Poranek minął tak samo, jak poprzedni. Osobiście lubię wykonywać dzienne
misję, gdy nie ma tych dzieciaczków, co ryczą i pajacują. Przy okazji
można poznać sympatycznych ludzi i miło spędzić czas. Gdy zbliżało się
południe, razem z Lorienem spacerowaliśmy po mieście. Miałem takie
dziwne uczucie, iż każdy mój ruch był obserwowany. Czyżby Gold Falcon,
aż takie budził zainteresowanie? Jedyne, co mi teraz brakuję to avatar
broni. Może akcesorium się też kupi…
W drodze powrotnej do pałacu, trafiliśmy na naszych runicznych
wojowników. W sumie to oni mnie szukali. Zapytali mnie, czy pomogę im w
pewnym wyczynie, który sprawi, iż Amhil będzie sławny. Spojrzałem na
nich podejrzanie i zapytałem, co chcą zrobić. Z wielkim uśmiechem na
twarzy, razem odparli, iż Amhil chce przelecieć, na swoich runach, w
poprzek przez centrum Sanderu. Odparłem, iż są nienormalni, to jest
chore i samobójcze. Zapytałem ich, co zrobią jeśli coś się stanie i
spadnie. Wtedy Kakazu wskazał na mnie palcem i powiedział, że go z dołu
będę asekurować i jak spadnie to Cornwellem mam złapać. Tak
wykorzystywać legendarny miecz… Pokręciłem głową, że się nie zgadzam i
dorzuciłem by odpuścili, jednak oni są uparci i odparli, iż zrobią to
sami. Odeszli, a ja z Lorienem spojrzeliśmy na siebie. Wzruszył
ramionami, ja westchnąłem i poszliśmy za nimi.
Staliśmy przy jednym z filarów, razem z dwoma mężczyznami, ubranych w
garnitury i trzymających w rękach dokumenty. Coś mi się widzi, że są z
Światowej Organizacji Rekordów. Rozmawiali o czymś z chłopakami i po
kilkunastu minutach dali nam znak, że czas zaczynać. Lorien odsunął się
kawałek dalej, razem z Kakazu, który będzie wszystko nagrywać, a ja
stałem tuż pod linią lotu Amhila. Jeśli mu coś się stanie, to chyba się
zabiję. Chłopak już stał na górze i patrzał przed siebie. Następnie dał
znać, że jest gotowy. Oczywiście całe zajście przyprowadziło mnóstwo
gapiów. Straż, co była z nami odsuwała ludzi, spod linii lotu. Gdy teren
był czysty, Amhil rozpoczął swój lot na runach. Aż sam byłem
zszokowany, on latał przy pomocy swojej magii. Nie spuszczałem z niego
wzroku i Cornwella miałem cały czas przywołanego. Był już w połowie i
póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Sekundy mijały, Amhil cały czas
w powietrzu i ta ciężka atmosfera. Nikt się nie odzywał, panowała
cisza, tylko odgłosy przywoływanych run. Na samym końcu, zamachnął się
za szybko i stracił wysokość, ale utrzymał się i doleciał na drugą
stronę. Gdy tylko wylądował na drugim filarze, rozległy się brawa i
wiwaty, a mi ulżyło. Chwile potem zeskoczył do nas na dół, też za pomocą
run i gdy znalazł się na dole pogratulowałem mu, a on z wielka radością
podziękował. Wyszeptał również, iż gdyby nie moja asekuracja to by bał
się to zrobić. Zebrali się wokół nas wszyscy zebrani i podobnie jak ja
gratulowali mu tego chorego wyczynu. Kakazu uwiecznił to wszystko na
filmie, a mężczyźni w garniakach odrzekli oficjalnie, iż ten wyczyn
zostanie zapisany do księgi rekordów.
Podczas obiadu opowiedzieliśmy reszcie o tym wyczynie i byli w szoku.
Dla nich takie coś jest nienormalne i cieszyli się, iż sobie krzywdy nie
zrobili. Po obiedzie udałem się do swojego pokoju odpocząć. Jeszcze
potrenować by trzeba było… W pokoju panowała cisza. Na fotelu spała
Śnieżynka, otulona swoimi ogonami, a ja wygodnie leżałem na łóżku, z
zamkniętymi oczami i jak to miałem w zwyczaju, myślałem nad kilkoma
sprawami. Teraz wszystko się uspokoiło, jednak, co będzie potem. Jakie
wyzwania nasz jeszcze czekają i najważniejsze, czy przeżyjemy to. Po
dłuższym czasie, wyczułem czyjąś obecność w pokoju. Gdy ta osoba
zbliżyła się do mnie, odruchowo przywołałem Cornwella i otworzyłem oczy,
by zobaczyć, kto się bawi w ninja. Była to Zeki, która wystraszyła się
na widok miecza.
-Nie skradaj się tak, bo jeszcze kiedy ci krzywdę zrobię. – odwołałem miecz i z powrotem położyłem się, a chwile potem Zeki, która się przytuliła.
-Nad czym tyle myślisz?
-Nad kilkoma rzeczami.
-Jakimi? – dźwignęła głowę i skupiła swój wzrok na mnie. Spojrzałem na chwile na nią i odwróciłem głowę w drugą stronę.
-Nieważne.
-Ważne. – dzióbnęła swoim palcem w policzek i zrobiła minę rozkapryszonej dziewczynki.
-Zeki proszę…
-Martwisz się czymś.
-Nie martwię.
-Ta, jaaasneee. – patrzała cały czas na mnie, a ja jedynie mogłem udawać, iż jest wszystko w porządku. – Więc powiesz, czy nie?
-Nie.
-Czyli jednak coś jest. – spojrzałem na nią i wtedy zorientowałem się, iż dałem się wciągnąć w grę słowną.
-Jesteś zbyt ciekawska.
-A ty uparty.
Przez długi czas wymienialiśmy się zdaniami, aż w końcu miałem tego dość
i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją z Śnieżynką. Skierowałem się do
Camilli, by dała mi jakąś wolną arenę do treningu. Przydzieliła mi jedną
z większych aren i mogłem do woli trenować z Cornwellem.
Podczas kolacji Lorien wraz z Arą znowu o czymś rozmawiali. Trochę
zaciekawił mnie fakt, iż nagle zaczął być taki otwarty na rozmowy. Aisha
znowu z Reną plotkowały, a ja z Ravenem dyskutowałem o umiejętnościach
innych wojowników i wojowniczek. Gdy już się nagadaliśmy, wróciłem do
siebie i tam, na stole czekał na mnie list. Wziąłem go do ręki. Był z
Hamel, od Penentia. Byłem w szoku po przeczytaniu listu. Sasha chce ze
mną mówić na osobności. Ciekawe, o czym chce ze mną pomówić.
Wchodzisz na własną odpowiedzialność^^ Nie odpowiadam za to w jakim stanie stąd wyjdziesz:P Niektóre wpisy zawierają treści erotyczne oraz "łacinę podwórkową". Nie chcesz nie czytaj, chcesz czytać - robisz to sam z własnej woli
Strony
- Pamiętnik
- Postacie
- Galeria na deviantArcie
- Muzyka
- One shot - Rany przeszłości
- One shot - Sekret
- One shot - Magiczna kula
- One shot - Taniec - najpierw koszmar, potem hobby
- One shot - Halloween
- One shot - Niebezpieczny romans
- One shot - Dziwne morderstwa
- One shot - Tylko jeden dzień
- One shot - Z przyjaźni do miłości?
- One shot - Czas na śluby
- One shot - Apokalipsa chan
- One shot - Widziałam anioła, upadłego anioła
- One Shot - "... w tym momencie stałem się potworem...
- One Shot - Perfect Duo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz