niedziela, 6 stycznia 2013

Wpis9

Podczas drogi powrotnej trzymałem się za lewa ręką. Dobrze, że w całości mi jej nie poparzyło, jednak i tak ból nie do zniesienia. Ara wypytywała mnie, co się dokładniej stało. Opowiedziałem pokrótce, co się wydarzyło, jednak nie wspomniałem o dziewczynce, powiem o niej dopiero przy Emirate(nazwa dowódcy z Sandri).

Gdy dotarliśmy na miejsce, Emi zapytał czy ze mną wszystko w porządku. Zapewniałem, że dam sobie rade i nic mi poważnego nie ma. Tam, w jego domu powiedziałem w całości o całym zajściu. O tych trzech demonach, dziewczynce i dwóch strażników. Dowódca potwierdził iż to jest księżniczka oraz że zna te demony. Słyszał o nich od ludzi, co z jeszcze dalszych miast przyjeżdżali. Czyli dałem ciała podwójnie, księżniczka porwana, a ja ledwo żywy po walce z Waldo. Lepiej być nie mogło...

Skierowaliśmy się do budynku, albo raczej pałacu w którym będziemy mieszkać, na czas pobytu w Sandri. Pałac jak pałac, mogę śmiało powiedzieć iż jest podobny do mojego domu, jeśli chodzi o wnętrze. Tutejsze służki pokazały nam, gdzie znajdują się nasze pokoje i inne miejsca. Gdy w końcu pokazano mi mój pokój zatrzasnąłem drzwi, zdjąłem ubranie i podszedłem do lustra. Rany wyglądały okropnie, co mnie strasznie wkurzyło dlaczego Mroczny i Cornwell jeszcze nic z tym nie zrobili?! Udałem się na pogawędkę z nimi i wynikło z niej tyle, iż nie są w stanie nic z tym zrobić. No to kurwa jest zajebiście.. Uderzyłem pięścią w blat stołu i skierowałem do łazienki, wziąć zimny prysznic. Przynajmniej przez chwile mogłem odczuć ulgę i nie czuć tego bólu. Z czasem wyszedłem i usiadłem na sofie. Śnieżynka od razu wskoczyła i usiadła na kolanach. Próbowała coś z tym zrobić, jednak podobnie jak Cornwell, nie jest w stanie nic z tym zrobić. Kazałem jej zająć się moim, po części spalonym ubraniem, by przywróciła go do użytku, że tak powiem. W świecie demonów spotkałem diablice, chyba tak ją nazwę, która przywraca przedmiotom jego oryginalny wygląd. Nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć zasadę działania jej mocy ale jak już jest to można korzystać. Wyrocznia zabrała ubranie i znikła w wrotach do jej świata, a ja siedziałem opierając rękę o kolano.

Rozmyślałem nad tym co się wydarzyło. Jak mogłem upaść tak nisko? Co ja do cholery robiłem przez ten cały czas od pokonania Rana? Nic... Teraz wychodzi wszystko na zewnątrz, jak marnowałem swój czas. Ta myśl jest tak irytująca, że zaraz pójdę na kimś się wyżyć. Kilka minut później do pokoju weszła Aisha. Spojrzałem tylko na nią i skierowałem wzrok w okna. Ciekawe po co przylazła, teraz nie mam na nic ochoty ani rozmowy z kimkolwiek. Podeszła i usiadła koło mnie od lewej strony.
-Dlaczego nie przyszedłeś do mnie z tymi ranami? - zapytała spokojnie i zaczęła leczyć moje obrażenia.
-Same z czasem znikną. - odparłem obojętnie przyglądając się wazonowi co stał na półce.
-Nie wydaje mi się. Czemu jesteś taki zdenerwowany? Przecież go zabiłeś.
-Aisha nie denerwuj mnie dobra? Byle jaki demon sprawia mi problemy i niby co będzie dalej?! - podniosłem ton i spojrzałem na nią. Cały czas była opanowana, co mnie zdziwiło i uwagę skupiała na leczeniu.
-Dlatego jesteśmy tu wszyscy by się wspierać. - zakończyła to co zaczęła i zaczęła mnie obserwować. - Nie przyjechałeś tu sam by walczyć.
-A co zrobisz jak coś się stanie i będziemy zmuszeni do rozdzielnia? Będziesz czekać, aż Cię zabiją czy na bohaterski ratunek kogoś z nas? Zejdź na ziemię. Opierdalaliśmy się przez ten czas i teraz to widać. - wstałem i oparłem się o komodę, co stała obok sofy.
-Każdy z nas coś robił. Nikt nie robił se dni wolnych tylko pracował nad sobą.
-Jak widać nie wystarczająco. Mogłem lepiej spożytkować czas, a nie teraz siedzieć tu i lizać rany po tak marnym demonie.
-Nie rozumiem, co Cię tak boli? Zabiłeś go, nie rozumiesz tego?
-I chuj z tym, że go zabiłem jak wyszedłem w takim stanie. Już w lepszym stanie byłem po walce z Avalanche! - no zaraz mnie rozniesie. Ona jest taka tępa czy co?!
-Aha i teraz będziesz użalać się nad swoją splamioną dumą i honorem, bo nie pokonałeś demona bez szwanku?! - spojrzałem na nią i przez kilka sekund uświadamiałem sobie, co właśnie powiedziała. To już ludzki rozum przechodzi. Podszedłem do niej i bez chwili wahania uderzyłem ją w twarz i upadła na sofę.
-Wiesz co Ty właśnie powiedziałaś?! - powoli dźwigała się, jednak jej na to nie pozwoliłem. Jedną ręką złapałem ją za włosy i przywróciłem do stanu sprzed chwili. - Pytam się?! - nachyliłem się do niej i krzyknąłem te słowa.
-To boli... - odpowiedziała cicho, z strachem.
-Bo ma boleć! Nie pozwalasz sobie za dużo, co?
-Powiedziałam tylko prawdę! - odepchnęła mnie ręką i chciała uciec, krótko mówiąc. Złapałem ją jedną ręką za jej ramię, a drugą za głowę i przytwierdziłem ją do sofy, częściowo się na niej kładąc.
-Nie będę tolerować takiego zachowania rozumiesz? Mówisz prawdę tak? To mam Ci powiedzieć prawdę o Tobie? Mam!? Byś się załamała psychicznie i popełniła samobójstwo, bo byś nie umiała tego znieść!
-To dlaczego tego nie zrobisz?! - krzyknęła próbując się wyrwać.
-Bo Cię kocham kretynko! - puściłem ją i usiadłem na fotelu, opierając łokcie o kolana i zakrywając twarz w dłoniach. Przez dłuższy czas panowała cisza. Kątem oka spojrzałem na nią. Siedziała i trzymała się za ramię. Cała drżała i było widać kilka łez spływających po jej zaczerwienionym policzku od mojego uderzenia. Podszedłem do niej i dotknąłem jej ramienia. Odruchowo się wycofała. Nadal się mnie bała. Usiadłem obok niej i delikatnie położyłem dłoń na jej policzku. - Wybacz Zeki. - spojrzała na mnie po czym spuściła głowę i położyła swoją dłoń na mojej. Przytuliłem ją do siebie, a ona ułożyła się w moich ramionach i oparła głowę o obojczyk. Teraz sam na siebie byłem zły, za to co się wydarzyło.
Wieczorem zeszliśmy na kolację. Dobrze, że tu jadają podobne rzeczy jak w Hamel. Po posiłku i rozmowie wróciliśmy do siebie. Zanim jednak wszedłem do pokoju, Zekira zatrzymała mnie i przeprosiła za wcześniej. Westchnąłem tylko i delikatnie ją ucałowałem, po czym powiedziałem jej by nigdy więcej tak nie robiła. Kiwnęła głową i wróciła do siebie, a ja na zasłużony odpoczynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz