piątek, 22 marca 2013

Wpis3

Przez te kartkę, co Lorien sobie powiesił na drzwiach, nasze plany zarabiania na chwile będą musiały się zatrzymać. Jednak nie ja, dopóty nie będę mieć to czego chce, nie ma mowy o jakichkolwiek dniach wolnych. Poszedłem wraz z Śnieżynką szukać grup i wykonywałem dzienne misje. Trzeba przyznać, że dziś wyjątkowo szybko się wszystko zaliczyło. Z racji tego, iż sporo czasu jeszcze mi zostało, skierowałem się do Camilli. Na arenie walk spotkałem Amhila i Kakazu. Zapytałem ich, co tu robią. Radośnie i pewni siebie odparli, że bawią się z wojownikami i robią z nich idiotów. Zapytali mnie, czy pójdę z nimi na walki 3v3. Zgodziłem się i była to dobra decyzja. To, co razem wyczynialiśmy podczas walk było nie do opisania. Przeciwnicy zostali zmiażdżeni przez nas. 


Gdy wracałem do pokoju, na korytarzu, przed pokojem Loriena, stała Rena i Raven. Podszedłem do nich i zapytałem, co tu robią. Odparli, iż trochę martwią się o niego, bo dziś nie wyszedł jeszcze z pokoju i myśleli nad tym, czy by czasem nie zapukać i zapytać, co robi. W sumie sam nie wiedziałem. Wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że mnie to nie interesi. Jak skończy to wyjdzie, proste. Poszedłem do swojego pokoju i tam z Wyrocznią rozmawialiśmy o świecie demonów. Wtedy Śnieżynka zaproponowała, by posłać jakiego demona, by śledził Zeki i informował, co robi. Od razu sprzeciwiłem się temu pomysłowi, bo za duże ryzyko. Siedząc i rozmyślając nad tym, tak jakoś po korciło mnie, by pójść do Aishy. Zapukałem do drzwi jej pokoju i cisza. Uchyliłem drzwi i rozejrzałem się po pokoju. Wygląda na to, że gdzieś wyszła. Wszedłem do środka i od razu skierowałem się do szuflady, gdzie wcześniej schowała swój pamiętnik. Jak strzał w dziesiątkę, leżał na samej górze. Otwarłem go i przewertowałem kilka stron wcześniej, od wczorajszego wpisu. Z tego, co czytałem kilka dni temu spotkała jakąś grupkę osób, która jest w posiadaniu jej magicznego pierścienia. By go odzyskać, ma coś dać w zamian. Jeszcze nie zdecydowała. Przynajmniej tak myślałem, dopóty nie przeczytałem kolejnej kartki. Wynikało z tego, iż tamci ludzie w zamian chcą śmierci jej przyjaciela. Nie powiedzieli dokładnie kto, ale widać znają nas. Czyli do Zeki należy wybór kogo zabić. Więc teraz wszystko jasne, czemu tak dziwnie się zachowywała, jednak czytając krótkie fragmenty o mnie to… Na ostatniej zapisanej kartce, napisała, iż dziś to zrobi. Tylko pytanie brzmi, kogo chce zabić. Godzina 23, dobrze więc, trzeba będzie zakończyć to dziś.

Gdy zbliżał się wieczór, do pałacu wróciła Zeki, która o dziwo przyszła do mnie. Usiadła obok mnie i przytuliła się, niczego więcej nie chciała. Nie dawałem po sobie poznać, że coś wiem.
Wspólnie zjedliśmy kolacje, na której nie było Loriena. Ciekawi mnie, czy ma u siebie co do jedzenia. Rena się martwiła, a Raven ją uspokajał. Każdy potem poszedł zająć się sobą, a ja bawiłem się Cornwellem. W końcu dochodziła dwudziesta trzecia. Zgasiłem światło, zasłoniłem okna i uchyliłem lekko drzwi. Gdy wybiła ta godzina, od razu drzwi Aishy się otworzyły. W prawej dłoni trzymała sztylet i kierowała się do pokoju Ary. Szlak ją. Dlaczego akurat ją wybrała. Jak tylko otworzyła jej drzwi, szybko wyszedłem z swoich i cichym krokiem skierowałem się do Zeki. Stała przy jej łóżku i szykowała się do ataku. Szybkim ruchem, jedną ręką zasłoniłem usta Zeki by się nie wydzierała, a drugą złapałem za jej nadgarstek. Początkowo była w szoku, gdy mnie zobaczyła. Wyszeptałem, że teraz pójdzie ze mną i wszystko wyjaśni.  Z jej oczu już zaczęły spływać łzy. Wróciliśmy do jej pokoju i tam wszystko chciałem wyjaśnić.
-To teraz od początku do chwili obecnej mi wszystko opowiesz. – usiadła na łóżku załamana i drżąca. Kiwnęła głową i zbierała się, by to wszystko wyjaśnić. Usiadłem naprzeciwko niej i uważnie słuchałem, co miała do powiedzenia. Moje domysły okazały się prawdziwe i to co pisała w pamiętniku. Czysty szantaż z wyzyskiem.
-Ja nie chciałam tego, ale ten pierścień jest dla mnie ważny. – dodała na koniec swojej spowiedzi, że tak to nazwę.
-To dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
-Bo grozili, iż zabiją niewinnych ludzi, jeśli komukolwiek powiem.
-I ty w to uwierzyłaś? Głupia jesteś, zresztą żadna nowość. Zawsze byłaś i będziesz naiwna. – odpowiedziałem stanowczo, a ona z trudem powstrzymywała się od płaczu. Wstałem i poprawiłem ubranie, co miałem na sobie. – Gdzie oni są?
-A po co ci to wiedzieć? Co chcesz zrobić?
-To, co powinienem, więc? – patrzała na mnie przez długi czas, aż wydusiła gdzie się znajdują. – Zostaniesz w swoim pokoju dopóki nie wrócę. Bez żadnego ale i radzę ci się mnie słuchać.
Kiwnęła głową, położyła się na łóżku i zaczęła płakać. Wyszedłem i poszedłem do swojego pokoju. Zabrałem miecz, kazałem Wyroczni wezwać Avalaka i gdy tylko się pojawił razem wyruszyliśmy do rudery tych debili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz