Gdy wracałem do pokoju, na korytarzu, przed pokojem Loriena,
stała Rena i Raven. Podszedłem do nich i zapytałem, co tu robią. Odparli, iż
trochę martwią się o niego, bo dziś nie wyszedł jeszcze z pokoju i myśleli nad
tym, czy by czasem nie zapukać i zapytać, co robi. W sumie sam nie wiedziałem.
Wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że mnie to nie interesi. Jak skończy to
wyjdzie, proste. Poszedłem do swojego pokoju i tam z Wyrocznią rozmawialiśmy o
świecie demonów. Wtedy Śnieżynka zaproponowała, by posłać jakiego demona, by
śledził Zeki i informował, co robi. Od razu sprzeciwiłem się temu pomysłowi, bo
za duże ryzyko. Siedząc i rozmyślając nad tym, tak jakoś po korciło mnie, by
pójść do Aishy. Zapukałem do drzwi jej pokoju i cisza. Uchyliłem drzwi i
rozejrzałem się po pokoju. Wygląda na to, że gdzieś wyszła. Wszedłem do środka
i od razu skierowałem się do szuflady, gdzie wcześniej schowała swój pamiętnik.
Jak strzał w dziesiątkę, leżał na samej górze. Otwarłem go i przewertowałem
kilka stron wcześniej, od wczorajszego wpisu. Z tego, co czytałem kilka dni temu
spotkała jakąś grupkę osób, która jest w posiadaniu jej magicznego pierścienia.
By go odzyskać, ma coś dać w zamian. Jeszcze nie zdecydowała. Przynajmniej tak
myślałem, dopóty nie przeczytałem kolejnej kartki. Wynikało z tego, iż tamci
ludzie w zamian chcą śmierci jej przyjaciela. Nie powiedzieli dokładnie kto,
ale widać znają nas. Czyli do Zeki należy wybór kogo zabić. Więc teraz wszystko
jasne, czemu tak dziwnie się zachowywała, jednak czytając krótkie fragmenty o
mnie to… Na ostatniej zapisanej kartce, napisała, iż dziś to zrobi.
Tylko pytanie brzmi, kogo chce zabić. Godzina 23, dobrze więc, trzeba będzie
zakończyć to dziś.
Gdy zbliżał się wieczór, do pałacu wróciła Zeki, która o
dziwo przyszła do mnie. Usiadła obok mnie i przytuliła się, niczego więcej nie
chciała. Nie dawałem po sobie poznać, że coś wiem.
Wspólnie zjedliśmy kolacje, na której nie było Loriena.
Ciekawi mnie, czy ma u siebie co do jedzenia. Rena się martwiła, a Raven ją
uspokajał. Każdy potem poszedł zająć się sobą, a ja bawiłem się Cornwellem. W
końcu dochodziła dwudziesta trzecia. Zgasiłem światło, zasłoniłem okna i
uchyliłem lekko drzwi. Gdy wybiła ta godzina, od razu drzwi Aishy się
otworzyły. W prawej dłoni trzymała sztylet i kierowała się do pokoju Ary. Szlak
ją. Dlaczego akurat ją wybrała. Jak tylko otworzyła jej drzwi, szybko wyszedłem
z swoich i cichym krokiem skierowałem się do Zeki. Stała przy jej łóżku i
szykowała się do ataku. Szybkim ruchem, jedną ręką zasłoniłem usta Zeki
by się nie wydzierała, a drugą złapałem za jej nadgarstek. Początkowo była w
szoku, gdy mnie zobaczyła. Wyszeptałem, że teraz pójdzie ze mną i wszystko
wyjaśni. Z jej oczu już zaczęły spływać
łzy. Wróciliśmy do jej pokoju i tam wszystko chciałem wyjaśnić.
-To teraz od początku do chwili obecnej mi wszystko
opowiesz. – usiadła na łóżku załamana i drżąca. Kiwnęła głową i zbierała się,
by to wszystko wyjaśnić. Usiadłem naprzeciwko niej i uważnie słuchałem, co
miała do powiedzenia. Moje domysły okazały się prawdziwe i to co pisała w
pamiętniku. Czysty szantaż z wyzyskiem.
-Ja nie chciałam tego, ale ten pierścień jest dla mnie
ważny. – dodała na koniec swojej spowiedzi, że tak to nazwę.
-To dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
-Bo grozili, iż zabiją niewinnych ludzi, jeśli komukolwiek
powiem.
-I ty w to uwierzyłaś? Głupia jesteś, zresztą żadna
nowość. Zawsze byłaś i będziesz naiwna. – odpowiedziałem stanowczo, a ona z trudem
powstrzymywała się od płaczu. Wstałem i poprawiłem ubranie, co miałem na sobie.
– Gdzie oni są?
-A po co ci to wiedzieć? Co chcesz zrobić?
-To, co powinienem, więc? – patrzała na mnie przez długi
czas, aż wydusiła gdzie się znajdują. – Zostaniesz w swoim pokoju dopóki nie
wrócę. Bez żadnego ale i radzę ci się mnie słuchać.
Kiwnęła głową, położyła się na łóżku i zaczęła płakać.
Wyszedłem i poszedłem do swojego pokoju. Zabrałem miecz, kazałem Wyroczni wezwać
Avalaka i gdy tylko się pojawił razem wyruszyliśmy do rudery tych debili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz