środa, 26 września 2012

Wpis2

Całą noc nie spałem przez to wszystko. Czułem się okropnie, załamany.. Odechciało mi się żyć, po tym wszystkim, co razem przeszliśmy... Nie mogłem w to uwierzyć... Wmawiałem sobie, że to nie dzieje się na prawdę.. Rano do mojego pokoju przyszła jedna z moich służących - Emilia, która jest przy mnie w sumie od dziecka. Nawet nie spojrzałem na nią, po prostu wzrok miałem wbity w jedno miejsce, a z oczu od czasu do czasu spływały łzy. Usiadła obok mnie i zaczęła głaskać mnie po głowie. Nie mówiła nic, bo nie wiedziała pewnie, co powiedzieć, by bardziej mnie nie dobić. Siedziała przy mnie dłuższy czas, a ja powoli odnajdywałem spokój w sercu po tym wszystkim. Byłem szczęśliwy iż mam tak bliską osobę przy sobie, niczym moja matka, która się troszczy o swoje dziecko. Z czasem wstałem, poprawiła mi grzywkę i uśmiechnęła się do mnie życzliwie. Nie musiała nic mówić, a wyczytałem z jej uśmiechu, iż chciała powiedzieć "Wszystko będzie dobrze". Podniosło mnie to trochę na duchu. Zeszliśmy na dół tam zjadłem śniadanie i udałem się na miasto. Przez te zamieszanie z Mrocznym nie miałem czasu chodzić na Heniry czy też sekrety, by sprawić sobie nową broń. Nie wiem czy pisałem, ale moja obecna broń mnie wręcz dobija, ostrze zjechane, że szkoda mówić, nadaje się na złom.. Szedłem w stronę miejsc, gdzie zwykle zbierają się wojownicy i wyruszają na sekrety. Zabrałem się z nimi. Jeszcze kilka dni i myślę, że w końcu będę mieć wszystkie składniki do zrobienia nowej klingi. Jako, że nie moge wiecznie przeżywać tego co się wydarzyło muszę znaleźć sobie zajęcie i tak... Pobawiłem dziś się alchemią. Co prawda nie najlepiej mi z tym idzie ale trudno.. Poszedłem do Grala i tam wbijałem sobie nowe sloty do avatara broni. Pokazał mi co i jak i coś tam weszło.. Nawet ciekawe efekty wbiło. Podziękowałem Gralowi, zapłaciłem(....) i skierowałem się do Glave. Czas na Heniry. Grupę szybko znalazłem, miło w końcu było wrócić do codzienności. No prawie.. Gdy skończyłem wyzwania, zmęczony udałem się do pobliskiego baru. Tam spotkałem Chunga.
-Siema. - Usiadłem obok niego.
-Siema ema. Co taki zmachany jesteś?
- Dopił napój co miał.
-Dziś trochę rzeczy porobiłem, wiesz sekrety, Henir.

-Aaa, no ja też właśnie wróciłem z Iluzji. - Zamówił u kelnerki 2 napoje co poprzednio.
-Byłeś na pvp może?

-Nie jeszcze nie, ale zamierzam tam iść. Jakiś nowy system Camilla opracowała, więc warto będzie go zobaczyć.

-No to super, powalczymy sobie z nieogarniętymi dzieciakami.
- Chung się zaśmiał po czym kelnerka podała nam napoje co zamówił Chung. Sam nawet nie wiem co to jest, ale dobrze smakuje i nie powoduje efektów ubocznych.. - To co idziemy?
-Pewnie.

Zapłacił i skierowaliśmy się do Camilli. Dużo było ludzi, pewnie to z tego nowego systemu. Nie szło przejść dalej. Zdenerwowałem się trochę i powiedziałem 2 tony głośniej, by się zsunęli i od razu grupki dziewczyn i innych się przesunęli przy okazji witając, przepraszając i gratulując osiągnięć. Dotarliśmy do Camilli w końcu, przywitaliśmy się i obserwowaliśmy walkę co właśnie się rozgrywała. Akurat odbywała się walka 2v2, a najlepsze w tym wszystkim iż były 2 dziewczyny na 2 dziewczyny. Nawet ciekawie się oglądało nasze wojowniczki w akcji. Nie które na prawdę mi zaimponowały umiejętnościami. Szczęście w nieszczęściu iż walczyła dziewczyna, którą od dłuższego czasu obserwuje na pvp. Podobnie jak ja posługuje się dwoma mieczami. Imię też ma bardzo osobliwe Issabel. Krótkie, czarne włosy z grzywką po prawej stronie, zasłaniające jej twarz, ciemne oczy, spojrzenie w zależności od nastroju, jak każdy, podczas walki zdeterminowana i skupiona, średniego wzrostu, cicha i zamknięta w sobie. Specjalne umiejętności raz atakuje fizycznie raz duchowo. Jak się trafi na kogoś takiego pierwszy raz to nie wiadomo czego unikać, jednak z czasem idzie łatwo rozpracować osobę. Oparłem się bokiem o barierkę, Chung usiadł na niej i dalej przyglądaliśmy się walce. Ja bacznie obserwowałem każdy jej ruch. Popełniała jeszcze kilka błędów, jednak w sumie co mnie to obchodzi z czasem się wyuczy. W końcu walka dobiegła końca. Oczywiście Issabel z swoją przyjaciółką wygrały. Gdy kierowały się do wyjścia spojrzała w moją stronę, jakby wiedziała iż ją obserwowałem cała walkę. Nasze spojrzenia się wymieniły, po czym wyszła z areny. Może by tak sobie kogoś znaleźć za Aishe... Wtedy Chung mnie szturchnął w ramię.
-Nie rozbieraj jej tak wzrokiem
. - Zaśmiałem się.
-Daj spokój tylko spojrzałem.

-Jasne jasne. Dobra wchodzimy.

Dałem Camilli znać by nas zapisała. Nie czekaliśmy długo i dobrało nam dwóch wojowników RS i LK. No łatwiej być nie mogło. Bez patyczkowania się ruszyliśmy na nich i szybko zakończyliśmy walkę. Jak na złość, teraz dostrzegłem iż czarnowłosa mnie obserwuje. Puściłem do niej oko i się do mnie uśmiechnęła. Hoo może coś z tego będzie.. Przez kilka godzin z Chungiem obijaliśmy pseudo wojowników którzy myślą, że są super fajni. Gdy pokonaliśmy kolejną parę, ujrzałem Aishę wraz z tym kimś co stali razem przytuleni do siebie. Wkurzyło mnie to. Chung zauważył od razu że coś nie tak. Wejrzał tam gdzie ja i już wiedział o co mi chodzi. Dobrało nam walkę. Cóż współczuje tym gościom, bo na nich będę musiał się wyładować. Położyłem rękę na ramieniu przyjaciela i powiedziałem, że sam się nimi zajmę. Bez kłócenia się odparł, że mu to odpowiada i odszedł na bok. Usiadł sobie na broni i zaczął czytać książkę. Wszyscy oglądający byli zdziwieni co jest grane. Przeciwnicy co stali na przeciw mnie zaczęli się śmiać i wywyższać iż nie mam z nimi szans. No to się jeszcze okaże. Nie przykuwałem zbytniej uwagi, do tego co mówili, tylko przywołałem Cornwella. Od razu wtedy zamilkli i dostrzegłem w ich oczach przerażenie. Obróciłem miecz w ręce i ruszyłem w ich kierunku. Jedno odepchnąłem w bok, dzięki czemu szybko musiałem pozbyć się drugiego. Użyłem Blastinga na nim i poleciał kawałek dalej. Drugi zaatakował mnie od tyłu. Przywołałem cztery Cornwelle za sobą i przebiłem się przez niego. Od razu zacząłem moją serię ciosów i wykończyłem atak Cutterem. Podszedłem do niego, a ten zwijał się z bólu. Jeden z głowy, wejrzałem na drugiego. Zaczął panikować i wrzeszczeć na cały głos, że jestem potworem i że się poddaje. Camilla od razu zakończyła walkę przez, co wygraliśmy. Głupcy.. Myślą że tak łatwo pokonają Cornwella, nawet nie musiałem użyć na nich mocy Mrocznego. Odwołałem Cornwella i podszedłem do Chunga.
-Szybko się nimi zająłeś.
- Zamknął książkę i schował, po czym wstał i wziął do ręki broń
-Wiadomo

Wyszliśmy z areny, a obok Camilli stała Aisha, która smutnym spojrzeniem patrzała na mnie. Zignorowałem to i z Chungiem udaliśmy się na miasto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz