Z rana przygotowywaliśmy się do podroży. Koniec końców koło dziewiątej byliśmy gotowi. Wyjazd został zaplanowany o dziesiątej spod siedziby Penentia. Udaliśmy się tam i czekaliśmy na resztę. Nikt poza naszą dwójką (trójką) nie było. Za ten czas Dowódca przedstawił nam szczegóły jak to się stało, że Ara u nas się znalazła.
Gdy Ara wyruszyła do Hamel z prośbą o pomoc, pobliskie miejsca, niedaleko miasta zostały zaatakowane przez demony. Obecnie nie wiadomo jak wygląda tam sytuacja, ani co możemy tam zastać. Nasze zadanie jest proste - wytępić zarazę by ludzie znowu w spokoju żyli. Z czasem doszła Ara i zaczęła nam opowiadać o Sandri. Z tego co mówiła, miasto jest na prawdę piękne, ciekaw jestem czy moje wyobrażenie pokryje się z rzeczywistością. Kilkanaście minut później dołączyła reszta wraz z... Mayą? Trochę mnie to rozdrażniło. Żarty se robi czy co? Poważna misja, a on chce ją zabrać. Wziąłem go na słówko z dala od reszty by nie słyszeli.
-Dobrze się czujesz? Chcesz ją zabić? To nie jest wycieczka krajoznawcza tylko walka z demonami.
-Nie wiesz do czego ona jest zdolna.
-Doprawdy? A mam iść z nią teraz na treningowe?
-Nic jej się nie stanie! Będę ją pilnować. - zapewniał mnie najlepiej jak tylko potrafił. Założyłem ręce i pokręciłem głową.
-Nie ma mowy, narazisz nas wszystkich na niebezpieczeństwo. Ona nie jedzie.
-Od kiedy Ty ustalasz zasady co? - zdenerwował się i zacisnął dłonie w pięści.
-Znam możliwości naszej szóstki lepiej jak Ty oraz jest Ara, która na pewno nas zaskoczy bo widać iż jest wojowniczką, a ona? Daruj sobie. - machnąłem ręką i skierowałem się do reszty.
-Nie Ty decydujesz, kto ma iść kto nie i nie mów o niej tak, jakbyś ją znał!
-Rób co chcesz, tylko potem nie płacz jak znajdziesz jej zwłoki.
Dochodziła dziesiąta. Wyszliśmy na zewnątrz i tam czekał na nas już transport do Sandri. Podróż przebiegała spokojnie. Gdy tylko Ara dostrzegła zarys murów miasta oznajmiła iż prawie jesteśmy na miejscu. Gdy dotarliśmy na miejsce każdy był w lekkim szoku, a nawet nie przekroczyliśmy murów. Wkrótce z Arą na czele weszliśmy do środka. Zatkało mnie, te miasto jest jeszcze piękniejsze jak nam opowiadała. Budowle, schemat miasta, wszystko było tak dobrze dobrane, że zapierało dech w piersiach. Każdy był podekscytowany. Ara była szczęśliwa iż miasto nam przypadło do gustu oraz zapewne, że wróciła do rodzinnych stron. Zaczęła nas oprowadzać i przedstawiać ważniejszym ludziom stąd. Na sam koniec udaliśmy się do dowódcy tutejszych wojowników. Na pierwszy rzut oka wydaje się być wyluzowany i niczym się nie przejmuje. Ucieszył się na nasz widok i zaprosił do siebie. Tam opowiedział nam jak wygląda sytuacja. Pobliskie okolice zniszczyły armię demonów, najgorsze w tym wszystkim iż nieopodal znajdowała się ich księżniczka i zaginęła. Nie zwlekając dłużej udaliśmy się do Barren(nazwa 1 mapy z Sandri).
Jak miasto było zadbane i w całości tak tu wszystko się waliło i wyglądało jakby przeszło tu tornado. Wymieniliśmy się spojrzeniami i rozdzieliliśmy w poszukiwaniu księżniczki. Wraz z Śnieżynką przemierzaliśmy zniszczone ulice, po drodze zabijaliśmy napotkanych demonów. Dziwne kreatury, ciekawi mnie skąd Ran je bierze. Idąc dalej wiatr się nasilał i ciężko było poruszać się w takich warunkach. Pełno piasku w oczach i walcz tu. Dotarliśmy do wąskiej, stromej, zniszczonej uliczki, która prowadziła w głąb tego miejsca. Śnieżynka wyczuła trzy osoby i trzy demony. Zjechaliśmy po stromej uliczce na dół i tam zobaczyłem dwóch wojowników, broniących mała dziewczynkę, ubraną w drogocenne szaty. Może to księżniczka? Przed nimi, na skale, siedziała dziewczyna, podobna do demona i czarodziejek posługujących się czarną magią. Chwile potem coś zleciało w dół i zabrało dziewczynkę, a razem z nią odleciała ta co siedziała, a przed wojownikami wyskoczył duży, gruby, budzący odrazę demon, który zwał się Waldo. Trzymał duży topór i jednym zamachnięciem przeciął wojowników na pół. Pełno krwi się rozlało, a on zaczął się śmiać psychopatycznym śmiechem. Zeskoczyłem na dół z Śnieżynką i przywołałem Cornwella. Przyjrzał mi się, a potem szykował do ataku. Podbiegłem szybko do niego i rzuciłem Maela. Atakowałem go podstawowymi atakami połączonymi z Cutterem, Sword'em, Blastingiem i Phantomem. Cholernie był wytrzymały. Wziął zamach by zaatakować. Odskoczyłem do tyłu i jego topór przeleciał jakieś 10cm ode mnie, wywołując mocny podmuch wiatru. Zakryłem twarz ręką i znowu go atakowałem. Śnieżynka cały czas mi pomagała, atakując go z różnych stron swoim atakiem. Nie wiem ile czasu minęło ale jak do mnie to trwało wieki. Na chwile zaprzestałem ataki i Waldo to wykorzystał. Zgromadził dużej ilości energii i wyrzucił ją na zewnątrz. Poparzyło mi lewe ramię, żebro i częściowo twarz odrzucając mnie do tyłu. Gdy uderzyłem o ziemię wypuściłem miecz, Cornwell zniknął, a ja ryknąłem z bólu. To jakiś koszmar. Piekło niemiłosiernie, ani tego dotknąć, ani nic. Myślałem że dłużej nie dam rady, jeszcze sama walka z nim mnie wykończyła. Nie byłem w stanie nic zrobić. Demon podszedł do mnie i szykował się by mnie przeciąć. Dźwignął topór i upuścił go w moją stronę. W ostatniej chwili wkroczyła Wyrocznia, w formie demonicznej i zablokowała atak swoim biczem, wypełnionym magia i odrzuciła go do tyłu. Była strasznie rozdrażniona, wyglądała jakby zaraz miała wszystkich pozabijać. Ruszyła w jego stronę i zajmowała, a ja starałem się jakoś opanować i wrócić aby częściowo do walki, bo Śnieżynka nie będzie go trzymać w nieskończoność. Z wielkim trudem ukląkłem na ziemi i przyglądałem się walce mojej towarzyszki. Unikała jego ataków i szybko kontratakowała. Przywolałem Cornwella i rzuciłem w stronę demona, ktory wbił się w jego środek.
-Odsuń się Śnieżynka! - odskoczyła szybko do tyłu i wróciła do formy zwierzaka, a ja przyłożyłem lewą dłoń do ziemi. - Rage Cutter. - wypowiedziałem cicho nazwę umiejętność i z demona wyleciały Cornwelle, która rozszarpały go od wewnątrz. Teraz przyglądalem się jak jego pokiereszowane ciało pada na ziemię. Przez jakis czas patrzałam na niego i z czasem zacisnąłem rękę w pięść i uderzyłem w ziemię. To są jakieś kpiny! Pierwszy większy demon a ja ledwo wychodze z walki! Jak to się do cholery stało!? Nie umiałem się z tym pogodzić.
Kilka chwil potem przybiegła reszta, która wpatrywała się w cała scenę. Śnieżynka podeszła do mnie i położyła łapkę na moim prawym ramieniu. Dziewczyny od razu przyjęły się moimi ranami. Aisha jako pierwsza podbiegła do mnie, gdy ja już wstałem i szedłem w ich kierunku. Zatrzymała się i chciała coś zrobić nie wiem co, bo ją odtrąciłem ręką. Skierowaliśmy się z powrotem do Sandri.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz