środa, 26 września 2012

Wpis8

Jest godzina 6:00. Obudził mnie trzask czegoś na dole. Zbiegłem na dól, a tam.. Drzwi zrobione ze szkła. całe potrzaskane... Zdenerwowałem się i to nie na żarty. Na zamówienie, specjalne robione, a tu... Nie musiałem się długo zastanawiać czyja to sprawka.
-ANIMA!!! - Krzyknąłem na cały dom, a on wystraszony, ledwo wychylił głowę za kanapy, w salonie. Podszedłem do niego.
-No bo, no bo...
-No, bo co?! Wiesz ile te drzwi mnie kosztowały!?!? - Łzy spłynęły mu po twarzy.
-Ja przepraszam bardzo.. Najmocniej jak potrafię. - Przytulił się do mnie. Westchnąłem. Wziąłem go na ręce i odwróciłem w stronę zniszczonych drzwi.. Albo tylko tego, co po nich zostało, czyli zawiasów. Przyglądałem się i.. wpadłem na pewien pomysł.
-Wiesz... Chyba Ci podziekuję, za to, co zrobiłeś.
Odrzekłem spokojnym tonem, a ten spojrzał na mnie. Kazałem służbie wyciągnąć te zawiasy i wszystko wysprzątać i zostawić puste miejsce. Zająłem się sobą i jak doprowadziłem się do porządku, zszedłem na dół. Nie było śladu, ani po zawiasach, ani po rozbitym szkle. Przyglądałem się, to z jednej, to z drugiej strony, a Anima patrzył, co robię.
-Czemu chodzisz tam i z powrotem? - Spytał zaciekawiony.
-Oglądam, jak to będzie wyglądać bez drzwi.
-Nie będziesz montować nowe?
-Nie wiesz, takie drzwi to robią tylko na zamówienie i są cholernie drogie. Chociaż w sumie i tak biorę na to fundusze ojca.. Ale jakoś nie chce mi się tym bawić.
-Wyzyskiwacz. - Zaśmiał się, a ja wejrzałem na niego śmiejąc się.
-Tak może być. - Poszedłem do salonu i z daleka obserwowałem, jak to wygląda. - Jest nawet lepiej jak było.
Wraz z bratem udaliśmy się do parku. Dziś spotkał tam swoja koleżankę. Bawili się razem, a ja dostrzegłem jej siostrę na przeciwko. No to sobie miejsce wybrałem.... Po kilku godzinach zanudzania się na śmierć, zawołałem małego i udaliśmy się w drogę powrotną.. Albo był taki zamiar. Nieopodal parku znajdowały się różnego rodzaju karuzele, w tym kolo młyńskie. Z niewiadomych przyczyn się zepsuł, a w środku znajdowały się dzieci. Nie wyglądało to za dobrze. Ludzie na dole stali i patrzyli się wymieniając się zdaniami. Wtedy na samej górze dostrzegłem kobietę, z małym dzieckiem w ramionach. Obok mnie stał mężczyzna, który też tam się wpatrywał. Domyśliłem się, że to pewnie ojciec małego. Nie mogłem stać bezczynnie i się temu przyglądać.
-Anima zostań tu i trzymaj się z daleka. - Wejrzał na mnie, a ja ruszyłem już przed siebie.
-Hej ejjj, gdzie Ty idziesz? - Spytał zmartwiony i podbiegł trochę do przodu.
Podbiegłem do tej przeklętej maszyny i wspinałem się na samą górę. W końcu dotarłem do kobiety i jej dziecka.
-Wszystko w porządku?
-Tak tylko moje dziecko.. Proszę je najpierw uratować.
Podała mi je, a ja wziąłem je i wyszedłem na zewnątrz. Przywołałem Cornwell'a i dzięki umiejętności Harsha, bez problemu znalazłem się na dole, bez żadnych szkód na sobie czy dziecku. Ludzie, co tam stali podbiegli do mnie, a wraz z nimi ojciec dziecka. Podałem mu je i usłyszałem słowa dziękuje. Nagle koło młyńskie poruszyło się w przód, tył i w końcu zaczęło normalnie działać. Anima stanął koło mnie i przypatrywał się przepełniony dumą, że ma takiego brata. Gdy już uwolniliśmy się spod fali ludzi i ich pytań, podziękowań, w drodze do domu, zobaczyłem przyjaciół z gildii. Wybierali się na Henira, trochę posmutniałem.. Przez to, co się teraz dzieje, nie mam czasu na moje codziennie czynności. Weszliśmy jeszcze do pobliskiego teatru za namowa Animy.. Osobiście nie przepadam za tym, no ale niech mu będzie. Ostatni dzień u mnie jest. Jutro już, wreszcie, wraca do siebie, a ja będę mieć spokój.
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem. Padnięty położyłem się w salonie, a Anima poszedł czytać jakieś książki. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Kto o tej porze dzwoni mi domach??
-Jak coś to mnie nie ma.
Odrzekłem Emilii - służącej, co szła otworzyć drzwi.
-Ma pan niespodziewanego gościa.
-Hę? Jakiego znowu.. - Odwróciłem się i nie mogłem wydusić z siebie słowa, ani ruszyć się. Akurat TEJ osoby się najmniej spodziewałem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz