niedziela, 20 stycznia 2013

Wpis16 Oczami Chunga

Gdy obserwacja się zakończyła, wszyscy byli z tego bardzo zadowoleni, w końcu trochę wolności. Następnego dnia wróciłem do codzienności. Wcześniej odprowadziłem Mayę o jej miejsca pracy, a potem do gildii. Żadnych specjalnych zadań nie było, więc postanowiłem połazić trochę po mieście. Od czasu do czasu myślę o moim ojcu oraz przyjaciołach. Tak bardzo chciałbym, żeby to był koniec, by wszystko wróciło do normy...

Następnego dnia dowiedziałem się o nowym secie avatara co pojawi się na rynku. Zapewne Ammo dorwie się do niego i znowu będzie robić szał n ulicach. Osobiście mi też się podoba ale jakoś nie chce mi się go kompletować. Wszystko mijało spokojnie do czasu, gdy zobaczyłem Aishę i jakąś dziewczynę z nią. Ciekawiło mnie kto to może być, bo znam wszystkich ludzi stąd, a ona na tutejszą nie wygląda. Postanowiłem jutro pogadać o tym z Reną albo z kimś o niej. Resztę dnia poświęciłem Mayi, jedynej osobie, która zawsze przy mnie jest.

Przechodząc główną ulicę dostrzegłem największe sławy na całym świecie chyba. Tacy wojownicy jak Valak i Amelia, co ich tu sprowadza. Postanowiłem ich pośledzić trochę. Udali się do Penentia, czyli z jego rozkazu tu są. Ciekawe co się wydarzyło. Jako iż nie lubię być niewtajemniczony zakradłem się pod jego pokój i podsłuchiwałem. Co ciekawe, znajdował się tam też Ammo. Znowu o niczym mi nie powiedział... Mówili coś o wyprawie na misję i że oni przybyli pilnować miasta pod naszą nieobecność. gdy rozmowa dobiegała końca, szybko ukryłem się za rogiem korytarza i czekałem aż zrobi się wolna przestrzeń.
Poszedłem do gildii i tam dowiedziałem się, iż Ammo został mistrzem gildii. No chwila moment, rano byłem i nic mi nie powiedziano? Co ja kurde jestem... nie podobało mi się to iż trzyma się mnie z boku od tego wszystkiego. Na szczęście bądź nieszczęście spotkałem Zekire i zapytałem ja o wszystko w sumie. Wyjaśniła mi po kolei wszystko i była trochę rozczarowana, że nic nie wiem o wyprawie do Sandri.

I tak nastał ostatni dzień w roku. Coś czułem iż nie obejdzie się bez tego i miałem rację. Gdy trafiłem do gildii wszyscy byli pochłonięci przygotowaniami. Yuri gdy mnie zobaczyła zleciła mi zrobić zakupy. No masz ci los. Dała mi listę rzeczy do kupienia. O mało co w nich się utonąłem. Dała mi gotówkę i wraz z kilkoma ludźmi z gildii udaliśmy się na zakupy. Udało nam się wyrobić w godzinkę ponad. Dziewczyny zaczęły przygotowywać posiłki i inne, a ja pobiegłem w kierunku miejsca pracy Mayi. Tam powiedziałem jej o imprezie, zakomunikowałem to jej szefowi. Nie miał nic przeciwko i razem wróciliśmy do domu. Gdy już się przebraliśmy ja w białą koszulę i czarne spodnie, Maya w śnieżno białą sukienkę udaliśmy się z powrotem do gildii. Do białego rana wszyscy świetnie się bawili.

Kolejnego dnia wszyscy chyba odpoczywali w domu, przynajmniej ja dziś nie miałem zamiaru nigdzie wychodzić. Jutro wyjazd do Sandri. Powiedziałem Mayi, że jedzie ze mną tam i zobaczy jak jest na polu walki. Pomimo iż nie wygląda na silnych to swoje potrafi i jestem pewien, że da sobie radę.
Jednak wcale tak łatwo nie poszło. Ammo konsekwentnie zabronił mi zabrać Mayę. Wkurzyłem się, bo zostawiać jej samej nie chce, z drugiej strony powody, które podał i konsekwencję były w dużej mierze realne. Niezadowolony z takiego obrotu spraw, musiałem rozstać się z dziewczyną. Obiecałem, że wrócę najszybciej jak to tylko możliwe. Zapewniała mnie, że da sobie radę i będzie czekać. Pożegnałem się z nią i wyruszyliśmy do Sandri.

Dziwnie się czułem w obecności Ary. Może dlatego, że nie miałem okazji jej poznać? Albo dlatego iż musiałem zostawić osobę, na której mi zależy? Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce. Miasto wyglądało wspaniale, czułem się jak w jakimś filmie historycznym. Ara oprowadziła nas po miejscach, które są niezbędne dla nas i na samym końcu dotarliśmy do Emirate. Przedstawił nam ogólną sytuację, która nie wyglądała zaciekawię. Od razu udaliśmy się do Barren przeszukać miasteczko i znaleźć księżniczkę.
Rozdzieliliśmy się i szukaliśmy naszego celu. Demony to były wszędzie. Co chwile musiałem ładować magazynek w broni by ich wytępić, jednak po księżniczce ani śladu. Z czasem usłyszałem krzyk. Ktoś wpadł w kłopoty. Pobiegłem w miejsce, z którego słyszałem krzyk. Gdy dobiegłem na miejsce spotkałem resztę ekipy i Elsa, która klęczał na ziemi a przed nim ciało dużego demona. ja nie wiem czy on ma szczęście czy co, że zawsze trafia na mocnych przeciwników. Nie wyglądał za dobrze. Aisha chciała mu pomóc jednak ją odtrącił. Widać było, że coś go gryzło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz