Nie wierzyłem w to co się działo. Moja siostra po tak długim
czasie się odnalazła. Byłem szczęśliwy, ulżyło mi gdy ją zobaczyłem. Vanessa z wielką radością i łzami w oczach
przywitała się z Elesis. Wróciliśmy do miasta i tam kierowaliśmy się do domu niebieskowłosej. Rozgadana była z moją siostrą, a ja wraz z
resztę szliśmy za nimi. Rena i Aisha pytały o Elesis. Starałem się odpowiadać na
ich pytania. Wszystko było jakby z bajki, jednak z czasem zauważyłem, iż Chung
szedł całkowicie z tyłu. Jakby go nic nie interesowało. Zapytałem go, czy
wszystko w porządku. Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem i kiwnął głową. Coś i
tak mi nie pasowało.
U Vanessy, ona wraz z moją siostrą zaczęły wspominać stare
czasy, gdy wspólnie walczyły. Siedzieliśmy obok i słuchaliśmy je. Z czasem
Elesis zapytała mnie, czy mogę z nią porozmawiać na osobności. Zgodziłem się i
wyszliśmy na zewnątrz. Oparłem się o ścianę i chwile potem sis położyła dłoń na
mojej głowie i zrobiła mi większą szopę na głowie jak miałem.
-Ej no co robisz. – zaśmiała się i dała pstryczek w czoło.
-Już nawet siostra nie może cię dotknąć?
-Dotknąć, a rozkopać mi fryzurę to dwie sprawy. – przetarłem
ręką po czole i zauważyłem, że dziwnie zaczęła się przyglądać. – Co znowu?
-Wyrosłeś za ten cały czas. Nie spodziewałam się, że
wyrośnie z ciebie coś takiego. Zapewne masz już dziewczynę.
-Taa, powiedzmy. – uśmiechnęła się i usiadła obok na fotelu.
– Gdzie byłaś przez ten cały czas?
-Tu i tam się podróżowało, trenowało i takie tam.
-Mogłaś dać jakieś oznaki życia. Martwiliśmy się o ciebie.
Zniknęłaś tak nagle podczas misji…
-Tak, wiem. Mój błąd. Przepraszam.
-Dowiedziałaś się coś na temat tamtego gościa?
-Dowiedziałam to mało powiedziane. Gdy tylko uzyskałam
informacje na jego temat i demonów od razu wyruszyłam do walki z nimi. To było
wtedy, tego dnia gdy zaginęłam według was. – spojrzałem na nią i zadawałem
sobie pytanie, czy zdawała sobie sprawę jak bardzo nas zmartwiła. – Demonów końca
nie było widać, więc ruszyłam za nimi. Potem byłam wykończona ciągłą walką z
nimi i zatrzymałam się w Sander.
-Sander?! Żartujesz sobie? – dlaczego nikt nic nie powiedział
o niej?! To są jakieś żarty!
-Ta, takie miasto na pustyni. Pewnie słyszałeś o nim.
-Słyszałem? Od dłuższego czasu w nim przebywam i walczymy z
demonami.
-Ah, więc to tak. – wstała i przeciągnęła się. – W Sander
trenowałam by stać się silniejsza. Pomagałam wojskom pozbywać się demonów, co
wkraczały na nasze terytorium, a potem znowu wyruszyłam w podróż. Tym razem do
Altery. Tam dalej trenowałam i spotkałam pewnego człowieka, w białym płaszczu i
krótkimi, czarnymi włosami. Pomógł mi ulepszyć jedną z moich technik i gdy ją
ukończyłam zaczęłam wracać do Belder. Po drodze zabijało się demony, było ich
mniej niż zwykle. Jakby ktoś już ich wszystkich wyrżnął. Zgaduje, że to wy. –
spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Odwróciłem wzrok i spojrzałem w niebo. –
Przy okazji, w miastach co byłam mówili mi o tobie i twojej grupie. Staliście się
znani. Cieszyłam się, słysząc o tobie i reszcie tyle miłych rzeczy. Podobno
jeszcze u was jest następca tronu Hamel, prawda to?
-Tak, to ten chłopak z działem.
-Ah, faktycznie. Przecież Hamel specjalizuje się w
artylerzystach. Kontynuując, wybrałam się potem z powrotem do Belder. Niepokoił
mnie fakt, że wyczuwałam duże skupisko demonów. Gdy dotarłam na miejsce,
spotkałam grupy wojowników walczących z nimi. Pomogłam im, a potem skierowałam
się na główne pole walki, tam gdzie wy walczyliście. Potem wiemy co było.
-Ta… Dzięki za pomoc…
-Oh nie ma sprawy, zawsze będę cię ratować gdy będzie taka
potrzeba. – zaśmiała się i znowu pogłaskała po głowie. Uśmiechnąłem się i
zastanawiałem się, czy to aby nie sen. Chwile potem wpadła Aisha.
-Elsword podobno masz coś dla mnie. – podeszła i założyła
ręce.
-He? A o to chodzi. – z tego wszystkiego zapomniałem jej dać
zgodę na uczestnictwo w nowym treningu.
-Ah i przepraszam, że wam przeszkadzam.
-Nic się nie stało moja droga. – Elesis zawsze dobiera takie
słowa podczas rozmowy, że… Oddałem kartkę Zeki, a ona podziękowała i przytuliła
się. – To twoja dziewczyna?
-Ta.
-A no. – uśmiechnęła się szczęśliwa i zawiesiła ręce na
szyi.
-Mam nadzieje, że zbyt dużych problemów nie sprawia.
-Prawie żadnych, prawda? – spojrzała na mnie i pocałowała w
policzek.
-Ta w przeciwieństwie do ciebie. – zaśmialiśmy się, a ona
trochę się zdenerwowała. Już chciała uderzyć mnie w głowę. Złapałem ją za rękę
i pocałowałem w czoło. – Bez przemocy Zeki.
Wróciliśmy potem do reszty i gadaliśmy o wszystkim, co
przyszło nam do głowy. Aż dziw, Ara była bardzo rozmowna. Szybko znalazła
kontakt z Elesis i nawijały jak najęte. Z tego całego grona zauważyłem, iż
Chung był strasznie zamyślony i smutny. Jakby się nad tym zastanowić. Niedawno
był pogrzeb jego ojca, ostatnia bliska osoba z jego rodziny. A tu nagle pojawia
się moja siostra. Coś czuje, że z tego powodu jest mu ciężko. Po jakimś czasie
opuścił nasze grono i skierował się na zewnątrz. Poszedłem za nim. Usiadł na
poręczy i wpatrywał się w niebo.
-Lorien w porządku? – stanąłem obok niego i dostrzegłem jak
łza mu po policzku spływa.
-Jak ma być w porządku? Niedawno straciłem ostatnią bliską
mi osobę, a ty? Ty odnalazłeś swoją siostrę. Jak mam się z tym czuć?! – wykrzyczał
i spojrzał na mnie wrogiem i smutnym spojrzeniem. Nie wiedziałem, co
odpowiedzieć. Miał rację. – Wracaj tam i ciesz się, że się odnalazła, a nie się
mną przejmujesz.
-Jesteśmy przyjaciółmi. Jak mam cię zostawić w takim stanie
co?! Wracamy razem albo w ogóle.
-Głupi jesteś.
-Może, ale o przyjaciół się dba. Przypomnę ci, że w pewien
sposób tworzymy rodzinę. Może i nie taką jak posiadamy, ale jest ona wyjątkowa
na swój sposób!
-Na co mi taka rodzina, jak moja biologiczna jest
martwa! Gdzie niby mam wrócić?! Do kogo, jak skończy się to piekło!? – wstał i
złapał mnie za ubrania. – Powiedz mi! Kto będzie czekać na mnie gdy skończy się
misja?!
-Są osoby, które na ciebie czekają i żyłeś z nimi przez większość
czasu. Nie jest tak!? Racja, nie masz już nikogo z rodziny i to boli! Tak
cholera, zdaje sobie z tego sprawę. – złapałem go za rękę, co mnie trzymał i
zdjąłem z siebie. Przez chwile nastała cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć
już. Sytuacja w jego przypadku jest najgorsza z wszystkich. – Lorien słuchaj ja…
chciałbym ci jakoś pomóc, ale wiem, że wszystkie starania pójdą na marne.
Rodziny, tego co najważniejsza ci nie przywrócę.
-Więc widzisz. Nie wiesz jakie piekło teraz przechodzę! Nie
wiesz ile uczuć mną targa od środka! – jego głos był cały roztrzęsiony. –
Odpuść sobie.
Minął mnie i wrócił do domu. Ciężko mi było. Jeden z nas
cierpi i to bardzo, a my nic na to poradzić nie możemy. Trzeba coś wymyślić, tylko
pytanie co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz