środa, 26 września 2012

Wpis4

Przez cały Hamel, od mojego domu, aż do szpitala ten idiotyczny strażnik szedł ze mną, a ludzi patrzeli i szeptali coś miedzy sobą.Podparłem z wyraźnym niezadowoleniem twarz o rękę, którą opierałem o plecy osiłka. Lekarze szli za mną i przede mną. Ci z przodu ciągle o czymś dyskutowali, a Ci z tyłu ciągle o coś pytali.
-Jak się czujesz?
-Źle.
-Dlaczego?
-Domyśl się idioto.
-Boli Cię coś?
-Tak głowa o Twoich głupich pytań.
-Hmm chyba trza będzie go skierować do psychologa. Zapisz to. - Odrzekł szturchając drugiego lekarza obok.
-Sam powinieneś iść do psychologa. Kto to widział na siłę do szpitala ludzi brać?
-Były i gorsze przypadki. Natomiast z Tobą idzie łatwiej jak tydzień temu, co nam ciągle kobieta wrzeszczała kopała i inne.
-No to chyba widać niezadowolenie tak? Jesteście poje... - Nie dokończyłem, bo ten idiota co mnie niósł celowo mną podrzucił. - Teee nie pozwalaj sobie za dużo ty nie wiadomo co i do czego! - Odwróciłem się w jego stronę, a ten dalej nic szedł jak szedł. - Dziwak. - Odrzekłem pod nosem.
-Elsword, jak powiedziała Twoja przyjaciółka to dla Twojego dobra.
-Weź już się zamknij, mam dość Twojego ględzenia w kółko o tym samym.
-Jak tam chcesz.. Zrobimy badania tylko i będziesz mógł wrócić do siebie, czyli pojutrze.
A to mnie pocieszył tym faktem.. Dzień spędzony w szpitalu to jest jakiś koszmar!! Gdy dotarliśmy na miejsce zrobili kilka badań, po czym mogłem w końcu odpocząć. Był już wieczór. Zastanawiałem się jak by tu uciec, nie mam zamiaru tracić tutaj czas. Wstałem z łóżka i podszedłem do okna. Wygląda jakby było można przejść. Otwarłem, wychyliłem się i od razu zrezygnowałem z tego pomysłu. 20 piętro no to faktycznie wyskoczę sobie... Chyba, że.. Harsh.. Hmmm.. Patrzyłem w dół i dostrzegłem tam kilka osób. Więc się kurde przygotowali na to.. Dobra mniejsza.. Zamknąłem okno i udałem się do drzwi. Przyłożyłem ucho do nich i słuchałem czy jest ktoś po drugiej stronie. Cisza, czyli teren wolny. Otwarłem drzwi rozejrzałem się. Pusty korytarz. No i to się nazywa mieć szczęście. Wyszedłem po cichu i skierowałem się do rozwidlenia korytarza i wtedy wpadłem na tego osiłka co mnie niósł i jego drugi kolega tak samo napakowany. Wejrzałem na nich oni na mnie.
-Dobra wracam do siebie...
Odrzekłem z kwaśną miną i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i myślałem za jakie grzechy muszę tu być.. Jutro jak wstanę muszę coś wykombinować.. A no i zemsta na przyjaciołach. Im to nie podaruje. Położyłem się i zasnąłem.
Obudziłem się i pierwsza myśl jaka mnie naszła: zaczyna się koszmar. Kilkanaście minut później weszło kilku lekarzy i zabrali mnie na kolejne badania. Oznajmili mi, iż wczorajsze wszystkie wyszły pozytywnie. Dzisiejsze badania były tak długie i głupie, że już miałem dość. Ciągle słyszałem "no to połóż się", "powiedz A", "zaraz skończymy"," proszę się nie ruszać"," nie oddychaj przez chwile". Co ja kurde jakiś królik doświadczalny!? Bo kilku godzinach udręki z tymi psychicznymi lekarzami odprowadzili mnie do pokoju.
-Dobrze, zaraz przyjdzie do Ciebie psycholog.
-Hę? Co?
-No mówiłem Ci ,że musisz z psychologiem porozmawiać.
-Chyba Ty nie ja.. - Wejrzał na mnie kątem oka.
-Ja mam wszystko w głowie poukładane jak należy.
-A ja tu bym się kłócił o to...
-Jakieś sugestie? - Patrzał na mnie dziwnym spojrzeniem
-E ta.. Przyjrzyjmy się: czerwony sweter, żółte spodnie, niebieskie buty i szalik. Nie wiedziałem, że jest dziś dzień robienia z siebie idioty.
-Powinieneś więcej szacunku okazywać starszym. Ja uważam iż to, co mam na sobie ubrane jest w modzie.
-Pan modniś się znalazł. Ciekawe co na to Twoja żona, o ile ją masz. - Zaśmiałem się pod nosem.
-Poczekaj no Ty.. - Podszedł do mnie i złapał mnie za ubranie i przyciągnął do siebie i patrzał morderczym wzrokiem. - Już ja dopilnuje, by nauczono Cię szacunku do innych.
-Od tego mam rodziców nie jakiegoś idiotę, który pajacuje w szpitalu. - Patrzał na mnie, cały czerwony się już zrobił. - A to ma pan w końcu tą żonę czy nie?
-Nie Twój interes.
Puścił mnie i skierował się do wyjścia. Gdy otwierał drzwi uderzył kogoś nimi, osobę, która chciała wejść. Wybuchłem śmiechem, a oni zaczęli tam przepraszać i pomagać temu komuś, co oberwał drzwiami. Jak już skończyłem się śmiać spojrzałem tam, kto to tak oberwał. Wejrzałem i... Od razu się dźwignąłem i zacząłem badać wzrokiem kobietę, która weszła. Średniego wzrostu, długie czarne włosy, ubrana w niebieską spódnicę i bluzkę. Bardzo piękna z lekkim makijażem.
-Więc to z Tobą jest tyle kłopotów. - Odrzekła miłym, serdecznym głosem. Głos jak anioł.. Zamurowało mnie z lekka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz