Gdy dotarłem do domu, wróciłem do czytania książek na temat mojej
mrocznej strony. Przewracałem kartki aż po dłuższym czasie znalazłem
coś.. Coś co myślę, że będzie mi pomocne. Udałem się na rozmowę z duchem
Cornwella.
-Czego się dowiedziałeś chłopcze?
-Zaraz Ci pokażę, tylko daj mi książkę o mrocznych osobowościach, na pewno ją masz.
- Wstał i ruszył do regałów z książkami. Powinien pomyśleć i tu zacząć
czegoś szukać ale już nie ważne. Po krótkim czasie przyniósł książkę.
Otwarłem na stornie która zaciekawiła mnie. Spojrzał i zamyślił się. - Co o tym sądzisz?
-Myślę, że to powinno Ci pomóc.
-Czyli trza będzie zrobić te miksturę. - Wejrzałem na stronę obok na listę składników. - Trochę tego jest.
-Tak, będziesz musiał się udać w daleką podróż.
-Chyba nie będę zwlekać i czym prędzej zajmę się tym.
-A Twoi przyjaciele? - Wejrzałem na niego po czym odwróciłem się i skierowałem się do "wyjścia"
-Nie muszą o tym wiedzieć. - Odrzekłem obojętnie.
-To są bliskie Ci osoby które zawsze się o Ciebie troszczą.
-I co z tego?!
- Krzyknąłem. Po chwili ciszy się uspokoiłem. - Nie chce ich w to mieszać. To jest mój problem i sobie sam z tym poradzę.
-A co jeśli nie dasz rady?
- Wyczułem zmartwienie, jak kiedyś gdy pytał mnie czy zaakceptuję dla bycia silniejszym mrok w moim sercu.
-To wtedy będą wiedzieli co trzeba zrobić gdy sobie z tym nie poradzę.
-Elsword...
-Nie mogę ich zabrać ze sobą. Nawet gdybym im o tym
powiedział, nawet gdyby zgodzili mi się pomóc, co zrobię jak stracą
panowanie nad sobą podczas walki i zaatakuje ich? - Zapadła cisza. Staruszek nie wiedział co odpowiedzieć. - Więc widzisz muszę poradzić sobie z tym sam dla swojego i ich dobra.
-Rób jak uważasz.
Zapewne podróż i zdobycie tych śmieci nie będzie łatwa. Z przyjaciółmi
byłoby łatwiej jednak zbyt duże ryzyko, że mogę im coś zrobić.
Dokładniej wczytałem się w listę składników i zapisałem na osobnej
kartce. Jutro poszukam, czy czasem ci nawiedzeni alchemicy tego nie
mają, a te składniki co będą brakować.. Udam się sam po nie. Zamknąłem i
odłożyłem na szafce książki po czym udałem się do swojego pokoju. Po
drodze zatrzymałem się i spojrzałem w lustro. Zamknąłem oczy i skupiłem
się. Przywołałem mroczne moce. Gdy otwarłem oczy zobaczyłem siebie...
Zmienionego. Lewa moja twarz nie należała do mnie tylko do...
-Proszę proszę. Teraz już wiem czemu uważają Cię za najlepszego. - Nie odpowiedziałem mu nic. - W
ciągu kilku godzin wymyśliłeś jak korzystać z moich mocy bez straty
własnego rozsądku. Faktycznie nie bez powodu Cornwell został powierzony
Tobie.
-Ciesz się, że w ogóle możesz być w takim stanie połączony
ze mną i możesz widzieć co się dzieje. Wcześniej tylko chwilowo mogłeś
przejąc kontrolę, bo na więcej Ci nie pozwalałem. Jednakże..
-Jednakże masz problem z moją mocą, bo nie umiesz jej opanować i
musisz ją "wylać" na zewnątrz, a za tym idzie musisz dać mi się
kontrolować, ale TY.. Wpadłeś na pomysł bym mógł dać Ci do użytkowania
moją moc i bym sam mógł obserwować, co się dzieje i Cię wspierać, a przy
tym być cały czas sobą...
-Przykro mi, że nie trafiłeś na idiotę. - Ironiczny uśmieszek, w końcu mogę pokazać mu że nie warto ze mną zadzierać i znajdę sposób by go pokonać.
-Kiedyś to się zmieni i będziesz należeć do mnie.
Odwołałem go i wróciłem do normalnego wyglądu. Nie mogę przegrać -
ciągle to sobie wmawiam. Udałem się w końcu do pokoju i zasnąłem.
Następnego ranka udałem się do "nawiedzonych" stref miasta. Wstąpiłem do
kilku sklepów gdzie mogłyby być składniki, które potrzebuje. Udało mi
się nabyć połowę tego co potrzebowałem. Jednak dobrze, że są takie
sklepy zaoszczędziłem sobie sporo wysiłków. Jeszcze tylko trochę i będę
mógł w końcu żyć normalnie. Gdy wróciłem na rynek miasta i skierowałem
się na areny pvp. Dostrzegłem tam Chunga, który trenował. Gdy skończył
byłem pod wielkim wrażeniem jego umiejętności.
http://www.youtube.com/watch?v=dOWIIiKrIZY
Dziwnie rozglądał się na wszystkie strony. Podszedłem do niego.
-Cze. - Odwrócił się do mnie.
-Siema.. - Nadal się rozglądał. - Dobra bezpieczny.
-Huh? - A on co?
-Zaraz Ci powiem co dziś się wydarzyło.
-O znowu akcje z serii fanatyczki. - Zaśmiałem się a ten spojrzał na mnie niezadowolony.
-Może przeje do rzeczy.. - Odeszliśmy kawałek i usiedliśmy w pobliskiej kawiarni. - Więc
poszedłem dziś do Besmy na spotkanie z dawną przyjaciółką, która mi
pomagała kiedyś. Usiadłem sobie tam na tym małym mostku i za mną
podeszła do mnie znowu ta no ta dziwna.
-Porozmawiałeś z nią?
-Tak. Powiedzmy..
(Dialog i sytuację, które się odbył między Chungiem, a "fanatyczką")
Wejrzałem na nią, znowu skierowała wzrok w ziemię. Przywitałem się z nią a ona nieśmiało odpowiedziała.
-Coś Cię tu sprowadza?
-Mam... Zadanie...
-Rozumiem, a powiedz mi czemu mnie od pewnego czasu obserwujesz?
- Zmieszała się i to nie na żarty, nie umiała teraz słowa wydusić. Jej
twarz zakrywały włosy, więc nie wiem czy ona mówiła coś czy nie. - Eh nie ważne w sumie.
- Spojrzała na mnie wystraszona. Nic jej nie zrobiłem, a ona... Jak
Elsword to wytrzymuje? Po chwili w moim kierunku szła jakaś inna
dziewczyna.
-Oh mój Boże!! Ale masz ładną broń! - Wykrzyknęła radośnie i zaczęła mi i mojej broni się przyglądać.
-Dziękuje. - Żeby dziewczyna interesowała się taka bronią? Jeszcze wiele chyba w życiu zobaczę.. Podeszła bliżej do mnie.
-Nazywam się Aldrey, a Ty z tego co widzę jesteś Chung zgadza się?
-Tak.. - Sława nie boli..
-Ahh jestem taka szczęśliwa, że mogłam Cię spotkać. Kurczę pogadałabym jeszcze dłużej, ale muszę iść.
-Może jeszcze kiedyś na siebie trafimy.
-No ja mam taką nadzieję. - Ona w przeciwieństwie do tamtej wesoła, towarzyska i da się pogadać. - Dobrze to idę. Do zobaczenia słodziaku. -
Pobiegła w stronę wioski. Słodziaku? Eh.... Rozejrzałem się. Tamtej
nigdzie nie widziałem.. Uciekła pewnie znowu.. Po chwili dostrzegłem
przyjaciółkę i udaliśmy się na małe rozeznanie w terenie.
-I tyle.
-Hm interesujące. A ładna tamta?
-Hmm no powiedzmy..
-To mówię Ci, lepiej zacznij działać albo ktoś Ci ja sprzątnie sprzed nosa.
-No co Ty nie powiesz... - Odrzekł ironicznie.
-Dobra ja idę zająć się swoimi sprawami.
-To znaczy jakimi?
-Później powiem. - Wstałem i skierowałem się do wyjścia.
-Na pewno wszystko w porządku? - Odwróciłem się do niego.
-Tak, jak zawsze. To trzymaj się.
Wyszedłem i skierowałem się w stronę Camilli. Dawno nie walczyłem, a
przyda mi się trening. Dziwi mnie czemu nagle Chung się martwi o mnie.
Czyżbym o czymś nie wiedział?
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz