszczęśliwsze jakie potrafiłem z moimi przyjaciółmi. Mrok, który mnie otaczał znikł, zrobiło się jasno. Wtedy ujrzałem przed sobą kogoś.. Kto to jest? Podobny jest do mojego przyjaciela ale..
-Kim jesteś? - Stanął przede mną.
-Nie poznajesz mnie widzę. Dawno się nie widzieliśmy w sumie.
-Sylph? - To on? Co mu się stało. Byłem zszokowany. - Co się stało? Dlaczego.. - Nie wiedziałem jak złączyć słowa w sensowne zdanie.
-Uruchomił się nowy system, dlatego też się zmieniłem. Jednak nie przyszedłem tutaj na pogawędki. Masz wrócić do nas, do Aishy.
-Przecież ja uma...
-Nie nadal lekarze walczą o Twoje życie. - Zaczął powoli znikać. - Na mnie już pora. Będę na Ciebie czekać po drugiej stronie.
Zniknął całkowicie i pozostałem sam w swojej podświadomości. Co się w ogóle dzieje? Jak on się dostał tutaj.. Przecież to miejsce należy tylko i wyłącznie do mnie i staruszka. Jasność która mnie otaczała powoli zmieniała się w mrok.
-Chcesz żyć prawda? - Ten głos, wrócił..
-Może i chce ale Tobie nic do tego. - Odrzekłem gniewnym tonem.
-I skąd ta złość.
-Wracaj do siebie i nie wtrącaj się.
-Haha i tak z czasem będziesz mój. To tylko kwestia czasu chłopcze.
Mrok zniknął wraz z nim. Na prawdę nienawidzę tego gościa. Moje drugie ja.. Chętnie bym się go pozbył. Rozejrzałem się i poznałem miejsce, w którym się teraz znajdowałem. Pokój staruszka. Dostrzegłem go siedzącego na krześle z rozłożoną szachownicą. Podszedłem do niego.
-Jak długo będziesz jeszcze sobie dawać z nim radę? - Głos był stanowczy i poważny. Sytuacja chyba się zmieniła od ostatniego razu.
-Tak długo jak będę mógł. - Usiadłem na przeciw niego. - Liczę, że mi pomożesz.
-Od tego jestem jednak pamiętaj, że to od Ciebie wszystko zależy.
-Wiem.. - Rozpoczęliśmy partyjkę szachów. Po dłuższym czasie:
-Nie wiem czy wiesz ale..
-Hm? - Wejrzałem na niego
-To dzięki Twojej mrocznej stronie żyjesz.
-Jak to?
-To on podtrzymuje Twoje życie, gdy jesteś zagrożony. Oczywiście pomoc Twojej dziewczyny też odegrała dużą rolę. Jednak głównie zawdzięczasz życie mrocznej stronie. Gdyby nie Twój przyjaciel to byś teraz już został pochłonięty przez niego i stałbyś się zagrożeniem dla siebie i innych. - Nie wiedziałem co powiedzieć. Dlaczego ktoś taki jest odpowiedzialny w takich krytycznych momentach o moje życie? Sylph.. Jak tylko dojdę do siebie będę musiał Ci podziękować jak i ochrzanić, że tyle czasu się nie pojawiał.
-Dlaczego on, a nie Ty? - Przesunąłem odpowiednią figurę na szachownicy. - Szach mat.
-Ja jestem tylko Twoim mieczem, ja tylko Ci pomagam. - Wejrzał na mnie jednak nie widziałem jego wzroku bo miał zasłonięte kapturem. - Długo tu jeszcze będziesz się obijać? Wracaj już do przyjaciół.
Zaśmiałem się po czym wróciłem do rzeczywistości. Nadal całe ciało przechodził ból. Byłem słaby, wyczerpany. Słyszałem czyjeś głosy, kilku osób. Początkowo nie mogłem się połapać do kogo należą, dopiero z czasem..
-...3dni wyczerpana jesteś. Powinnaś odpocząć. - Rena na pewno to była ona.
-Nie ważne, dopóki nie otworzy oczu nie wyjdę stąd. Muszę mieć pewność, że nic mu nie jest! - Czemu zawsze się ona tak wydziera.. I weź tu odpocznij.
-Słyszałaś lekarzy. Nic mu nie grozi więc możesz iść spokojnie.
-NIE!
-To w takim razie czas go obudzić.
-Co co czyś Ty zwariował?! Zostaw go jeszcze mu co zrobisz. - Coś się działo koło mnie ale nie wiem co.
-Puszczaj zaraz go obudzę.
-Daj spokój pokaleczysz go tylko.
-Właśnie odsuń się.
Zrobiło się tak głośno, że już głowa zaczęła mnie boleć. Otwarłem powoli oczy. Miałem wszystko rozmazane, dopiero z czasem już widziałem wszystko jak należy. Zerknąłem w bok. Rena, Aisha i Chung się szarpali, a Raven siedział z twarzą zakrytą w dłoniach, a Sylph.. Gdzie go znowu wcięło... Eh nazoidy..
-Możecie.. być.. ciut ciszej? - Odrzekłem słabym głosem, ale chyba usłyszeli bo odwrócili się w moją stronę i zamarli. Patrzałem na nich oni na mnie jakby ducha zobaczyli. Odwróciłem głowę w drugą stronę. - No i na co się tak gapicie..
Po chwili Aisha była już mnie i przytuliła się. Dobrze, że mnie nie udusiła. Reszta podeszła do mnie uśmiechnięta i zaczęli mi mówić jak się cieszą, opowiedzieli mi co się działo przez ten cały czas.
-Więc to tak..
-Po czym wyszedł bez słowa i gdzieś poszedł. Jest nazoidem to wiesz..
Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie jeszcze raz, bo musimy porozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz