piątek, 1 marca 2013

Wpis3

Obudziły mnie promienie porannego światła. Zeki jeszcze spała przytulona do mnie i wtedy wspomniało mi się o dziennej robocie z Lorienem. Znowu będzie się drzeć, że ją zostawiłem po wspólnie spędzonej nocy. Trudno się mówi. Wstałem, doprowadziłem się do porządku i kazałem małej mieć na nią oko. Po cichu wyszedłem z pokoju i na dole czekał Lorien, w towarzystwie RS’ów. Zapytałem ich, co tu robią o tak wczesnej porze. Od razu wyjaśnili, iż muszą wszystko przygotować. No cóż, ich działka to się wtrącać nie będę. Zapytałem Chunga, czy możemy ruszać. Kiwnął głową, zabrał działko i ruszyliśmy na podbój sekretów, a potem Henira. Mam nadzieję, że jak wrócę to hotel będzie w jednym kawałku.
Podobnie jak wczoraj wyrobiliśmy się z wszystkim do trzynastej. Przy okazji udaliśmy się na rynek, sprawdzić, czy są części awatarów, których nam brakuje. Przeglądając listę znalazłem tanią fryzurę i od razu kupiłem, a Lorien dokupił brakującą górę. Zadowoleni wróciliśmy do pałacu. Gdy tylko minęliśmy próg budynku usłyszeliśmy wrzaski i śmiechy. Wymieniliśmy się spojrzeniami i udaliśmy się na dziedziniec. Tam, Amhila i Kakazu goniła Marumi i Seleryn, a oni mieli radochę jak małe dzieci. Chwile potem podbiegła Aisha i rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją i przeprosiłem, że zostawiłem. Co prawda, była trochę smutna z tego faktu, ale jakoś to przebolała, bo wie, że zawsze dużo mam na głowie. Przy okazji powiedziałem jej, iż już mam całość Falcona. Jak pisnęła, to myślałem, że ogłuchnę, podobnie Lorien, który przetykał sobie uszy i sprawdzał, czy dobrze słyszy. Powiedziała, że mam natychmiast to założyć i się jej pokazać. Ta i co jeszcze. Odmówiłem jej, a ona obrażona zeszła ze mnie i założyła ręce. Wtedy Lorien cicho dodał, że też ma już całość. Oczywiście, Zeki to nie umknęło i pogratulowała mu. Namawiała go by też się pokazał w nowym ciuchu i wtedy spojrzał na mnie i nie wiedział, co odpowiedzieć.

  -No chyba ty nie będziesz tak wredny, jak on, co? – wskazała na mnie palcem, a ja założyłem ręce i zmierzyłem ją spojrzeniem. Ona tylko pokazała język i odwróciła głowę w stronę Chunga.
 -No ten, więc… - spoglądał to na mnie, to na Aishe, na lisiczkę. – Może… wieczorem?
-Ah, nie mogę się doczekać! – wyskoczyła i przytuliła się do niego. Wtedy podszedł Amhil do mnie i położył ręką na ramieniu.
 -I ty jej tak pozwalasz? – spojrzałem na niego z zapytaniem. – No, wiesz. – spojrzał wtedy na Zeki przytuloną do Loriena.
  -Tu chodzi o zaufanie, wiesz. A on jest przyjacielem i ma dziewczynę.
-Taaaaakieeeee buty! Dobra słuchaj majster, jeszcze jest masa rzeczy przygotowanych do dowcipów, więc nie wleć w nie czasem.
 -Taaa, a może powiesz, gdzie i co dałeś? – wyszeptał mi wszystkie tzw. pułapki na dziewczyny z gildii. Na koniec kiwnąłem głową i wtedy odszedł do swojego przyjaciela. -Dobra to ja idę przymierzyć Falcona, a ty się tu miziaj dalej.
Odparłem i skierowałem się w stronę wyjścia. Kilka sekund później Zeki, przytulona do mojego ramienia szła ze mną do pokoju.
Śnieżynka wygodnie leżała na fotelu. Zeki z zadowoleniem usiadła na kanapie i czekała, aż założę nowego avatara. Wyciągnąłem z szafy pozostałe części i poszedłem się przebrać. Gdy już wszystko miałem założone, największym problemem okazała się być fryzura. Ta grzywka będzie mi przeszkadzać do cholery… Zaczesałem ją na lewą stronę i gotowy wyszedłem się pokazać Zeki. Była zafascynowana, od razu powiedziała, iż ten set najlepiej mi pasuje. Ja jakoś przywykłem do Glaciala, ale niech jej będzie. Od razu zaczęła przeczesywać grzywkę, a drugą ręką bawić się kucykiem.
 
-Przypomniały mi się czasy jak obrałeś drogę ShK. Wtedy też miałeś takiego kucyka.
-Weź mi nie psuj fryzury, psujo jedna. – zabrałem jej ręce, a ona rozbawiona przytuliła się.
Rozmawialiśmy przez dłuższy czas o tym, co chłopaki tutaj robili. Opowiedziała mi szczegół po szczególe, jakie akcje się tu działy. Oni serio mają nierówno pod sufitem. Dodała również, iż ona sama prawie nie wpadła w ich psikusa. Wtedy jej zdradziłem dalsze plany, jakie zaplanowali. Z ciekawości poszliśmy obserwować to wszystko z daleka.
Dochodziłam szesnasta. Udaliśmy się do salonu głównego. Tam siedziała Marumi z swoim chłopakiem, a w oddali Kakazu i Amhil coś szykowali. Amhil trzymał w ręku patyk, a Kakazu sznur. Gdy wybiło równo pięć po szesnastej, rzucił patykiem w górę, a Kaku szarpnął sznurem. Kubeł, co wisiał w górze się otworzył i obrócił, a na dwójkę siedzących spadł piasek. Tamci wybuchnęli śmiechem, ja powstrzymywałem Aishę, by nas nie wydała, a oni otumanieni siedzieli i zrzucali wolnym ruchem z siebie piasek, a potem Marumi ryknęła, że się doigrają. Idąc dalej za nimi, dotarliśmy do ogrodu. Chalya razem z Seleryn podziwiały kwiaty. Chłopaki podeszli do dziewczyn i o czymś rozmawiali. Chwile potem szły razem za nimi, na drugą stronę ogrodu. Zbliżyły się do kwiatów, co tam rosły. Kakazu kopnął w kołek, co był w zaroślach i przed nimi, pojawiła się kukła. Te ryknęły i się przewróciły, a oni piątka i uciekli. Szliśmy dalej, teraz przyszła kolej na Giio. Ciekawi mnie, co jej zaplanowali, bo tu mi Amhil zdradzić szczegółów nie chciał. Giio przechodziła przez korytarz, a oni stali za filarami.

-Oh Julio, me serce do ciebie ucieka. – wyskoczył nagle Amhil i klęknął przed nią, a ona patrzała na niego jak na kretyna.
  -Od kiedy czytasz książki?
-Od dawna. – wstał i stanął obok niej. – To jak zostaniesz moją Julią?
 -Zapomnij. – rzuciła bezinteresownie i poszła dalej. Nastała cisza.
-Złamałaś mi serce, o miłości moja jedyno! Nie mam już po co żyć na tym świecie, więc odchodzę na wieki! – przez chwile zastanawiałem się, co on gada w ogóle. Giio też odwróciła się i obserwowała go, a on skierował się do drugiego pokoju. Łuczniczka szybkim krokiem podeszła pod drzwi i gdy je uchyliła krzyknęła, a my od razu podbiegliśmy zobaczyć, co się stało. Zamurowało nas. Amhil się powiesił. W tym momencie się zaniepokoiłem i to bardzo. Zielonowłosa strzałami rozcięła sznur, a chłopak padł na ziemię. Podbiegła szybko do niego, a my z daleka oglądaliśmy to wszystko. Rozwiązała mu sznur, z gardła i wymawiała jego imię, wręcz błagając, by się obudził. Nawet nie minuta, a się rozpłakała i przeklinała świat. Aisha też miała już łzy w oczach, a ja nadal byłem w szoku tym, co zrobił.
-O rany, kto by pomyślał, że tak bardzo przeżyjesz moją śmierć. – odezwał się głos, głos, który należał do Amhila. Nasz wzrok skupił się na nim, a on się roześmiał. Zaraz potem pojawił się Kakazu zza tapczanu, z aparatem w rękach. – Masz? – Kaku uśmiechnął się i postukał palcem w aparat. To są debile, ale serio. Oni są nienormalni. Patrzeliśmy na Giio, która nadal klęczała przy Amhilu, a on siedział i spojrzał na nią.
 -Ty kretynie… JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ! JA SIĘ MARTWIŁAM IDIOTO SKOŃCZONY, ŻE NIE ŻYJESZ! – wykrzyknęła, szybkim ruchem ręki, w twarz go uderzyła i wybiegła z pokoju. Patrzeliśmy za siebie, a potem ja spojrzałem na nich.
 -Chyba z tym dowcipem przesadziliście. – objąłem Zeki i skierowaliśmy się do wyjścia. – Teraz to odkręćcie.
Nastał wieczór. Służący posprzątali ślady dowcipów z dzisiaj i w spokoju spożywaliśmy kolacje. Lorien tak jak ja siedział w nowym avku.

Świetnie w nim wygląda i zaczęliśmy dyskutować o wszystkim i o niczym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz